Żużel. Widziane zza Odry. O kontraktach 2027, porządkach i plebiscytach (FELIETON)

2 miesięcy temu

Nie próżnują „lewoskrętni” w Australii. Tam odjechano kolejne indywidualne mistrzostwa kraju i tytuł, co żadną niespodzianką nie jest, trafił do Jacka Holdera. Moim zdaniem za bardzo wszyscy przywiązują wagę do tych mistrzostw. Władysław Komarnicki po triumfie Holdera „zatrąbił” w swoich social mediach, iż on zawsze wiedział, iż z Jacka będzie wielki pożytek w Staleczce. Jedna, nazywana przez kolegów dziennikarzem, osoba jednocześnie zajęła się błyskawicznie tematem gdzie ów Holder wyląduje… w 2027 roku.

Jednocześnie na tym samym portalu odtrąbiono rychły koniec Keynana Rew, któremu jakoś wybitnie w tych mistrzostwach nie poszło. Tym samym leszczyńska Unia – zdaniem portalu – ma kolosalny problem. Dramat, bo Rew słabiej pojechał parę miesięcy przed startem sezonu w Polsce. Doprawdy? Dla mnie osobiście problemów nie ma żadnych, bo ja bym jazdy w Australii do tej w Polsce w żaden sposób absolutnie nie porównywał i na siłę nie szukał sensacji. Co jeszcze zabawniejsze, rzeczony Rew parę dni później wygrał Mistrzostwa Oceanii i zagwarantował sobie udział w kwalifikacjach do Grand Prix. Byki faktycznie muszą łapać się teraz za głowy.

Żużel. Żużlowiec Unii Leszno pojedzie o Grand Prix! Wyrwał ostatnie miejsce! (RELACJA) – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Apator, Sparta czy Motor? Wskazał, kto zgarnie złoto PGE Ekstraligi! – PoBandzie – Portal Sportowy

Już całkiem serio, nie wiem czy problemu – i to znacznie poważniejszego – nie ma inna Unia, ta tarnowska. Tam wszystkich mają po czynach poznać, jak głosi jeden z nowych mecenasów (?) klubu. Wróble gdzieś ćwierkają, iż odwołanie z funkcji byłego prezesa, Artura Kędziory, nie do końca było skuteczne, gdyż jeden z członków Rady Nadzorczej, który brał udział w odwołaniu prezesa Kędziory, nie powinien z mocy prawa w ogóle w niej zasiadać.

Miasto z kolei w planowanym terminie umowy na dzierżawę stadionu nie podpisało i chyba czeka na wyjaśnienie formalności, czyli uporządkowanie spraw w KRS. Wedle zgłoszonego wniosku, w klubie na stanowisku prezesa ma rozsiąść się teraz Pan Kuś, który swego czasu wziął się z ramienia Artura „Głoszę dobrą nowinę” Lewandowskiego za budowę nowoczesnego, zakrytego balonem boiska sztucznego. jeżeli tak się stanie, to ja mam nadzieję, iż w parę lat zakryty dachem – nie balonem – zostanie również tarnowski tor. Póki co, zamiast super boiska w Krakowie, co widać publicznie, stoi zaledwie Orlik i oby te żużlowe obietnice okazały się łatwiejsze do spełnienia.

Przy tym Tarnowie mam też jedno pytanie, na które winna odpowiedzieć jak najszybciej żużlowa centrala. Jak udało mi się dowiedzieć, stosowne sprawozdania zostały wykonane przez klub i zbadane „okiem” biegłego rewidenta w jednym dniu marca 2025. Zaznaczam, iż były to sprawozdania z uwaga… ostatnich trzech lat łącznie. W związku z tym, jeżeli to prawda, to na jakiej zasadzie Unia Tarnów wystartowała w okresie 2024? Kto ją i na jakiej podstawie do rozgrywek wówczas w ogóle dopuścił? Kończąc ten wątek, wypada mieć nadzieję, iż Unia na prostą wyjdzie, a decyzja sądu rozstrzygnie kto Unię będzie w sposób istotny reprezentował wobec miasta czy PZM.

Dobre wieści dochodzą za to z Rybnika, gdzie prezes Mrozek wyciągnął nie królika, a Roberta Mikołajczaka ze swojego czarodziejskiego kapelusza. Czy to będzie trener jak się patrzy, czy może „długopis” w rękach prezesa? Nie wiem, ale jedno jest pewne. Rybnik pojedzie – zdaniem prezesa – o awans i tego oczywiście życzę. Zresztą wiele Krzysztofowi Mrozkowi zarzucić można, ale nie braku doskonałego PR. W tym Rybniku to albo jadą o awans, albo o mistrzostwo. Słusznie. Mierzyć trzeba wysoko. choćby jak wiadomo, iż w kosmos się nie poleci.

Z Rybnika wracamy na północ, czyli do pierwszej stolicy Polski. Tam, pomimo iż zaległa cisza, to nie jest ponoć tak, iż się nic dzieje. Dzieje się. Ponoć jakieś pożyczki poszły w ruch, aby klub wystartował i pewnie tak się, ku uciesze tamtejszej gawiedzi, stanie. Pytanie tylko czy kolejny start Startu bez gruntownych zmian organizacyjnych pozwoli temu klubowi wyjść w końcu na żużlową prostą.

Dobrze się, póki co, za to dzieje w moim ulubionym prywatnie Kolejarzu Opole. Pojawiły się na „papierze” lepsze aniżeli w latach poprzednich nazwiska, a to jeszcze nie koniec zakupów, jak zapowiada prezes Dziemba. Mają się pojawić dodatkowo Mateusz Dul oraz Paweł Trześniewski. Z tym drugim jednak może być spory problem. Oferta Opola za wypożyczenie zawodnika mocno odbiega od kwoty, której oczekuje prezes Mrozek. Jak o pieniądze chodzi, to kolegów prezesów nie ma. O tym prezes Dziemba winien pamiętać. Pożyjemy, zobaczymy, oby tylko się nie okazało, iż Opole w przyszłym sezonie zgubi nie sportowa forma, a finansowe przeinwestowanie, którego absolutnie nikomu w żużlu nie życzę.

Żużel. Motor Lublin – dominacja w fazie zasadniczej i wpadka w play-offach. Koniec dominacji? – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Zmarzlik za nisko w plebiscycie? Komarnicki nie kryje rozczarowania! – PoBandzie – Portal Sportowy

No i na koniec czwarte miejsce Zmarzlika w plebiscycie na Sportowca Roku. Dla jednych sukces, dla drugich porażka polskiego żużla. Z tym drugim stwierdzeniem jak najbardziej się zgodzę z zaznaczeniem, iż to żadna porażka Zmarzlika, a zbiorowego postrzegania dyscypliny w naszym kraju. Należy bowiem pod uwagę wziąć fakt, iż plebiscyt coraz mniej odpowiada na pytanie kto był na korcie, boisku czy torze najlepszy, a coraz bardziej kto był „najgłośniejszy”.

To, jaki Zmarzlik jest medialnie wszyscy wiemy. Nie gra co tydzień w prime time, nie funkcjonuje w codziennym przekazie, ani nie budzi swoim zachowaniem u kibiców skrajnych emocji. Być może miejsca na podium nie zajął, bo jest za bardzo… doskonały i po prostu wygrywa, a seryjna perfekcja w danej dziedzinie gwałtownie nam powszednieje.

W nakłonieniu do zasypania organizatorów plebiscytu głosami na Bartka nie pomógł, jak przed paru laty, już choćby sztuczny doping, czyli Wielka Orkiestra SMS-owej Pomocy „speców” PR w postaci zamieszczania przez żużlowe kluby w sobotni wieczór postów nakłaniających do głosowania na sześciokrotnego mistrza świata. Panowie z PR i marketingu PGE Ekstraligi powinni jednak, biorąc grubą kasę, wiedzieć, iż nad wizerunkiem i popularnością każdej dyscypliny w skali ogólnopolskiej pracuje się cały rok, a nie tylko w jeden styczniowy wieczór, rozsyłając grafiki klubom z prośbą o ich zamieszczenie i licząc na pospolite ruszenie. Pani Klaudia Zwolińska wraz ze środowiskiem kajakarskim na zwycięstwo pracowała długo. Była aktywna w mediach społecznościowych, odwiedzała szkoły, opowiadała o swoim sukcesie. Jak widać, lepiej pracować organicznie przez cały rok niż zrywać się „na hurra” w jeden styczniowy wieczór o godz. 20:30. Tyle na dziś.

Idź do oryginalnego materiału