Żużel. O quadach, wyścigach i nominacjach. Prezesowi brak kultury (FELIETON)

20 godzin temu

Zaczniemy zatem od początku, czyli od turnieju SGP2, który zakończył się triumfem Wiktora Przyjemskiego. Nie brak głosów, iż słabo pojechał jego klubowy kolega, Maksymilian Pawełczak. Jak to czytam, to przyznam, iż mocno się dziwię tym, którzy takie „banialuki” piszą. Rozumiem, iż Maksymilian ma do żużla ogromny talent, ale nikt z najlepszych w historii nie wygrywał wszystkiego seryjnie. Dla mnie osobiście występ juniora Polonii jak na debiutanta był całkiem w porządku, W dorosłym Grand Prix bez niespodzianek. Prym wiodą – Zmarzlik. Kurtz i Lambert, Ten ostatni staje się murowanym kandydatem do brązowego medalu, mając na swoim koncie piętnaście punktów przewagi nad Jepsenem Jensenem. Za dwa tygodnie po raz pierwszy odbędzie się rywalizacja w Łodzi i zobaczymy, kto tam będzie płynął najlepiej. Warto jeszcze odnotować, iż dwudzieste, jubileuszowe Grand Prix śledziła rekordowa liczba widzów. Było ich ponad dziewięć tysięcy, ale czy jeszcze raz przed Vastervik zagości GP w Mallila nie wiadomo. Ponoć włodarze, odjeżdżając chwalili i powiedzieli, iż zadzwonią…

W niedzielę było już swojsko, czyli ligowo. Polonia musiała odjechać kolejny mecz w drodze do tegorocznego finału i zgodnie z planem odjechała, a rywala rozjechała. Odprawiła Ostrów z dużym bagażem do domu. Zdecydowanie ciekawiej było już w Rzeszowie, gdzie coraz głośniej mówi się o budowie żużlowej potęgi na kolejne sezony. Bez zawieszonego Rasmusa „700 za podpis” Jensena gospodarze odprawili z kwitkiem ROW Rybnik w stosunku 46-44. Prezes gości chyba czuł przegraną swoim nosem, gdyż prezes gospodarzy, coraz bardziej uwielbiana przez kibiców, Pani Kasia stwierdziła publicznie, iż choćby Krzysztof Mrozek się z nią przed meczem nie przywitał. Jakoś mnie to nie dziwi. Dziwi mnie robienie sensacji w Kolegium Żużlowym i ach, och nad „niebywałym” newsem, iż kiedyś tam prezes śląskiego klubu nazwał Tomasza Dryłę, lubelską czy rosyjską świnią. Musiał być Mrozek dobry z geografii, bo mnie, o czym swego czasu wspominałem, nazwał niemiecką. Ktoś kiedyś mówił „chama kultury nie nauczysz” i pewnie coś w tym stwierdzeniu życiowego jest. Rzeszów wygrał, pojawiają się sponsorzy, którzy ostatnio lgną do klubu niczym pszczoły do ula. Euforia. Pani prezes ponoć działała czy działa w spółdzielni mieszkaniowej to i sponsorzy z tej branży jakoś mnie nie dziwią. choćby Pani Marszałek wyjechała niczym wspomniany wcześniej Krzysztof na quadzie na rundę honorową po wygranej z Rybnikiem. Dla mnie to akurat słabe, ale jeden lubi zapach skarpetek, drugi pomarańczy. Wszystko zaczyna na zewnątrz wyglądać w Rzeszowie super i oby tak zostało. Tego życzę. Czy jesttak, aby na pewno wewnątrz? Nie wiem, ale zastanawia mnie skoro płynie taka rzeka pieniędzy to, czemu Anders Rowe oraz Andreas Lyager nie są jeszcze rozliczeni? Nie wiem. We wspomnianym kolegium wspomniana, sympatyczna Pani Kasia odparła zarzut, iż to ona psuje rynek transferowy w Metalkasie, bo swoim zawodnikom za kolejny sezon może płacić tyle, ile chce. Do tego momentu się zgadzam. Tylko jest jedno ale. Wk… innych prezesów wynika ponoć z tego, iż bliski współpracownik Pani Kasi nijaki Krzysztof Kasprzak nie zajmuje się przedłużaniem kontraktów, ale kontaktami z nowymi, potencjalnymi „Żurawiami” i tym już oferuje zdecydowanie więcej aniżeli by na transferowym rynku w tej chwili „wypadało”. Także Pani Kasia nie skłamała, ale też nie do końca prawdę powiedziała. Ponoć zdenerwowanie u paru prezesów Metalkasu jest tak spore, iż dyskutują, jak tu jeszcze w tym sezonie sprawić Stali niezłego psikusa. W „Piłkarskim Pokerze” Zaorskiego cuda się zdarzały oby nie było w Metalkasie takiego pokera żużlowego. Patrząc na tabelę, jeszcze przed play-off może się sporo zdarzyć. Kończąc wątek Rzeszowa, mam tylko nadzieję, iż faktycznie budżet zostanie tak zbudowany, iż co niektóre gwiazdy nie będą sobie w połowie sezonu 2027 pluły w brodę, iż do tego Rzeszowa poszły. Wyścig o zawodników w dwóch najwyższych klasach rozgrywkowych trwa zatem w najlepsze i chyba coraz więcej kibiców emocjonuje się tą gonitwą po „lewoskrętnych” bardziej aniżeli weekendowymi wynikami na żużlowych torach. Smutne.

No i na koniec, aby nie zanudzać, mecz towarzyski Polska – Australia, który zaplanowany jest na 26 lipca. Ledwo trener kadry, Stanisław Chomski upublicznił swój wybór, a już pojawiły się komentarze, iż to kawała wała, h… bo nie wystawił Macieja Janowskiego. Przypominam krytykantom, iż jest to mecz towarzyski, a nie pojedynek o mistrzostwo świata i trener z pewnością pewnie wie, co robi. Być może Janowski jest tak pewnym w tej chwili kandydatem do DPŚ, iż nie musi się „męczyć” towarzysko w Rybniku. Pieniędzy wielkich tam na torze nie ma, a i nikt na torze nie będzie się o punkty do mety zabijał. Impreza jak nazwa wskazuje – towarzyska. Egzamin dla myśli szkoleniowej Stanisława Chomskiego nastąpi późnym, sierpniowym wieczorem, po finale DPŚ w Warszawie i wtedy będzie można, stwierdzić czy wygrał trener, czy krytykanci jego osoby. Do następnego.

Idź do oryginalnego materiału