Żużel. Gapiński ujawnia kulisy wypadku Mencela! Mówi też o swojej jeździe (WYWIAD)

1 miesiąc temu

Zapowiadał Pan, iż pojawi się w kilku sparingach i skupia się Pan na treningach z młodzieżą. Skąd pomysł, aby pojechać we Wrocławiu przeciwko Sparcie?

Ogólnie miałem jechać już przeciwko Zielonej Górze. Po prostu musieliśmy poświęcić więcej czasu młodzieży i dlatego z Zieloną Górą nie brałem udziału w sparingach, bo nie było na to czasu. Chcieliśmy przetestować juniorów, którzy ewentualnie będą przewidziani do ligi i skupiliśmy się bardziej na tym. A teraz już mniej więcej wiemy, który co i jak, dlatego też we Wrocławiu wziąłem udział.

Jak Pan ocenia swój występ? Było chyba całkiem dobrze, choćby Mikkel Andersen znalazł się na rozkładzie.

Na szprycę się łapałem, jak to mówię, więc tragedii jakiejś nie ma. To był mój drugi trening tak naprawdę, bo jeden odjechałem w Ostrowie i teraz drugi we Wrocławiu. Sam jestem miło zaskoczony, iż jeszcze się nie zapomniało, jak się rywalizuje. Najważniejsze, iż cało i zdrowo, to przede wszystkim.

Żużel. Protasiewicz wprost po ograniu Falubazu! Mówi o braku klasy! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Jasny przekaz kibiców Falubazu pod płotem! „To nie może tak wyglądać!” – PoBandzie – Portal Sportowy

Dość skromnie Pan powiedział, iż tak na szprycę się Pan łapał. Jak oglądałem te wyścigi, to wręcz odwrotnie bym powiedział – w jednym wyścigu to choćby dobrze, iż to rywale się łapali.

To jest sparing, każdy gdzieś tam pewnie próbuje, testuje. Ja też co wyścig praktycznie zmieniałem przełożenia. W pierwszym biegu bardzo dobrze wystartowałem, ale najpierw wyprzedził mnie Bartek Kowalski, później właśnie Andersen. Gdzieś traciłem tę prędkość na dystansie. No i z biegu na bieg zmienialiśmy ustawienia. Później szło się w miarę fajnie pościgać. Jest jakiś tam optymizm. Mówię, najważniejsze, iż na szprycę się łapałem. Motor się pobrudził, ja się pobrudziłem, więc mogę jeszcze rywalizować.

Szczęście po tym chyba było na twarzy?

Było, wiadomo. Przez chwilę nie brałem udziału w żadnych sparingach, oprócz tego pechowego, zeszłorocznego upadku w Gnieźnie w maju. Uśmiech był, zawsze jest. Jak się wsiada na motocykl, wraca na tor i gdzieś tam rywalizuje, to ten uśmiech powraca i człowiek jest szczęśliwy.

Żużel. Sajfutdinow jasno o obronie tytułu! „Musimy te medale utrzymać” (WYWIAD)

Słychać było, iż praca przy młodzieży sprawia Panu radość. Jak to wygląda w Ostrowie?

W Ostrowie jest trochę ciężej niż w Pile, bo jest tych dzieciaków z trzy, jak nie cztery razy więcej. Nie jest to łatwy kawałek chleba, ale kurczę, całe życie byłem przy żużlu i jestem przy nim dalej. I gdzieś tam cały czas ta iskierka we mnie się tli. Poświęcam teraz w Ostrowie mnóstwo czasu, bo skład jest podstawowy – dwunastu juniorów praktycznie z licencjami, więc jest co robić. Zajęć dla tej młodszej młodzieży pozostało więcej, więc zaczynamy już od przyszłego tygodnia rozszerzone treningi. Na razie bierze w nich udział tylko część z nich, czyli ci z licencjami, a wczoraj też trzech adeptów ze szkółki zaczęło już jazdę na dużym torze. Zaraz dojdzie mini tor, pitbike, więc naprawdę będzie co działać.

Nie będzie wiadomo, w co ręce włożyć?

Dużo roboty jest, ale podjąłem się tego wyzwania. Wiadomo, moja kariera gdzieś już powoli dobiega końca, z racji wieku i tych wszystkich kontuzji. Cały czas jeszcze będę jeździł, będę w razie czego do dyspozycji trenera Bajerskiego, jakby coś tam się wydarzyło – choć oczywiście nikomu tego nie życzę. Ale to jest ułamek sekundy i gdzieś tam jeden, dwóch, a choćby trzech zawodników może wylecieć z tego składu, więc podchodzę do tego na spokojnie. Chcę być w obiegu w razie „W”, ale priorytetem jest dla mnie praca z młodzieżą.

Żużel. Kolejna rewolucja w Stali Gorzów? Ważne odejście!

Jak mówi Pan o wypadku, to przychodzi mi na myśl Pana reakcja po upadku Antoniego Mencela, jak się Pan złapał za głowę.

Byłem bardzo blisko, pomagałem Antkowi wyjść spod dmuchanej bandy. Ja pierwszy tam praktycznie doleciałem, bo jakoś ludzie się nie kwapili. Podnosiłem tę bandę, abyśmy mogli go wyciągnąć, pomagałem mu się rozebrać. Nie wszyscy ratownicy medyczni, niestety, potrafią zdjąć kask, buty czy jak rozpiąć ochraniacze. Pomogłem Antkowi i obsłudze medycznej właśnie w tych czynnościach. Antek dochodził do siebie, widziałem, iż już jest w miarę okej, więc zostawiłem lekarzom dalszą część pracy. Byłem w szoku, bo od razu narzekał i mówił, iż bardzo boli go noga. Nie mógł praktycznie przez chwilę nią ruszyć. Kiedy zauważyłem, iż Antek wraca do parkingu, to pomyślałem: „Uff, całe szczęście”. To, iż był to nasz rywal, nie znaczy, iż życzymy mu kontuzji. Podbiegłem jako pierwszy, żeby mu pomóc, bo tak już działa u mnie ten instynkt. Nieważne, o jakiego zawodnika chodzi – zdrowie i bezpieczeństwo są najważniejsze.

Żużel. Madsen zabiera głos. Dlatego nie jedzie, pokazał siniaki!

Ja personalnie przecierałem oczy ze zdumienia, jak później oglądałem wyścigi Antka.

Tak, ja też, naprawdę. Byłem bardzo blisko tego upadku, widziałem to z bliska i wiem, co to jest za ból. I naprawdę całe szczęście, iż Antek – jak to się u nas mówi – wstał o własnych siłach i wrócił. Jeszcze się ścigał! To już w ogóle wielkie brawa i ogromna klasa z jego strony, iż podjął się tego wyzwania.

Dziękuje bardzo za rozmowę.

Ja również dziękuje.

Rozmawiał: NIKODEM KAMIŃSKI

Idź do oryginalnego materiału