36-latek od 2018 roku regularnie ściga się w lidze polskiej, a sezon 2026 będzie piątym z rzędu dla Landshut Devils. W tym czasie stał się bardzo solidnym ligowcem, a choćby 3 lata temu był stałym zawodnikiem cyklu SGP.
Żużel. Nowa twarz Drabika w GKM? Już go pokazali!
Żużel. To brakujący element Sparty do złota? Wskazał problem wśród seniorów
Ofert ze strony polskich klubów w tym czasie nie brakowało, ale Nilsson wciąż reprezentuje barwy „Diabłów”. Nie ma tajemnicy w tym, iż prezesi negocjują zwykle z większą liczbą zawodników, niż potrzebują. Tym samym często Szwed pozostawał na lodzie i stracił zaufanie. Uważa, iż bez znajomości zawsze będzie na straconej pozycji.
– W polskich klubach nigdy do końca nie wiesz, na czym stoisz. Często kontrakty podpisuje się z zawodnikami, których kluby po prostu „znają”, albo z takimi, którzy mają mechanika z danego miasta. To gęsta sieć powiązań – wyznał Kim Nilsson dla speedwayfans.se.
Żużel. Medalista olimpijski zachwycony żużlem! „Wygląda to bardzo widowiskowo”
Żużel. Drastyczne cięcia stawek! Za DPŚ i SON zarobią „grosze”
W minionym okresie transferowym również nie zabrakło ofert. W Landshut jednak jest mu bardzo dobrze i to przekonało go do pozostania w Bawarii.
– Miałem kilka ofert, ale uznałem, iż muszę postawić na to, co pewne. W Landshut wiem, iż wszystko funkcjonuje tak, jak powinno, a to jest dla mnie co najmniej tak samo ważne, jak poziom ligi – mówi Nilsson.

1 miesiąc temu















