5 szybkich wniosków: Lech – Korona 6:1

kkslech.com 4 dni temu

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w uproszczeniu dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizą gry konkretnego zawodnika czy dogrywką, prezentujemy pięć szybkich i pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny Kolejorza, poszczególnych piłkarzy czy obecnej sytuacji zespołu.

Reklama


SZYBKO POSZŁO
—
Lech Poznań wyszedł na mecz w składzie z małymi rotacjami, natomiast Korona Kielce pojawiła się w identycznym zestawieniu, w którym tydzień wcześniej grała w Szczecinie, gdzie przegrała 0:2. Przed dzisiejszym spotkaniem trener „Koroniarzy”, Jacek Zieliński, mówił o chęci zaatakowania Lecha Poznań i tak też wyglądało ustawienie rywala przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Korona ustawiła się wysoko, ofensywnie, chciała nas zaatakować i gwałtownie dostała dwa ciosy, których nikt się nie spodziewał. Zagrania z prawej strony boiska, czyli z lewej strony gości, sprawiły przeciwnikom problemy. W obu sytuacjach nasi zawodnicy mieli miejsce na oddanie strzału, a uderzając, pokazali jakość i świetnie ustawili sobie ten mecz. Aż 2:0 po 6 minutach gry z Koroną Kielce? To był świetny wynik na starcie gry z „Koroniarzami”, bowiem oznaczał możliwość częstego stosowania faz przejściowych, a akurat takie granie Lech Poznań uwielbia.

Reklama



WSZYSTKO W TYM MECZU WYCHODZIŁO
—
W pierwszej połowie niedzielnego meczu Lechitom wychodziło adekwatnie wszystko. Każdy wypad pod bramkę kielczan pachniał golem dla poznaniaków, którzy głównie na prawej pomocy, czyli na lewej obronie, nękali Pięczka. W 23. minucie kolejne szarpnięcie bocznym sektorem boiska dało trzeciego gola i przy okazji przełamanie Mikaela Ishaka, który trafił pierwszy raz od 9 sierpnia. Korona Kielce długimi fragmentami gry wyglądała jak zespół, który przyjechał zwolnić Jacka Zielińskiego. Zespół przeciwnika był wolny, słaby piłkarsko, bez ambicji, choć po 44 minutach statystyki strzeleckie były równe (po 5 uderzeń). Statystyki to jedna strona medalu, a boisko druga. Na boisku rządził Lech Poznań, który sam nie musiał forsować tempa, żeby stwarzać sytuacje i łatwo je wykorzystywać. W doliczonym czasie pierwszej części Kolejorz miał już mnóstwo miejsca na murawie, rywal ustawił się niespodziewanie wysoko, odpuścił środek, stoperzy nie kontrolowali ustawienia, w tym położenia Pablo Rodrigueza, który dokonał dzieła zniszczenia. Gol na 5:0 był podobny, z tą różnicą, iż wtedy Hiszpan asystował, a Mikael Ishak trafił. Nie zmienia to faktu, iż znów rywal zostawił nam niespodziewanie dużo wolnej przestrzeni w środku pola, co było świetną wiadomością dla naszej drużyny. W takiej sytuacji wystarczyło tylko celnie zagrać i celnie uderzyć, aby pokonać Dziekońskiego.

Reklama



KOLEJNY RYWAL ZAGRAŁ POD NAS
—
Dwa stracone gole do 6 minuty mogły oczywiście podciąć skrzydła Koronie Kielce, co nie zmienia faktu, iż drużyna Jacka Zielińskiego pod względem taktycznym wyglądała fatalnie. Byli już rywale, w tym Górnik Zabrze miesiąc temu, którzy umieli ustawić się pod Lecha, grać blisko, agresywnie, zagęścić środek pola i czekać na to, co zrobimy na murawie. W tym przypadku to rywal czekał, kiedy Lech Poznań wbije mu kolejne gole. Korona Kielce wyglądała trochę tak jak 20 września Radomiak Radom, który zostawiał mnóstwo wolnych przestrzeni i poległ 1:5. Dziś Korona Kielce była równie źle zorganizowana. Mistrz Polski był za to zdeterminowany, silniejszy fizycznie i miał więcej indywidualnej jakości, dlatego przy Bułgarskiej doszło do masakry. Statystyki strzałów (14/6 do 15/5) absolutnie nie oddają przebiegu spotkania, w którym gospodarze na wszystkich polach byli lepsi, w 6. minucie gry ustawili sobie mecz, a od 24. minuty spotkania tym bardziej mogli kontrolować wydarzenia na boisku.

Reklama



ZA SŁABI NA EUROPĘ, MOCNI NA EKSTRAKLASĘ
—
Ostatnie wyniki (0:4, 5:1, 4:1, 0:4 i 6:1) pokazują, iż obecny Lech Poznań jest zbyt słaby na Ligę Europy, w tym na rywali pokroju Bayeru Leverkusen i Crystal Palace, z którymi chciał grać swoją mityczną piłkę, by pokazywać słynne DNA. Jednocześnie jest bardzo mocny w Ekstraklasie. Lech Poznań, choćby bez paru kontuzjowanych zawodników, jest trudny do zatrzymania, a już tym bardziej wtedy, gdy zostawia mu się na murawie tyle wolnej przestrzeni. Radomiak, Śląsk oraz Korona pokazały, na co stać choćby osłabionego Kolejorza, gdy ten gwałtownie kogoś ukąsi, przeciwnik odpuści się środek pola lub poluźni obronę. Ekstraklasa wybacza też błędy, których na razie nie wybaczają europejskie puchary. Dziś znów pojawiały się straty oraz niecelne podania, gorsze momenty miał Joel Pereira, jednak nikt tego nie wykorzystał. Przeciwnik nie umiał zamienić naszych pomyłek na bramki; blisko był tylko raz, gdy w pierwszej połowie Mateusz Lis z problemami sparował piłkę na rzut rożny po wcześniejszej stracie i strzale gości z daleka. W kontekście czwartku i Sunderlandu mecz z Koroną znaczy niewiele, bo w tamtym starciu tych wszystkich pojawiających się strat będzie trzeba bezwzględnie uniknąć. Tyle tylko, iż po wyniku 6:1 (najwyższym z Koroną w historii) oraz po przełamaniu obu napastników, Lech do czwartkowej potyczki podejdzie niezwykle mocny mentalnie.

Reklama



PORA ZROBIĆ COŚ W TEJ EUROPIE
—
Lech Poznań ma bardzo dobry ligowy start (8-1-1), w doskonałej formie jest Pablo Rodriguez (6 goli + 6 asyst w Ekstraklasie), a do tego odblokował się Mikael Ishak. To świetne wiadomości, ale są też złe, takie jak mikro-uraz Terry’ego Yegbe, który profilaktycznie zszedł z murawy, czy kontuzja Wojciecha Mońki. Przez ten uraz 19-latek straci aż 6 spotkań, w tym hitowe starcia z Sunderlandem, Legią czy Benfiką. Problemów więc nie brakuje. Popełniono błąd, oszczędzając w końcówce letniego okna na obronie, i lada dzień to ryzyko znów się zemści. Na razie trzeba jednak skupić się na czwartku, w tym na meczu z będącym w kiepskiej formie Sunderlandem, który ma kontuzjowanych dwóch napastników i na dodatek przyleci do nas w rezerwowym składzie. Już najwyższa pora zrobić coś w tej Europie, czyli najpierw strzelić gola, a później postawić się Anglikom i chociaż bramkowo zremisować (prędzej Lech zremisuje w Lidze Europy, niż zagra na zero z tyłu). Po meczu z Koroną wypuścimy na KKSLECH.com jeszcze wiele materiałów, choć powoli myślimy już o czwartku.

Reklama



Autor zdjęć: Dawid Ćmielewski

[See image gallery at kkslech.com]

Stadion podczas Lech Poznań – Korona Kielce (18.10.2026)

[See image gallery at kkslech.com]





Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)

Idź do oryginalnego materiału