Żużel. Lepsi od Sanah, narodziny gwiazdy i małe GP czyli inauguracja Śląska (REPORTAŻ)

1 miesiąc temu

– Przyjechaliśmy tutaj oczywiście powalczyć o jak najlepszy wynik i liczymy na skuteczną rywalizację. Ostatni tydzień przed inauguracja ligi spędziliśmy w Polsce, pod Bydgoszczą – mówił nam przed spotkaniem trener Łotyszy, Nikołaj Kokin.

Tym razem jednak Łotyszom nie udało się wygrać meczu, a my – jako iż byliśmy obecni tego dnia na Skałce – mogliśmy z bliska przyjrzeć się pierwszemu, po dłuższej przerwie, spotkaniu ligowemu w Świętochłowicach.

Na stadion przybyliśmy krótko po godzinie 10 i od razu zaskoczenie. Na obiekcie praca wre, a co ciekawe, pod bramami wejściowymi kręcą się już pierwsi kibice. Do meczu było jeszcze przecież… pięć godzin.

– Panowie pewnie przyjechali na żużel? Dziś u nas wielkie święto sportu i mam nadzieję, iż wygramy. Na mecz nie idę, bo raz pracuję, dwa biletów brak – mówiła nam ekspedientka na pobliskiej stacji benzynowej, gdzie „wpadliśmy” po napoje.

Przyznajemy, „bez bicia”, my zbyt dużej nadziei na wygraną gospodarzy nie mieliśmy. Faworytem spotkania byli goście. Bukmacherzy myśleli podobnie. Kurs na wygraną gospodarzy wynosił, uwaga, aż 7 do 1. Śląsk analizie bukmacherskiej jednak zaprzeczył, a kto na podopiecznych Krzysztofa Basa tego dnia postawił, to zarobił okazale.

Żużel. Chomski dostrzegł kolejne perełki! Na nich warto zwrócić uwagę – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Włókniarz ruszy po gwiazdę na ratunek? Mówi wprost! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Sabotaż taktyczny w Stali Gorzów?! Tych punktów zabrakło! – PoBandzie – Portal Sportowy

– To jest dla nas, jako klubu, największa nagroda w postaci wygranej. Wiele lat pracowaliśmy, aby ponownie wystartować w lidze, a wygrana na inaugurację to taka dodatkowa nagroda, wisienka na torcie – mówił nam tuż po zakończeniu 14. biegu, w którym gospodarze zapewnili sobie zwycięstwo, prezes stowarzyszenia Śląsk Świętochłowice, Krzysztof Sichma.

Jeśli jesteśmy przy meczu od strony sportowej, to nie sposób nie wspomnieć o narodzinach ulubieńca świętochłowickiej publiczności i – czego życzymy – przyszłej gwiazdy speedwaya. Nie można było oprzeć się wrażeniu, iż największa sympatia fanów żużla kierowana była nie pod adresem Adriana Gały czy Mateusza Tondera, ale do debiutującego, filigranowego Włocha, Mateo Boncinellego. To jego nazwisko skandowane było najczęściej, a jego jazda dostarczała tego dnia wielu emocji. Co ciekawe, sam bohater zastąpił w ostatniej chwili Bastiana Borke, który – jak się okazało – nie miał adekwatnych badań lekarskich.

– To były naprawdę udane zawody. Czy jestem showmanem? Staram się robić to, co w mojej mocy. Fani byli naprawdę niesamowici i pomogli nam wygrać – mówił Włoch po swoim debiutanckim meczu w polskiej lidze.

– Z tego Mateo możemy mieć pożytek, jak najbardziej. To zawodnik, póki co, nie do wyjęcia przez konkurencję. Jako jedyny ma z nami umowę na dwa lata. Fajnie jeździ, nie? – pytał nas Krzysztof Sichma.

Jak wyglądała inauguracja poza samą rywalizacją sportową? Spokojnie można napisać, iż okazale. Począwszy od samego obiektu, który po modernizacji prezentuje się naprawdę znakomicie. Takiego stadionu nie powstydziłby się niejeden z ośrodków żużlowych. jeżeli w przyszłości stadion uzyska kolejne trybuny i nastąpi modernizacja parkingu, to bez dwóch zdań będziemy mieli jedną z najpiękniejszych aren do oglądania żużla.

Organizacja imprezy? Na odpowiednim poziomie. Niejeden z drugoligowych, ale nie tylko ośrodków mógłby się uczyć jak można się w dniu meczowym zorganizować, aby wszystko należycie funkcjonowało. W naszych mini-reportażach zawsze staramy się znaleźć coś do „poprawki”, ale w tym trudno. Na szybkość modernizacji stadionu nikt tak naprawdę wpływu bowiem nie ma.

– Wspaniałe mieliśmy dziś zawody, zakończone wygraną naszego zespołu. Czekałem na ten ligowy żużel wiele lat i się doczekałem. Dla nas wszystkich to było małe Grand Prix i można narzekać tylko na to, iż tak mało miejsc było na stadionie. Wielu, którzy chcieli dzisiaj być na stadionie nie byli w stanie nabyć biletu – mówił nam po meczu jeden z mieszkańców Rudy Śląskiej.

Bilety na inaugurację ligi na „Skałce” rozeszły się błyskawicznie. Nic zatem dziwnego, iż podczas spotkania sporo kibiców obserwowało zmagania zawodników choćby zza płotu oddzielającego stadion od ulicy.

– Przyznam szczerze, iż gdzieś tam się spodziewałem, iż bilety wszystkie sprzedamy, ale na pewno nie zakładałem, iż rozejdą się one tak błyskawicznie. Sprzedaliśmy w ciągu 32 godzin więcej biletów wedle operatora aniżeli sprzedało się na koncert Sanah. Czyli jest zapotrzebowanie na żużel – mówił nam ze śmiechem prezes klubu. Tym razem na trybunę VIP nie dotarliśmy, aby sprawdzić kto na niej zagościł. Wiemy, iż na pewno nie zabrakło na niej sympatyka żużla, Prezydenta Miasta, Daniela Begera.

– Cieszę się, iż żużel wraca do naszego miasta i cieszę się, iż mogę współpracować w klubie z uczciwymi działaczami, którzy są pasjonatami tej dyscypliny. Dzisiaj osiągnęliśmy nasz cel, ale na pewno mamy kolejne. Śląsk w Ekstralidze? Bardzo chciałbym, aby kiedyś to się spełniło – mówił nam włodarz miasta w programie Lewoskrętni.

Powrót Świętochłowic oglądał z trybun także syn legendy Śląska, Pawła Waloszka, Damian. Nie zabrakło również byłego prezesa Włókniarza Częstcohowa, Michała Świącika oraz Andrzeja Huszczy z małżonką, która jak wielu wie, jest córką śp. Roberta Nawrockiego, któremu nikomu z kibiców Śląska przedstawiać nie trzeba.

– Bardzo fajnie, iż liga tu wraca. Oczywiście parę razy tu kiedyś jeździłem, a dziś już pooglądam w roli kibica – mówiła nam legenda Falubazu Zielona Góra.

Na wysokości zadania stanęła również stadionowa gastronomia, której stoiska, co ważne było ich kilka, nie narzekały na brak zainteresowania. Biorąc jednak pod uwagę fakt, iż Świętochłowicka „gięta” kusiła nie tylko swoją wielkością, ale i bardzo dobrym smakiem, fakt ten wcale nas nie dziwi.

– Na pewno warto naszych produktów kosztować. O naszej kiełbasie i krupnioku mówią, iż są lokalnym „dobrem narodowym”, ale już tak na poważnie, to dokładamy wszelkich starań, aby nasze produkty smakowały jak najlepiej. Nasze produkty są wytwarzane w Rudzie Śląskiej, a na co dzień sprzedajemy je w znajdującym się za stadionem Śląskim Szynku. Podczas spotkań ligowych oczywiście będą dostępne na stadionie – mówił nam szef Śląskiego Szynku, Pan Roman.

Oczywiście nie samą kiełbasa i krupniokiem człowiek żyje. Do popicia serwowano oczywiście napoje bez i alkoholowe w postaci piwa z browaru raciborskiego.

– Klasyczny lager z Raciborskiego to naprawdę solidna pozycja. To miła odmiana, bo na stadionach często serwowane są „sikacze”, które adekwatnie lepiej byłoby zastąpić wodą niegazowaną. Tutaj był wyraźnie słodowy aromat, pojawiło się choćby trochę subtelnej goryczki, co w lagerach nie jest takie oczywiste – mówi nasz redakcyjny degustator piwa Bartosz Rabenda.

15 bieg wcale niedzielnej imprezy na stadionie nie zakończył. Ona po prostu przeniosła się z trybun pod specjalnie ustawioną scenę, gdzie najpierw pojawili się i odebrali zasłużone oklaski sami bohaterowie niedzielnego spotkania, a po godzinie 18 swoją obecnością i koncertem uświetnił zespół Łydka Grubasa.

– Naprawdę bardzo fajnie zostało to dzisiaj zorganizowane. Można powiedzieć, iż mieliśmy żużlowy festyn. Był wygrany mecz, fajny żużel, muzyka, doskonała gastronomia. Czego chcieć więcej? Tylko tego, aby klub się rozwijał i gorączka speedwaya nie trwała tylko rok – podsumowywał zawody jeden z kibiców, który do Świętochłowic przyjechał z Częstochowy. Nic dodać nic ująć.

ŁUKASZ MALAKA

Idź do oryginalnego materiału