Wielki rybnicki talent. Sukcesy Łukasza Romanka przyszły szybko
Romanek należał do najbardziej perspektywicznych zawodników młodego pokolenia. Pochodził z Knurowa, a żużlową licencję Romanek uzyskał w 2000 roku pod okiem trenera Jana Grabowskiego. Błyszczeć zaczął bardzo szybko, bo już rok później wywalczył tytuł Indywidualnego Mistrza Europy Juniorów na torze w Pardubicach. Tam okazał się lepszym zawodnikiem od choćby Kennetha Bjerre, Krzysztofa Kasprzaka czy Nielsa Kristiana Iversena. Kto wie, jak potoczyłaby się kariera tego zawodnika gdyby nie 2 czerwca 2026 roku kiedy to w przydomowym garażu odebrał sobie życie.
– O Łukaszu mogę się wypowiadać tylko w samych superlatywach. To był bardzo sumienny, zdyscyplinowany chłopak, materiał na mistrza świata. Ja go wspierałem jeszcze jako firma od czasów juniorskich. Nie byłem jeszcze wtedy prezesem klubu. Mieliśmy bardzo dobre relacje. Nie miałem nigdy do niego żadnych uwag. W warsztacie u niego było czysto, jak na sali operacyjnej. Jak już tak sobie wspominamy, to powiem Panu, iż tak sobie myślę po latach, iż być może jego wadą było to, iż był introwertykiem. Łukasz był osobą bardzo zamkniętą w sobie. Tam też sytuacja w domu była taka, jaka była. Tata Łukasza nie był zbytnio zadowolony z faktu, iż jeździ on na żużlu. Generalnie najlepiej go wspominam ze wszystkich zawodów indywidualnych. On w zawodach indywidualnych po prostu brylował. W lidze nie zawsze spełniał do końca oczekiwań – mówi nam były prezes rybnickiego klubu, Aleksander Szołtysek.
Żużel. Duże transfery w Unii Leszno? Dobrucki zabrał głos – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Talent Stali Gorzów rozchwytywany na rynku! Z nikim nie rozmawia? – PoBandzie – Portal Sportowy
W sezonie 2004 zespół Rybnika spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej, a kibice winą za taki stan rzeczy obarczali również Romanka. Rok później Romanek był jednym z liderów zespołu, a drużyna na skutek problemów finansowych Wybrzeża Gdańsk powróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej. Warto wspomnieć, iż w 2002 podczas MIMP na torze w Lesznie Romanek uczestniczył w groźnym upadku, a na tor powrócił po trzech tygodniach. Nie brak opinii, iż to feralne zdarzenie odegrało ogromną rolę w całej historii. Kariera zawodnika mocno zwolniła.
– Wie Pan, był ten wypadek w Lesznie w 2002 roku (Romanek zahaczył o motocykl Roberta Miśkowiaka i obaj z impetem uderzyli w bandę. Zawodnik Rybnika doznał poważnego urazu czaszkowo-mózgowego – dop.red.). Łukasz, myślę, za gwałtownie wrócił na tor. Chyba po trzech tygodniach. To nie był najlepszy czas, aby wracać na tor. Miał wtedy też coś ze wzrokiem. Jak świeciło słońce, to on musiał mrużyć oczy. Ja złego słowa o nim nie powiem. Zawsze jak sobie to wszystko analizowałem, to dochodziłem do wniosku, iż gdyby Rafałowi Szombierskiemu oddać od Łukasza trochę dyscypliny, a Łukaszowi z kolei dodać luzu Rafała, to Rybnik miałby dwóch mistrzów świata – dodaje nasz rozmówca.
fot. FB/KS ROW RybnikŻużel. Przebudzenie Janusza Kołodzieja. Mówi wprost, skąd ta zmiana! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. To prawdziwa rzadkość u Zmarzlika! Zrobił to piąty raz w PGE Ekstralidze – PoBandzie – Portal Sportowy
Wyzywanie pod restauracją i groźby pod adresem młodego zawodnika
Dusza introwertyka sprawiała, iż komentarze kibiców nie były obojętne byłemu zawodnikowi Rybnika. Był okres, kiedy te opinie były wyłącznie negatywne. Dochodziło do takich sytuacji, iż zawodnikowi grożono… spaleniem samochodu. Potem jednak ci sami „kibice” wywieszali transparenty dziękujące zawodnikowi.
– Mi po latach ciężko o tym mówić. Po śmierci Łukasza nagle ci, którzy go hejtowali wystawiali pochwały pod jego adresem. Obłuda kibiców straszna. Niejednokrotnie jak wracaliśmy z meczów zabierałem zawodników na kolację. Bywało, iż obok busów zawodników pod restauracją zatrzymywał się autokar z kibicami i wie Pan, co się wtedy działo. Padały różne słowa pod jego adresem. Nie wiem na ile potrafił sobie z tym radzić. Jak później o tym myślałem, to chyba sobie z tym nie radził – dodaje Szołtysek.
Wydarzenia z dnia 2 czerwca 2006 roku były prezes przeżył mocno. Do dziś mówienie o Łukaszu Romanku nie przychodzi łatwo. Szczególnie, iż zaledwie dwa lata wcześniej całe żużlowe środowisko przeżywało inną wielką tragedię.
– Nie jest łatwo o tym rozmawiać. Jak działałem w GKSŻ, to jechałem jako delegat do Zielonej Góry na pogrzeb Rafała Kurmańskiego. Też to strasznie przeżyłem. Widziałem jak młody chłopak leży w trumnie i tak sobie myślałem, żeby tylko mnie kiedyś taka sytuacja w klubie nie dotknęła. Stało się inaczej. Tak zdecydował los. Niedługo później mieliśmy u nas tragedię. Pamiętam ten dzień. Przyjechałem do klubu, a w warsztacie wszyscy ze spuszczonymi głowami. Pojechałem z Rafałem Szombierskim do jego najbliższych złożyć kondolencje. Nie jest to łatwe, jak Pan wie. Pogrzeb był w drewnianym kościółku, ogrom ludzi. Co tu mogę Panu powiedzieć. Wielka, wielka szkoda – kontynuuje Szołtysek.
Nie brak opinii, iż Łukasz Romanek nie wytrzymał presji związanej z hejtem pod adresem swojej osoby. Czy to był jedyny powód tak dramatycznych wydarzeń sprzed równo 20 lat?
– Ja powiem Panu, iż trudno to jednoznacznie ocenić i powiedzieć tak lub nie. Rozmawiałem z psychiatrami na ten temat. Jeden z nich opowiadał mi, iż kiedyś odbyło się w Gdańsku sympozjum na temat przyczyn samobójstw i tego, co siedzi w człowieku, który decyduje się na taki krok. Jak sobie postawili to pytanie, to tak z nim odjechali do domów. W żużlu już parę takich przypadków było, kiedy zawodnicy żegnali się z życiem na własną prośbę. Teraz mamy inne czasy. Bardziej powszechna jest pomoc psychologów. Czy spowodował to wszystko hejt? Nie odpowiem na to pytanie, ale na pewno się do tego przyczynił. Bez dwóch zdań. Myśmy choćby w tamtych czasach, właśnie przez ten hejt, wyłączyli forum klubowe. Kibice powinni dzisiaj też pamiętać, iż hejt niczemu nie służy, a czasami może być elementem, który przyczyni się do czyjejś tragedii. Naprawdę, proszę wybaczyć, ale ciężko mi się to wspomina i o tym mówi. Emocje jeszcze są. Uważajmy po prostu co piszemy i co mówimy na czyjś temat. Każdy ma określoną odporność – kończy były prezes ROW Rybnik.

Romanek był introwertykiem. Wszystko dusił w sobie
Swoje wspomnienia z Łukaszem Romankiem ma też wybitny żużlowy dziennikarz doskonale znający historię rybnickiego żużla. Henryk Grzonka także uważa, iż powrót po wspomnianym wypadku w Lesznie był zbyt szybki.
– Ja uważam, iż był to bez wątpienia wielki talent. Pytanie jest inne – co się wydarzyło, iż zdecydował się na taki krok. Do dziś sprawa nie jest jednoznaczna. Popełnił samobójstwo, bo… tego nie wiemy. Każdy ma swoje przypuszczenia. Swoje teorie. Ja uważam, iż po pierwsze Łukasz po tym wypadku w Lesznie trochę za gwałtownie wrócił. Tam się wypowiadał przecież doktor Gryczka, aby tego wszystkiego nie przyspieszać. Wiadomo jednak jakie jest parcie w żużlu. Łukasz jednak wrócił. Pamiętam po jego powrocie takie biegi, kiedy przykładowo prowadził i w pewnym momencie jakby się zatrzymywał. Defekt? Nie wyglądało to na defekt – wspomina ceniony publicysta.
Rybnickie środowisko było wtedy zachwycone duetem Łukasz Romanek – Rafał Szombierski. Były to jednak dwie skrajnie inne osobowości. Tragicznie zmarły 20 lat temu żużlowiec nie był tak impulsywny jak dobry kolega. Wszystko dusił w sobie.
– Ze świętej pamięci Józkiem Kancelistą kiedyś rozmawialiśmy z Łukaszem i Józek, jako iż go dobrze znał, zapytał go wprost o to, co się dzieje. Łukasz odpowiedział: „Wie Pan, mam takie sytuacje, iż nie wiem gdzie jestem przez kilka sekund”. To jeszcze były ślady po urazie. Nie wiązałbym tego z tym, co równo dwie dekady temu się wydarzyło, ale po tym wypadku Łukasz niby się pozbierał, ale myślę, iż był już trochę innym zawodnikiem. Ja go porównuję do jego przyjaciela, Rafała Szombierskiego który mocno przeżył śmierć Łukasza. Myślę, iż Aleksander Szołtysek ma rację. Gdyby pewne ich cechy „pomieszać”, to może nie byłoby dwóch mistrzów świata, ale na pewno Rybnik miałby dwóch doskonałych zawodników. Szombierski na gwizdy reagował tak, iż potrafił pokazać środkowy palec. Romanek, tak mi się wydaje, bo psychologiem nie jestem, ten cały „hejt” dusił w sobie. Pamiętajmy w jakich okolicznościach popełnił samobójstwo. Trener Mirek Korbel powiedział mu: „Jedziesz do Wrocławia na mecz. Wracasz do składu”. Dobra wiadomość generalnie. Nie wiem czy się przejął tym czy podoła, czy bał się, iż mu nie wyjdzie. Tego samego dnia popełnił samobójstwo. Myślę, iż poukładany, skromny, spokojny człowiek nie potrafił sobie poradzić z presją. Ja go zapamiętałem jako bardzo solidnego na torze i poza nim oraz sympatycznego chłopaka – dodaje Henryk Grzonka.
– – –
Masz kłopot lub psychiczny kryzys? Pamiętaj, nie ma sytuacji bez wyjścia. Pomoc możesz znaleźć dzwoniąc m.in. na telefon zaufania 22 594 91 00 lub 22 484 88 01. Dyżurni wysłuchają Cię i pomogą w Twoich problemach i udzielą niezbędnego wsparcia. Doradzą także, gdzie możesz udać się po dalszą pomoc. Pełna lista telefonów zaufania jest tutaj.

2 miesięcy temu















