Za nami kolejny naładowany żużlem tydzień, w którym działo się naprawdę sporo, i to nie tylko na torach. Obejrzeliśmy pełne kolejki PGE Ekstraligi i Metalkas 2. Ekstraligi, finał SGP3 oraz rundę SGP we Wrocławiu. O ile dla wielu dziennikarzy i ekspertów wyniki ostatnich dni były sporym zaskoczeniem, tak dla mnie w większości stanowią potwierdzenie wcześniejszych przemyśleń i wniosków. Poszczególne tematy postaram się szerzej rozwinąć w kolejnym, już trzynastym (oby nie pechowym), felietonie z serii DMP, czyli Dużo Merytorycznej Pisaniny.
Moje autorskie podsumowanie tygodnia zacznę od wydarzenia być może nie najważniejszego i nie najgłośniejszego, ale patrząc na rangę, na pewno najistotniejszego w tym tygodniu, czyli finału SGP3, w którym polska reprezentacja zaliczyła pierwszy mistrzowski skalp w tym sezonie. Rywalizację wygrał młody zawodnik ROW-u Rybnik, Franciszek Szczyrba. I tak jak w tym sezonie w Bydgoszczy zachwyca debiutant i były mistrz świata SGP3 Maksymilian Pawełczak, tak w Rybniku już czekają, aby w okresie 2028 móc wprowadzić swoją perłę do składu seniorskiego. Młodemu mistrzowi świata życzę przede wszystkim zdrowia i dalszego rozwoju w najbliższej nam dyscyplinie.
Żużel. Polak mistrzem świata! Fantastyczne ściganie we Wrocławiu (RELACJA)
Finał SGP3 odbywał się w piątek we Wrocławiu, ale oczywiście głównym tematem tego weekendu była runda SGP w tym samym mieście, która finalnie odbyła się w sobotę. Chyba wszyscy kibice żużla wiedzą, iż przez pewien moment wcale nie było to takie pewne, patrząc na kataklizm pogodowy, który przeszedł tego wieczoru przez Wrocław.
Żużel. Gigantyczna ulewa we Wrocławiu! Grand Prix pod znakiem zapytania! (WIDEO)
I tutaj pierwsza z kilku sytuacji w tym felietonie, podczas których zupełnie nieskromnie będę chwalił się swoją wiedzą „ekspercką” lub, jak kto woli, przeczuciem. Otóż byłem jedną z niewielu osób, które już po pierwszym Grand Prix w Pradze twierdziły, iż Phil Morris „jest jednym z najlepszych grajków w tym biznesie”. Wspominałem wówczas, iż Morris potrafi tak przygotować tor, iż w ostatnich biegach rundy zwykle dzieje się najwięcej, a tor jest najlepszy do ścigania. Wspominałem też, iż o ile w Manchesterze czy Wrocławiu przygotowanie takiego toru jest łatwiejsze, tak Landshut czy Praga będą wyzwaniem.
Żużel. DMP (6) – Od magii Bewleya do triumfu Woryny, obrona Morrisa i kopniak za dużo (FELIETON)
I Phil Morris dowiózł jedno z najciekawszych Grand Prix w historii Pragi, potem dwie bardzo dobre, momentami świetne rundy w Manchesterze, a Wrocław miał być kolejnym torem, na którym ścigania nie powinno zabraknąć. No i przyszła sobota. Przyszły też burze, które w większości przypadków doprowadziłyby do odwołania zawodów. Phil Morris miał już jedną taką rundę w niedalekiej przeszłości, gdzie deszcz niemal doprowadził do odwołania zawodów. Myślę tu o Grand Prix Szwecji w Malilli w 2024 roku.
I tak jak podczas transmisji redaktor Kuźbicki wspomniał, iż przeprowadzenie tych zawodów oraz doprowadzenie zalanego toru i parku maszyn do stanu używalności może stać się „opus magnum” Brytyjczyka, tak chyba nikt nie spodziewał się, iż oprócz samego objechania zawodów dojdzie również do ścigania, mijanek, rywalizacji na całej długości i szerokości toru oraz rozegrania wszystkich wyścigów na torze nie tyle akceptowalnym, co po prostu bezpiecznym do jazdy.
Od razu pojawiły się głosy porównujące sytuację z soboty do zeszłotygodniowych opadów deszczu we Wrocławiu i odwołania meczu między Betard Spartą Wrocław a Gezet Stalą Gorzów. Mam na ten temat określone zdanie, o którym poniżej, ale muszę zaznaczyć, iż jeżeli ktoś słuchał ostatniego magazynu Marcina Musiała, to padły tam bardzo podobne argumenty ze strony byłych dziennikarzy stacji Eleven Sports, czyli Michała Korościela i wspomnianego Marcina Musiała.
Otóż według mnie porównywanie obu wydarzeń nie ma najmniejszego sensu.
Mecz Sparty został odwołany na bazie możliwości regulaminowych, które, i tu zgadzam się z redaktorami, wykorzystałaby każda drużyna będąca w położeniu Wrocławian. Być może błędem było tak szybkie odwołanie meczu, jednak PGE Ekstraliga ma możliwość organizacji spotkań w innych terminach. Ma też zobowiązania wobec telewizji, czyli określone ramy czasowe transmisji. Klub ponosi znacznie mniejszy koszt organizacji meczu w innym terminie niż organizacji dwóch wydarzeń w dwóch różnych terminach. Kibic przychodzący na ligę ma też większą możliwość dotarcia na spotkanie w innym terminie. Gospodarz spotkania chce, aby tor był przygotowany w możliwie najbardziej przewidywalny dla niego sposób, ponieważ kieruje się wyłącznie swoim interesem. Nie mam tu na myśli preparacji torów ani tworzenia sytuacji niebezpiecznych dla zdrowia zawodników. I co najważniejsze, jaki interes ma gospodarz w trzymaniu przez kilka godzin swoich kibiców na stadionie, nieważne z jakiego miasta, szczególnie w perspektywie możliwej porażki albo przynajmniej utraty atutu toru domowego?
W Grand Prix jest inaczej. Tam promotor nie może sobie pozwolić na odwoływanie i przekładanie imprez, ponieważ koszt takiego przedsięwzięcia jest niemal równy organizacji standardowej rundy. Czyli promotor płaci za 11, a nie 10 rund cyklu, dostając wciąż tyle samo od poszczególnych organizatorów, czyli miast, klubów i tak dalej.
Phil Morris mógł, a choćby chciał przeprowadzić te zawody za wszelką cenę, ponieważ Brytyjczyk ma trzy główne zadania na każdą rundę:
po pierwsze — przejechać zawody sprawnie, bez opóźnień i niepotrzebnych przerw,
po drugie — doprowadzić do tego, aby szesnastu do osiemnastu zawodników, zależnie od rundy, się nie „pozabijało” i chciało wyjechać na tor przygotowany przez niego,
po trzecie — stworzyć widowisko z punktem kulminacyjnym w ostatnich biegach zawodów.
I o ile przy standardowej pogodzie Phil i jego ekipa skupiają się głównie na punkcie numer trzy, a punkty jeden i dwa przychodzą niejako same, tak w sytuacji wrocławskiej to właśnie dwa pierwsze punkty nabrały największego znaczenia, stając się głównym zadaniem Morrisa.
I jeszcze słowo w sprawie pomysłu, aby Ekstraliga zatrudniła Morrisa do organizacji najważniejszych meczów sezonu lub pomocy przy meczach podwyższonego ryzyka. O ile taki Morris byłby świetnym rozwiązaniem dla neutralnych kibiców i dziennikarzy, tak żużlowe zawody klubowe charakteryzują się tym, iż gospodarz w normalnych warunkach ma przewagę nad gościem. o ile tego nie chcemy, to idźmy dalej i organizujmy jednodniowy — proszę oklaski od fanów jednodniowych finałów wszystkiego — finał na neutralnym torze, przygotowywany choćby przez ekipę Morrisa, gdzie zwycięzca zawodów zostaje mistrzem Polski.
Sprawiedliwe?
Phil Morris był gwiazdą tego, i nie tylko tego, weekendu SGP, ale sportowo Wrocław zdobył Bartosz Zmarzlik, w końcu wygrywając po raz trzydziesty w karierze i wracając na fotel lidera cyklu. Zmarzlik na pewno nie będzie już drugim Markiem Loramem, ale wciąż może być siódmym Bartoszem Zmarzlikiem. Z polskiego mistrza po tym triumfie w końcu zeszło napięcie związane z oczekiwaniem na kolejne zwycięstwo i nie zdziwię się, jeżeli dla Zmarzlika nie będzie to ostatni triumf w tym sezonie.
Żużel. Zmarzlik królem Wrocławia! Kurtz poza podium! (RELACJA)
W samym cyklu powoli wszystko staje się jasne i niestety jest to mocno związane z kontuzjami. Z walki o medale wcześniej wypadli Bewley i Lindgren (sorry Dominik Kubera, ale nie), a teraz po rundzie we Wrocławiu i doznanej podczas zawodów kontuzji także Jack Holder. Klasyfikacja wygląda tak, iż Zmarzlik i Kurtz powinni walczyć o mistrzostwo świata, a Jepsen Jensen i Lambert o brązowy medal. W tym równaniu nie biorę pod uwagę sytuacji takiej, jaką w zeszłym roku zaprezentował Brady Kurtz, czyli seryjnego wygrywania bądź regularnego stawania na podium przez zawodnika spoza tej czwórki.
Myślę też, i uważałem tak od początku sezonu, iż jakikolwiek zawodnik będzie musiał mieć przynajmniej sześć punktów przewagi nad Bartoszem Zmarzlikiem przed Grand Prix Polski w Toruniu, aby to nie Polak został mistrzem świata. Czy jest to możliwe? Coraz bardziej skłaniam się ku temu, iż rywalizacja o mistrzostwo, matematycznie, będzie rozgrywać się do ostatnich zawodów, ale w praktyce będzie dużo mniej wyrównana niż w zeszłym roku.
Jeszcze ostatnie zdanie o Grand Prix. Jak się okazało, mimo blisko trzech godzin czekania, kibice z Wrocławia wzięli sobie do serca moją instrukcję z poprzedniego felietonu i nie gwizdali na naszego polskiego mistrza. Czyli jednak może są bardziej pro-polscy, niż się co poniektórym wydawało.
Mieliśmy SGP, mieliśmy też weekend z Ekstraligą i tutaj odrobinę inaczej niż zwykle. Jako iż działo się również bardzo dużo w poszczególnych klubach, tym razem nie przejdziemy z podsumowaniem mecz po meczu, a drużyna po drużynie.
Zacznijmy od końca. Szarego końca. Dna. A patrząc na robotę i męki, jakie przeżywa trener Mariusz Staszewski, wręcz otchłani piekielnych, czyli sytuacji Włókniarza Częstochowa. Włókniarz przegrał piąty mecz u siebie i dziewiąty w tych rozgrywkach, po raz kolejny nie przekraczając progu 40 punktów na swoim domowym torze. Tyle o „Lwach”. Dziękuję.
Żużel. Unia wykonała zadanie! Włókniarz znów bezradny (RELACJA)
Miejsce siódme w tabeli zajmuje ulubiony klub wszystkich pismaków i kolejny „kocioł czarownic”, czyli Falubaz Zielona Góra. I tutaj muszę wspomnieć o sprawie, którą zapomniałem poruszyć w ostatnim DMP, czyli odejściu konesera kina, a może tylko popcornu, czyli Adama Golińskiego. Żegnamy prezesa słowami kibiców z Zielonej Góry, czyli: „Goliński Out”. W jego miejsce został powołany do pełnienia obowiązków długoletni działacz klubu Michał Pepiński, w tej chwili najbardziej „Lewoskrętny” prezes w lidze. Niestety nie pod względem żużlowym, a poglądowym i doświadczeniowym.
Żużel. Trzęsienie ziemi w Falubazie! Goliński rezygnuje!
Żużel. To on przejmuje obowiązki szefa Falubazu! Goliński dalej w klubie? Mamy głos!
Jak się okazało, nowy prezes nie musiał długo czekać na swój pierwszy triumf w sezonie, bo już w drugim meczu udało się ustrzelić u siebie osłabioną Spartę Wrocław.
Żużel. Falubaz zmartwychwstał! Sparta nie dała rady w Zielonej Górze! (RELACJA)
Dwa punkty do tabeli cieszą. Cieszy też przedłużenie na kolejne dwa lata kontraktu z Andrzejem Lebiediewem, który wydaje się w tej chwili ulubieńcem — mimo określania, iż jeździ jak pi*da — publiczności na W69, głównie dzięki swojej waleczności oraz szczeremu podejściu do własnej formy na torze. Cieszy się też niemiłosiernie Leon Madsen i naprawdę, gdy Krzysztof Jankowski stwierdził, iż Leon ma coś do przekazania kibicom, nie mogłem doczekać się w tej zwycięskiej euforii kolejnego ogłoszenia przedłużenia kontraktu. Tym razem nie było takiej deklaracji, a Duńczyk wyłącznie przekazał, iż sezon właśnie się rozpoczyna i Falubaz jeszcze będzie walczył o play-off.
Abstrakcja?
Jedyną szansę widzę w wygrywaniu u siebie z bonusem do końca sezonu, ale już kolejny rywal „Myszy” może ostudzić tlącą się jeszcze nadzieję Zielonogórzan.
Ostatnia sprawa związana z Falubazem to historia związana z innym odejściem z drużyny, czyli zwolnieniem Michała Curzytka. Zawodnik mógł przenieść się do Polonii Piła, ponieważ zdobył w sumie 12 punktów w tym sezonie i nie przekroczył limitu uniemożliwiającego taki transfer. Taśmę w meczu z Grudziądzem i brak kolejnych startów można uznać za pomocne, aby nie kusić FORTUNY.
Ogólnie wszystko, co dodatkowe wokół tego tematu, wpisuje się trochę w to, co napisałem ostatnim razem w felietonie i pozwolę sobie ponownie zacytować:
„I właśnie tego nie lubię w dziennikarzach, nie tylko sportowych. Udawania, półsłówek, naciągania faktów i wybiórczości, a następnie — w przypadku krytyki, bardziej lub mniej obraźliwej — stawiania się w roli ofiary hejtu i nienawiści”.
Opinię może zmienię, o ile poznamy więcej faktów, ale sezon biegnie tak szybko, iż pewnie nie będzie sensu odgrzewać lekko przypalonego kotleta.
Idziemy dalej, żeby rywal zza miedzy nie poczuł, iż jestem zbyt wielkim zwolennikiem „Myszy”, a nic nie mówię o szóstej drużynie ligi, czyli Stali Gorzów.
W środę w Kolegium Żużlowym jeden z kibiców dodzwonił się do studia Canal+ i obiecał, a adekwatnie założył się o piwo z redaktorem Mateuszem Puką, o ile Stal awansuje lub nie awansuje do play-off. O ile po piątkowym triumfie nad liderem Ekstraligi z Grudziądza kibic mógł poczuć się pewniej, tak od niedzieli mógł już zacząć odkładać drobniaki do końca sezonu na wspomniane piwo dla redaktora. Brak Jacka Holdera, który może potrwać dużo dłużej, niż oczekiwaliby tego kibice Gorzowian, adekwatnie wypisuje Stal z walki o play-off. Daje też dodatkowe nadzieje i być może niespodziewane punkty innym drużynom niż GKM i Włókniarz
Żużel. Stal bije lidera! Odmieniony Paluch (RELACJA)
Żużel. Fatalne wieści! Holder ze złamaniem, będzie długa przerwa!.
Szkoda Stali, ale krótka i napięta niczym struna kadra zespołu przy stracie lidera jest zbyt osłabiona, aby nawiązać walkę z resztą ligi. W dniu pisania tego felietonu pojawiła się też informacja, iż Stal pojedzie w zaległym meczu we Wrocławiu w polskim składzie, bez kontuzjowanych Holdera i Bednara, ale też bez Andersa Thomsena. Wyłącznie z Mattiasem Pollestadem jako zawodnikiem zagranicznym. Pisałem już w tym felietonie o jednej sytuacji z cyklu „niewiarygodne, a jednak”, więc nie będę bardziej pochylał się nad tym tematem.
Jeżeli doszłoby do takiej sytuacji, to na pewno we Wrocławiu wszystkim byłoby tak głupio, iż sami wycofaliby swoich seniorów, aby honorowo walczyć z pokrzywdzoną przez los „Stalówką”. „Na pewno, na pewno, czas pokaże, czas pokaże”.
Piąte miejsce w tabeli zajmuje wspomniana wyżej Sparta, która tak jak Stal ma mecz zaległy i można spodziewać się, patrząc na problemy rywala, iż będzie chciała wskoczyć do TOP4 po wtorkowym meczu z Gorzowianami. Sparta jednak też ma swoje problemy i znów mogę wrócić do tego, co pisałem w zeszłym tygodniu, gdy mówiłem, iż Wrocławianie powinni być spokojni o play-off w momencie, gdy zdobędą minimum sześć punktów w najbliższych trzech meczach. Póki co mają jeden i rację ma kapitan Maciej Janowski, iż limit błędu się wyczerpał.
Jeżeli ktoś myślał, iż wracający po kontuzji Artem Łaguta będzie w formie sprzed urazu, zarówno fizycznie, jak i pod względem punktowym, to musi się rozczarować. Eksperci widzący Rosjanina jeżdżącego sześć razy odrobinę się rozpędzili i raczej trzeba doceniać, iż tych startów było w sumie pięć — tak naprawdę cztery wyścigi, ale pięć startów — bo Łaguta wygląda w tej chwili raczej na zawodnika na maksimum cztery biegi, a nie coś więcej.
Żużel. Łaguta pokazał zdjęcie ręki! Nie wygląda to dobrze!
Ciekawą informacją były też wieści o problemach zdrowotnych Bartłomieja Kowalskiego, którego dopadł wirus zakończony pobytem w szpitalu, czyli dużo mocniejsza wersja wirusa atakującego co słabszy mecz Leona Madsena. Pozwala to też inaczej spojrzeć na wynik zawodnika U-24 Sparty, który był mocno krytykowany za zdobycie zaledwie dwóch punktów.
Sparta boryka się z problemami zdrowotnymi i o ile mecz ze Stalą powinno udać się wygrać, tak piątkowy mecz z GKM-em będzie być może, póki co, najważniejszym meczem tego sezonu dla Wrocławian. Porażka spowoduje, iż mecze jedenastej kolejki z Lesznem i dwunastej z Lublinem, oprócz prestiżu, będą być może decydować o tym, która z tych drużyn będzie ścigać się o medale drużynowych mistrzostw Polski.
A wszystko dlatego, iż wymieniony wyżej Motor Lublin oberwał w Toruniu w sposób, jakiego „Najstarsi Górale” nie pamiętają. 29 punktów Lublinian to najniższa zdobycz od 1995 roku. Wychodzi trochę to, czego mogli obawiać się kibice przed startem sezonu, a co zostało przykryte bardzo dobrymi meczami u siebie w pierwszych czterech kolejkach. Na początku sezonu, mimo słabszego startu Martina Vaculika i Mateusza Cierniaka, cała reszta składu jechała lepiej, niż można byłoby się spodziewać, a Kacper Woryna i juniorzy choćby o dwie klasy lepiej.
Żużel. Wraca wielki PRES Toruń! Upokorzony Motor Lublin w tarapatach! (RELACJA)
Tylko przyszedł mecz z Unią Leszno, kontuzja Fredrika Lindgrena i powoli dobra forma Motoru zaczęła ulatywać. Teraz minimalnie lepiej jeździ Mateusz Cierniak, ale loty obniżyli juniorzy, Kacper Woryna i choćby Bartosz Zmarzlik. Niestety dla „Koziołków” jedynym constansem pozostaje forma Martina Vaculika, który nie wrócił choćby do poziomu sprzed dwóch lat i notuje najgorszy sezon od prawie piętnastu lat.
Żużel. Vaculik tłumaczy się z blamażu w Toruniu! Mocne słowa, jest totalnie załamany!
Bardzo mocne słowa menedżera Jacka Ziółkowskiego w Magazynie PGE Ekstraligi miały obudzić zawodników wicemistrzów Polski, ale tak naprawdę najważniejsze będą wyniki dwóch najbliższych spotkań. Czy w Zielonej Górze, czy we Wrocławiu, Motor musi poszukać dwóch dużych punktów za zwycięstwo na wyjeździe. Obrona punktów bonusowych w obu tych spotkaniach jest wręcz obowiązkiem.
Żużel. Mówi wprost o żenadzie Motoru Lublin! Nie będzie play-off, a mecz z… Włókniarzem?!
I jeszcze słowa pocieszenia dla części sympatyków drużyny z województwa lubelskiego. Mimo zupełnie nowej sytuacji dla zwolenników Lublinian, czyli drużyny przegrywającej do tej pory wyłącznie w Toruniu i, jeżeli już, to minimalnie, mogą oni się cieszyć, bo taki sezon pozwoli odsiać 3/4 kibiców sukcesu. Już teraz pojawiają się tak dobrze znane na przykład we Wrocławiu apokaliptyczne wizje spadku do Metalkas 2. Ekstraligi bądź wysyłania na sportową emeryturę albo do KLŻ większości składu. Ci kibice odejdą, najwierniejsi zostaną i być może prędzej niż później będą cieszyć się z nowych sukcesów „Koziołków”. Czy już w tym sezonie? Do tego jest coraz dalej wraz z kolejnymi porażkami ich ulubionej drużyny.
Kolejne miejsce w tabeli i znów duże poczucie satysfakcji z mojej strony. Pres Grupa Deweloperska Toruń była wypychana z play-off przez większość dziennikarzy i ekspertów. Ja jednak mogę przypomnieć, iż już po meczu z Wrocławiem zapewniałem kibiców Apatora:
„I nie, drodzy kibice z Torunia, tak jak wrocławscy kibice przed tygodniem, nie musicie się martwić o to, czy „Anioły” pojadą w play-off, bo wydaje się, iż Toruń najtrudniejsze mecze ma za sobą, a dobry wynik w Grudziądzu może dać Apatorowi szansę choćby na pierwsze miejsce w lidze po rundzie zasadniczej. Lambert też nie jest pod formą. o ile mi nie wierzycie, przypomnijcie sobie jego „słaby występ” z Zieloną Górą. Michelsen, a na pewno Dudek, wydają się iść z formą w górę, więc Torunianie powinni być tylko silniejsi”.
Żużel. DMP (8) – Derby po gorzowsku, Falubaz w „czarnym tunelu” i magia płotu we Wrocławiu (FELIETON)
I troszkę trzeba było czekać. Mecz z Lesznem wzbudził niepokój, ale wygrana z Lublinem i zdobycie punktu bonusowego w moim mniemaniu praktycznie zapewniają Apatorowi awans do play-off. Zakładam, iż Toruń dopisze przynajmniej siedem punktów do swojego dorobku, a nie zdziwiłbym się, gdyby było ich więcej, a mistrz Polski pokusił się o zwycięstwo w jednym z meczów wyjazdowych.
Dalej Piotr Baron musi obudzić Mikela Michelsena i Noricka Blodorna na wyjazdach, ale u siebie „Anioły” włączyły już najprawdopodobniej najwyższy bieg i w takiej formie Motoarena kolejny sezon może być niezdobytą twierdzą. o ile ktoś z dwójki Michelsen–Blodorn zacznie dokładać coś więcej poza Toruniem, to Apator wydaje się głównym faworytem do złota drugi rok z rzędu.
Jeszcze jedna rzecz rzuciła się w oczy podczas tego meczu.
Być może królem speedwaya jest Bartosz Zmarzlik, ale na Motoarenie rządzi wciąż „Car” tego sportu, czyli Emil Sajfutdinow, będący najlepszym zawodnikiem wśród całej konstelacji gwiazd ścigających się na Motoarenie.
Póki co Torunianie są trzeci, a przed nimi w tabeli znajduje się rewelacyjny beniaminek z Leszna, któremu mimo kontuzji Janusza Kołodzieja dalej sprzyja terminarz. Osłabiona Stal Gorzów, choćby jadąc u siebie, będzie w zasięgu „Byków”. Pokiereszowana kontuzjami Sparta Wrocław może przegrać w Lesznie choćby za trzy. Później mamy prawie miesiąc przerwy i można zakładać, iż Kołodziej powinien być już gotowy na mecz domowy z GKM-em, gdzie znów walka o bonus nie jest poza zasięgiem Unii. Dwanaście dodatkowych punktów do końca sezonu to nie jest nierealny scenariusz i być może to właśnie beniaminek będzie wybierał sobie rywala w pierwszej rundzie fazy play-off.
Żużel. Potwierdziły się przypuszczenia! Koszmar Kołodzieja!
Siła Leszna jest znana: bardzo wyrównany skład, z którego w każdym meczu przynajmniej dwóch zawodników zamienia się w liderów punktujących dwucyfrowo. Dodatkowo najlepszy junior ligi, wygrywający nie tylko z rówieśnikami, ale też seniorami rywali. Moim zdaniem tylko kataklizm, czyli kolejna kontuzja, mógłby zabrać „Bykom” miejsce w pierwszej czwórce.
I na koniec lider. Dziewięć kolejek za nami, a GKM Grudziądz wciąż pisze piękną historię tego sezonu, będąc na czele stawki. Mecz z Falubazem był odczytywany jako potwierdzenie bardzo dobrej formy Grudziądzan, jednak wyjazd do Gorzowa pokazał, iż GKM jeszcze nie jest na poziomie liderów z poprzednich lat, czyli Motoru Lublin czy Sparty Wrocław. Słabsze spotkanie dwóch seniorów tym razem nie zostało przykryte punktami juniorów i mając w składzie jeden kevlar, punktów ostatecznie zabrakło.
W tym miejscu warto pochwalić będącego w bardzo dobrej formie od początku sezonu Wadima Tarasienkę, który po cichu ma już taką samą średnią jak lider i do tej pory najlepszy zawodnik „Gołębi”, Michael Jepsen Jensen. Mimo porażki z Gorzowem GKM odniósł w tym tygodniu być może największy sukces w tym sezonie.
I nie mówię o domniemanym wysłaniu swojego australijskiego kapitana do Bydgoszczy — BTW, jest to bardzo dobry ruch „Gryfów” — tylko o podpisaniu na kolejne dwa lata kontraktu z Michaelem Jepsenem Jensenem.
Żużel. Jepsen Jensen odbył wiele rozmów! Mówi o ofertach, kevlarze i umowie z GKM!
Tak jak wspominałem już w jednym z poprzednich felietonów, nie ufałem temu, iż Jepsen Jensen utrzyma formę zawodnika TOP5 na świecie, ale chyba najwyższa pora zweryfikować swój pogląd na Duńczyka i dodać go do nielicznej grupy zawodników będących pewniakami, o ile chodzi o dwucyfrówkę w PGE Ekstralidze. Wydaje się, iż z tej grupy wypisali się w ostatnich sezonach Martin Vaculik i Leon Madsen, a na ich miejsce wskoczyli wymieniony Jepsen Jensen, Australijczycy Holder i Kurtz oraz para z Torunia — Lambert i Dudek — dołączając do trójki Zmarzlik, Łaguta i Sajfutdinow.
Ostatnio pisałem, iż dziewiąta kolejka może być kluczowa dla losów ligi. Nie pomyliłem się i teraz wydaje mi się, iż jeszcze przed sierpniowymi kolejkami będziemy znali przynajmniej dwie drużyny będące w fazie play-off na koniec sezonu i trzy drużyny, które w play-offach na pewno nie pojadą. Póki co czas i wyniki weryfikują mnie pozytywnie, więc może jeszcze kilka takich typów i z kolejnego pismaka awansuję w końcu na dziennikarza znającego się na temacie, albo wręcz eksperta.
A może to wszystko zweryfikuje tor, a ja mimo pomyłki i tak będę miał o czym dla Was pisać w kolejnych felietonach.

2 dni temu













