Ostatnie trzy spotkania to poziom, który chciałbyś już prezentować na stałe?
Jeśli ta „dyszka” z plusem będzie też na wyjazdach, to tak, jest to poziom, który chciałbym utrzymać. U siebie w domu człowiek czasami oczekuje więcej, ale ta liga jest naprawdę mocna i nie ma co nikomu ujmować. Każdy może wystrzelić spod taśmy i każdy dysponuje dobrym sprzętem. Ciężko oczekiwać, żeby u siebie regularnie robić komplety punktów. Mówię to dlatego, iż uważam, iż z domowym torem i ustawieniami doszliśmy już do ładu. Myślę, iż jeżeli taka średnia w okolicach dziesięciu punktów się utrzyma, to będzie w porządku.
Ten początek sezonu był jednak dla ciebie bardzo ciężki. Co tam szło nie tak?
Jeździecko wszystko było w porządku, dlatego byłem sfrustrowany, iż nie idą za tym wyniki. Miałem trochę pecha i podjąłem trochę złych decyzji co do ustawień. Często łatwo jest wpaść w takie zawirowanie czy pętlę, iż podejmuje się nerwowe ruchy odnośnie do sprzętu. Myślę, iż to mnie głównie załatwiło, bo dysponowałem bardzo dobrym sprzętem. Może to była też kwestia opon – na pewno trzeba było je troszeczkę inaczej ustawiać, a ja gdzieś się z tym nie zgrałem. W tych pierwszych meczach mieliśmy dość dużo przyczepnych torów i miałem trudność w znalezieniu odpowiednich przełożeń. To nie znaczy, iż nie potrafię jeździć na przyczepnej nawierzchni, ale po prostu pojawiły się problemy z optymalnym dopasowaniem. Teraz te tory się już trochę normalizują. Pogoda dalej jest zwariowana, ale przyjmijmy, iż mamy już lato, więc jest mi troszeczkę łatwiej.
Żużel. Kończy się cierpliwość w Unii Leszno? Okoniewski mówi o zmianie w składzie – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Złe informacje dla Motoru! Lindgren opuszcza kolejne ważne zawody – PoBandzie – Portal Sportowy
Czułeś przed sezonem, iż może ciążyć na Tobie presja za wynik całej drużyny?
Tak i mam do siebie pretensje. Myślę, iż w tych meczach w Pile czy przede wszystkim u siebie z Bydgoszczą zabrakło nam czterech kilku punktów. Co prawda ja dorzuciłem swoje cztery, ale na pewno czuję na sobie tę odpowiedzialność, chociażby z racji roli kapitana drużyny. Poza tym po prostu się na mnie stawia, więc odczuwałem to nieco mocniej. To jednak normalne, trzeba brać takie rzeczy na klatę. To nie jest tak, iż przez presję nie potrafię pojechać. Po prostu trudniej było mi przebrnąć przez te porażki z moim słabszym wynikiem indywidualnym.
Kibice chyba cały czas stali za tobą murem?
Tak, wróciliśmy do wspomnień i sympatii z 2024 roku, kiedy miałem świetny sezon i świętowaliśmy awans. Otrzymywałem i cały czas otrzymuję od kibiców ogromne wsparcie, za co im bardzo dziękuję. Ani razu nie dostałem od nich przysłowiowym „pomidorem”, nie było żadnych gorzkich słów z ich strony, chociaż w słabszych momentach mogło się tak zdarzyć. Cały czas czułem ich wsparcie, co bardzo mi pomogło i motywowało, żeby jak najszybciej wrócić na adekwatne tory.

Pomógł wam też Nicolai Klindt. Jak zareagowaliście w drużynie na to, iż w trakcie sezonu dołącza nowy zawodnik?
Jestem na żużlu od 16 lat i przez połowę mojej kariery byłem w sytuacji, w której zimą w kadrze było nas więcej. Teraz sytuacja była o tyle inna, iż nowy żużlowiec doszedł w trakcie rozgrywek. Nie jest to komfortowe dla nikogo – wiadomo, jak drużyna jest konstruowana i jak wygląda system wynagrodzeń. To była trudna sytuacja, ale w zespole nie było żadnej złośliwości, nie stworzył się żaden kwas. Wiedzieliśmy, iż sami jesteśmy sobie winni, bo wyniki były dalekie od oczekiwań. Każdy skupił się na sobie, żeby nie zostać odstawionym od składu.
Bałeś się w tamtym okresie, iż to Ty możesz stracić miejsce w zestawieniu, czy aż tak o tym nie myślałeś?
Mam świadomość, iż nie jestem „świętą krową”, mimo całej sympatii i roli kapitana. Znałem swoje możliwości i osobiście czułem, iż nie mam jakiegoś potężnego problemu z formą. Wiedziałem, iż to kwestia wskoczenia na odpowiedni poziom poprzez trafienie z ustawieniami – cała ta zabawa w żużel mocno na tym polega. Uważałem, iż moja jazda była w porządku. Głęboko się nie bałem, ale miałem się na baczności. Nie czułem, iż cokolwiek mam obiecane na 100% i iż co by się nie działo, to miejsce w składzie utrzymam. Skupiałem się po prostu na tym, żeby nikt nie miał się do czego przyczepić.
Dla każdego z Was, z wyjątkiem chyba Jana Kvecha, początek był ciężki. Teraz wyglądacie jednak na drużynę, która się rozkręca, może wejść do play-offów i sprawić niespodziankę.
To prawda. Po przyjściu Nicolaia wskoczyliśmy na wyższy poziom. Nicolai robi świetną robotę, ale my też w końcu odpaliliśmy – czy to ja, czy Patryk, który miał już dobre występy.
To nie jest więc tylko zasługa Klindta, bo Wy wszyscy weszliście na odpowiednie obroty.
Dokładnie, ciągniemy ten wózek w czterech, a nie ujmując reszcie, w zasadzie to choćby w pięciu. To świetna sprawa. Czego chcieć więcej od meczu? Ja, Patryk i Nicolai pojechaliśmy w okolicach 10 punktów. Janek wiadomo – jedzie w swojej galaktyce. Dzięki temu wynik był potężny, bo mamy w zespole ludzi do robienia dwucyfrówek. Janek to w ogóle przypadek, przy którym jedyne pytanie brzmi, czy zgubi jeden, czy dwa punkty. To świetnie obrazuje siłę naszej drużyny i będziemy się starać to utrzymać. Czekają nas teraz aż cztery wyjazdy i tylko dwa mecze u siebie, a na wyjazdach zawsze jest trudniej. Mamy jednak korzystny bilans punktowy m.in. z Ostrowem, Rzeszowem czy Krosnem, więc będziemy cisnąć o pełną pulę. Jestem mocno zbudowany tymi wynikami, w drużynie jest świetna atmosfera. Ale pełne skupienie zostaje, bo żużel niejednokrotnie pokazał, iż pokora jest w tym sporcie najważniejsza.
Przed tym i w trakcie zeszłego sezonu miałem częsty kontakt z Jankiem Kvechem. Wielokrotnie podkreślał, iż chce być liderem tej drużyny i mocno w siebie wierzy, choć często spotykał się z wyśmiewaniem. Kiedy zobaczyłeś go na pierwszych treningach, poczułeś, iż on faktycznie może ciągnąć ten zespół?
Tak. Janek jest młodym zawodnikiem, znacznie młodszym ode mnie, ale ma świetne doświadczenie, chociażby z cyklu Grand Prix. Rywalizacja w stawce z takimi zawodnikami daje ogromne poczucie własnej wartości. Mi na przykład dużo dają starty w Indywidualnych Mistrzostwach Polski – kiedy wygrywam z chłopakami z Ekstraligi, sam rosnę w siłę. Janek to przede wszystkim super skromna, normalna osoba i to jest jego największa zaleta. On po prostu jedzie i robi swoje. Od razu było widać, iż to materiał na lidera. Tak też się stało, więc gratuluję mu i cieszę się, iż mamy go w drużynie.
Żużel. Gwiazdy Falubazu odstawione od nominowanych! Pawlicki wymownie zareagował – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Pawełczak złowił niezły okaz, a Bewley już na rowerku! (POZA TOREM) – PoBandzie – Portal Sportowy
Na kulisach Waszych spotkań wyglądacie najlepiej od dawna. Widać, iż atmosfera dopisuje.
Zgadza się. Jak wspominałem, w 2024 było bardzo fajnie. Jak to wyglądało w tamtym roku, widziałem tylko z perspektywy telewizji, ale słyszało się, iż pewne rzeczy nie grały. Atmosfera jest szalenie ważna. Mimo, iż żużel to sport indywidualny, drużynowość opiera się na kolektywie. Chodzi o to, żeby zawodnicy się nie okłamywali, byli wobec siebie otwarci, wspierali się i pomagali w parku maszyn. To przynosi korzyść i całej drużynie, i poszczególnym żużlowcom. U nas to świetnie działa i bardzo mnie to cieszy. Zostaliśmy odpowiednio dobrani pod kątem charakterów.
Duża w tym chyba zasługa Roberta Mikołajczaka, który ma z wami świetny kontakt?
Oczywiście. Mamy teraz w żużlu prawdziwy wysyp nowych, świeżych trenerów. Ja bardzo to cenię. To moja druga taka sytuacja w karierze, wcześniej pracowałem z Erykiem Jóźwiakiem, który też płynnie przeszedł z roli mechanika do roli menedżera. Dodatkowym atutem Roberta jest jego dawna kariera zawodnicza, dzięki czemu doskonale rozumie nas w wielu sytuacjach na torze. Nie chcę tu uprawiać taniej wazeliny i przesadnie go chwalić, ale słowa uznania po prostu mu się należą. Po nieudanym wyścigu w boksie nie ma bury – jest pełne wsparcie, zrozumienie i motywacja do poprawy. To niesamowita sprawa.

Wspomniałeś, iż połowę kariery przejeździłeś w zespołach, gdzie był nadmiar zawodników. Jako kapitan wiesz pewnie, jak w tej chwili wygląda sytuacja w składzie.
Zestawienie już się wykrystalizowało? To w zasadzie pytanie nie do mnie, bo nie mam informacji z zarządu, jak to będzie dalej rozwiązane. Jedziemy z meczu na mecz. Sytuacja z Nicolaiem była kryzysowa – nie ustalaliśmy takich zasad zimą, bo tematu poszerzania kadry nie było. Skład był uszyty na miarę i w takim zestawieniu mieliśmy odjechać sezon. Nie wypaliło, więc alarmowo ściągnięto Nicolaia, który świetnie się wkomponował. Wszyscy czujemy się dobrze i rozkręcamy się z meczu na mecz, więc każdy skupia się na tym.
W kuluarach słychać powoli, iż prezes Mrozek planuje zbudować skład, który powalczy w PGE Ekstralidze. W Rybniku chyba wszystko ci odpowiada – chciałbyś zostać w tej drużynie na kolejny rok?
Nie myślałem o zmianach. Może takie wczesne deklarowanie się nie jest dla mnie do końca korzystne biznesowo, ale jestem szczery i nie lubię takich gierek. W Rybniku wszystko mi niesamowicie pasuje i na ten moment nie wyobrażam sobie, żebym miał jeździć gdzie indziej. Żużel to jednak przewrotny sport. Muszę poczekać i zobaczyć, czy znajdę się w wizji władz klubu na przyszły sezon. Ja z chęcią bym został. Jedyne, co mogę zrobić, to udowadniać swoimi wynikami na torze, iż na to zasługuję, a wola z mojej strony jest niezmiernie duża.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Również bardzo dziękuję.
Rozmawiał NIKODEM KAMIŃSKI

1 tydzień temu

















