Żużel. DMP (12) – „Burza” wokół Sparty, Metalkas pod lupą i festiwal nominacji do defektu miesiąca (FELIETON)

1 tydzień temu

W zeszłym felietonie nie było tradycyjnego podsumowania wydarzeń. Zamiast tego pojawił się temat „ekstraordynaryjny” (jak powiedzieliby niektórzy dziennikarze żużlowi) dotyczący Bartosza Zmarzlika, za którego szeroki odbiór bardzo dziękuję. Nie popieram agresji, wyzwisk ani negatywnych emocji, które pojawiały się w części komentarzy, ale mam nadzieję, iż temat odbioru naszego mistrza był dla Was, drodzy Kibice, interesujący. W tym tygodniu wracamy już do przeglądu wydarzeń tych żużlowych i okołożużlowych. A działo się sporo, zarówno w minionym, jak i poprzednim tygodniu. O większości tych tematów postaram się napisać kilka słów od siebie w kolejnym felietonie z cyklu DMP, czyli Dużo Merytorycznej Pisaniny.

Zaczniemy, jak zwykle, od ulubionego kącika autora felietonu, czyli „Kącika Dana Bewleya”. Sparta Wrocław podzieliła się kolejnym filmikiem z sympatycznym rudzielcem (nie mylić z tym „diabłem tasmańskim z Australii”), na którym przeprasza kibiców swojego polskiego klubu za to, iż nie pojawił się z drużyną na meczu w Częstochowie, zapowiadając jednocześnie swoją obecność na kolejnym spotkaniu Sparty. Gdzie i kiedy, to już osobny temat. Dan wygląda dobrze, rehabilituje się pod okiem fizjoterapeuty wrocławskiego klubu i można jedynie żałować, iż w formie sprzed kontuzji nie było mu dane wystartować w rundach SGP w jego rodzinnym Manchesterze.

Kolejny temat, który obiecałem poruszyć już jakiś czas temu, a który dość długo nie pojawiał się w felietonie, czyli Metalkas 2. Ekstraliga.

Na górze tabeli, póki co niepokonana, usadowiła się Polonia Bydgoszcz, która pewnym krokiem zmierza ku wynikom podobnym do tych, jakie osiągnął w okresie 2023 Falubaz Zielona Góra, czyli kompletu zwycięstw i awansu do PGE Ekstraligi. Siłą bydgoszczan jest przede wszystkim formacja młodzieżowa, która przykrywa wszelkie braki seniorów Polonii i dominuje nie tylko nad juniorami pozostałych drużyn, ale często również nad seniorami rywali.

Za Polonią znajdują się Hunters PSŻ Poznań i Orzeł Łódź. Obu tych drużyn raczej nie spodziewaliśmy się tak wysoko w tabeli. O ile Poznań ma lidera i grupę zawodników mocno wspierających Ryana Douglasa, o tyle Łódź jest zespołem niezwykle równym, bez wyraźnego wskazania najlepszego zawodnika drużyny. Wydawało się, iż takim „riderem” może zostać Villads Nagel, ale Duńczyk odrobinę obniżył loty w ostatnich spotkaniach. Cóż, taki urok młodości.

Czwarty w tabeli jest coraz lepszy ROW Rybnik z triumfującym prezesem Mrozkiem, który upomina dziennikarzy, zapominając przy okazji, iż wymienił dzikiego kota na doświadczonego Duńczyka, zmieniając tym samym „minimalnie” obraz swojej drużyny.

Piąte miejsce zajmuje jedna z najbardziej pechowych albo frajerskich, znaczy się Fajferskich, ekip w lidze, czyli Stal Rzeszów. Targana podobno problemami, nie tylko związanymi z utrzymywaniem wysokich prowadzeń w meczach, drużyna Kej Keja jest w tej chwili najniżej sklasyfikowanym zespołem, patrząc wyłącznie na potencjał kadrowy w tym sezonie.

Za Stalą znajdują się dwaj hegemoni albo papierowe smoki, czyli Ostrovia i Wilki Krosno. W Ostrowie dwóch mistrzów świata to o dwóch za dużo, by osiągać dobre wyniki w Metalkas 2. Ekstralidze. W Krośnie natomiast niemal każdy zawodnik jedzie poniżej oczekiwanego poziomu właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzeba, żeby po prostu pojechał dobrze. Zarówno Ostrowa, jak i Krosna nie skreślałbym jednak z walki o coś więcej niż utrzymanie. Do czwartego miejsca tracą odpowiednio cztery i pięć punktów, więc sytuacja wciąż pozostaje otwarta.

Na szarym końcu ligi znajduje się beniaminek z Piły, doświadczony zawirowaniami w sztabie szkoleniowym, kontuzjami i innymi plagami egipskimi. Polonia jest już chyba pogodzona z walką o utrzymanie w fazie play-down i skupia się na gaszeniu kolejnych pożarów oraz walce o wygranie tego jednego, jedynego dwumeczu, który pozwoli jej pozostać na drugim poziomie rozgrywkowym.

Liga, nie licząc Bydgoszczy, jest bardzo wyrównana. Mimo iż większość ekspertów wpycha już „Skorpiony” z Poznania do play-offów, to właśnie w tej drużynie widzę w tej chwili największy problem. I sam nie wierzę, iż to napiszę, ale chodzi mi o brak kluczowego zawodnika i jednego z najlepszych zawodników U-24 w lidze, czyli Kacpra Pludry. Nieobecność wychowanka Unii Leszno może w dłuższej perspektywie okazać się kluczowa dla marzeń PSŻ-u o awansie do play-offów, walce o finał i bezpośrednim awansie ligę wyżej.

Żużel. Złe wieści z Poznania. Złamania u Kacpra Pludry!

Ogólnie Metalkas 2. Ekstraliga jest interesująca dokładnie odwrotnie niż PGE Ekstraliga. Tutaj najlepsza drużyna wyraźnie odstaje od bardzo wyrównanej reszty stawki, a w „najlepszej lidze świata” to właśnie najgorsza drużyna odstaje od pozostałych. Gdybyśmy zamienili obie ekipy miejscami między ligami, mielibyśmy prawdopodobnie najbardziej wyrównany sezon w Polsce od kilkunastu lat. A tak mamy to, co mamy, i raczej i tak nie możemy narzekać.

Jeszcze zanim przejdziemy do omówienia tego, co wydarzyło się i nie wydarzyło w ostatnim tygodniu w Ekstralidze, muszę odnieść się do jeszcze jednego tematu.

W ostatnich tygodniach dało się zauważyć wzmożoną aktywność dziennikarzy atakujących zespół, zawodników i kibiców Sparty Wrocław. Zaczęło się oczywiście od Grand Prix w Manchesterze, gdzie grupa (dwóch, pięciu, stu czy trzynastu tysięcy – tego nie wiadomo) kibiców Sparty polskiego pochodzenia, bo, jak osądził ogół znawców żużla, nie Polaków, śmiała kibicować Brady’emu Kurtzowi i wiwatować na jego cześć.

W tym miejscu moja szczera prośba do wszystkich kibiców Sparty Wrocław, którzy wybierają się na Grand Prix. Proszę Was o to, abyście w przypadku brawurowej akcji zawodnika zagranicznego (w szczególności jeżeli jest rudy i pochodzi z Australii), zwycięstwa danego zawodnika w Grand Prix, a już szczególnie pokonania zawodnika z Polski, gwizdali, buczeli lub w ostateczności zachowali śmiertelną ciszę. Broń Boże odpowiadać na zaczepki spikera.

A, i pamiętajcie o tym, iż polski kibic jest jak typowy Polak. Pokombinuje i zrobi coś najlepiej, jak tylko potrafi – oczywiście, jeżeli mu się chce. Odda ostatnie tchnienie za swoje przekonania, będąc bardziej upartym niż przysłowiowy osioł, a na końcu zrobi dokładnie odwrotnie od tego, co ktokolwiek, gdziekolwiek i jakkolwiek mu zasugeruje lub nakaże. o ile powiesz Polakowi, iż musi zrobić tak, to on zrobi odwrotnie. I dokładnie tak samo będzie, drodzy oburzeni, z kibicami z Wrocławia. Im bardziej będzie się im wmawiać, iż kibicowanie Kurtzowi jest najgorszą możliwą rzeczą, tym chętniej będą to robić na przekór, żeby coś komuś udowodnić. Taka to już „prawda historyczna” o nas samych.

No właśnie, skoro jesteśmy przy prawdach historycznych i wzmożonych atakach na Spartę. Jeden z dziennikarzy postanowił w swoim wpisie w mediach społecznościowych poruszyć temat „niepolskich klubów”.

Oczywiście pierwszą drużyną przychodzącą na myśl jest w tym przypadku Unia Leszno. Jest to związane z jedną z najgłupszych pod względem sensu, ale jednocześnie jedną z najpopularniejszych przyśpiewek kibicowskich, mówiących o tym, iż „Unia Leszno to nie jest polski klub”.

Drodzy kibice Unii, rozumiem, iż ta przyśpiewka, przynajmniej w części przypadków, dotyka Was osobiście, ponieważ bardzo mocno utożsamiacie się ze swoim klubem. W pewnym sensie stwierdzenie, iż nie jest on polski, można odbierać również jako próbę deprecjonowania Waszej polskości.

Ja odbieram to jednak trochę inaczej, i poprawcie mnie, jeżeli się mylę. To trochę jak ze szkolnym tekstem w stylu: „Twoja stara miesza bigos łokciem”. Nie ma to żadnego sensu, logiki ani większego znaczenia, ale jest tak męczące i uporczywe, iż człowieka powtarzającego to codziennie najchętniej zdzieliłoby się przez łeb.

Ci, którzy to powtarzają, doskonale wiedzą, iż nie ma to sensu. Tym bardziej bawi ich irytacja osoby, którą próbują sprowokować. Po pewnym czasie jednak im się to nudzi i próbują znaleźć nowy sposób, żeby dopiec swojemu „przeciwnikowi”. Najgorsi są jednak ci, którzy nie znają umiaru i nie potrafią zrozumieć, iż czasami trzeba skończyć głupie gadanie, bo inaczej to już tylko Ty wychodzisz na głupka.

Wiedząc, iż pewnie nie słyszycie tego zbyt często, za tych najbardziej upartych lub upośledzonych przepraszają ci, którzy czasem lubią dać delikatnego pstryczka w nos, ale w granicach kultury i rozsądku.

Wracając jednak do niepolskiego klubu z Wrocławia i objawionych prawd historycznych. Dlaczego Sparta Wrocław nie jest polskim klubem? Ponieważ jeździ na stadionie używanym onegdaj przez nazistów oraz przy ulicy, która kiedyś nosiła imię Adolfa Hitlera. Oczywiście wszystko podane w takiej formie, iż „co to, to nie ja i broń Boże nie chodzi mi ani o klub, ani o kibiców, po prostu tak wyszło”.

I właśnie tego nie lubię w dziennikarzach, nie tylko sportowych. Udawania, półsłówek, naciągania faktów i wybiórczości, a następnie – w przypadku krytyki, bardziej lub mniej obraźliwej – stawiania się w roli ofiary hejtu i nienawiści.

Czy kibic z Wrocławia mógł odebrać ten wpis personalnie? Czytając go kilkukrotnie, za każdym razem miałem wrażenie, iż autor nie tyle atakuje bezosobowo klub, ile próbuje dopiec ludziom związanym ze Spartą Wrocław, a więc także jej kibicom. W tym miejscu totalnie odcinam się od wszelkiego typu wulgarnych i agresywnych komentarzy w stronę autora. Akceptacji na tego typu reagowanie nie mam i nie będę miał.

A jaki był cel autora? Nie chce mi się wierzyć, iż Przemysławem Sierakowskim kierowała ślepa niechęć do klubu z Wrocławia. Byłbym też bardzo rozczarowany, gdyby chodziło wyłącznie o wygenerowanie sobie większego, jak na warunki żużlowych mediów, zasięgu. Poprawianie humoru czy leczenie kompleksów to już zdecydowanie zbyt daleko idące rozważania. Jest jednak coś zwyczajnie obrzydliwego w wypominaniu akurat tego fragmentu historii miasta w związku z artykułem o zupełnie innym przesłaniu. Tak jakby ktoś napisał cały post, przeczytał go i uznał, iż jest za mało kontrowersyjny. To jest tak słabe, iż nie nadaje się choćby na defekt miesiąca. Ani choćby na dzbana miesiąca.

A do wszystkich tych mniej lub bardziej agresywnie wyzywających i podważających polskość kibiców z takich miast jak Wrocław, Leszno czy Toruń, kieruję prostą prośbę. Przesłuchajcie i weźcie sobie do serca refren oraz początek pierwszej zwrotki utworu „Konfrontacje” zespołu 52 Dębiec. Tyle do Was, „obrońcy prawdy historycznej”.

„A jakby tego było mało”, to nie koniec kontrowersji związanych z Wrocławiem. Najwięcej mówiło się w tym tygodniu o meczu PGE Ekstraligi, który się nie odbył. Betard Sparta Wrocław nie rywalizowała z Gazet Stalą Gorzów, ponieważ spotkanie zostało odwołane z powodu złych warunków pogodowych. I nie wchodząc w dyskusję meteorologiczno-konspiracyjno-ideologiczno-historyczno-patriotyczną – nad Wrocławiem naprawdę mocno padało. Pogoda była nieprzewidywalna i wybitnie nieżużlowa adekwatnie przez cały tydzień, z kulminacją w czwartek i sobotę.

Sparta Wrocław, niedoleczona i wciąż osłabiona brakiem Dana Bewleya oraz Mikkela Andersena, najprawdopodobniej skorzysta na tym, iż mecz odbędzie się w innym terminie. Głupotą osób zarządzających klubem byłoby organizowanie wszystkiego pod spotkanie, które wyglądałoby gorzej niż druga część zawodów w Łodzi (kto widział, ten wie), byłoby niebezpieczne dla zawodników, antyżużlowe dla kibiców, a jego wynik końcowy w dużej mierze zależałby od przypadku.

Jeżeli Sparta zrobiła wszystko zgodnie z regulaminem PGE Ekstraligi, a następnie mecz został odwołany, to czym ten przypadek różni się od spotkania Falubaz Zielona Góra – GKM Grudziądz z drugiej kolejki? o ile natomiast Sparta nie dopełniła swoich obowiązków, powinna zostać ukarana. Porównywanie tej sytuacji do wydarzeń w Grudziądzu, Łodzi czy Krośnie jest jednak mniej więcej tak trafione, jak stwierdzenie, iż „Sparta, tracąc trzech zawodników w jeden tydzień, miała więcej szczęścia niż Motor czy Falubaz, bo akurat miała łatwy terminarz”.

Żużel. Awantura o mecz Sparta – Stal! Czy to spisek? Stępniewski zabiera głos!

Oprócz meczu, który się nie odbył, mieliśmy również trzy spotkania, które doszły do skutku. Motor zgodnie z przewidywaniami pokonał Włókniarza Częstochowa aż 57:33. A nie, przepraszam – puścił juniorów w biegach nominowanych i skończyło się na 50:40. Podobnie wynik dwa lata temu w finale ligi ratowała wielokrotnie wspominana już w tym artykule Sparta Wrocław.

Żużel. Włókniarz postawił się Motorowi. Komplet Zmarzlika (RELACJA)

Zgodnie z przewidywaniami wygrywa również GKM Grudziądz, który pozostaje liderem i najlepszą drużyną ligi. Raczej zgodnie z planem zwycięża także Unia Leszno, a beniaminek jest już drugi w tabeli. o ile ktoś przed sezonem potrafił przewidzieć dwie pierwsze drużyny w tabeli po ośmiu kolejkach i postawił na GKM oraz Unię, to prawdopodobnie wygrałby niemałą fortunę.

Żużel. Unia bije mistrza Polski! Anioły coraz dalej play-off! (RELACJA)

Żużel. GKM się nie zatrzymuje! Falubaz bez szans w Grudziądzu (RELACJA)

O ile ostatnia kolejka była mimo wszystko dość przewidywalna i momentami choćby nudna, o tyle runda numer dziewięć może okazać się kluczowa dla końcowych rozstrzygnięć całego sezonu. Nie licząc wyjazdu Unii Leszno do Częstochowy, gdzie zdobycie trzech punktów jest dla gości obowiązkiem, mamy do czynienia praktycznie wyłącznie z meczami o ogromnym znaczeniu.

Ja widzę to tak:

Jeżeli Toruń wygra z bonusem z Lublinem, to praktycznie zapewni sobie miejsce w play-offach, a ten mecz może okazać się przełomowy dla całego sezonu „Aniołów”. o ile wygra Toruń, ale bonus zostanie w Lublinie, będziemy mieli status quo. Obie drużyny przez cały czas pozostaną w grze o swoje cele. Wygrana lub remis Motoru dają lublinianom praktycznie pewne miejsce w play-offach.

Grudziądz wygrywający w Gorzowie otrzyma autostradę do zajęcia miejsca na czubku tabeli i możliwość wybierania rywala po rundzie zasadniczej.

Zwycięstwo Stali realnie włączy gorzowian do walki o play-offy, a wywiezienie punktu lub czegoś więcej z Wrocławia sprawi, iż będziemy mieli aż sześć drużyn bijących się o możliwość walki o medal.

Wrocław w trzech meczach z Gorzowem, Zieloną Górą i Grudziądzem musi zdobyć sześć punktów. Maksymalne dziewięć punktów nie tylko zapewni Sparcie play-offy, ale również włączy trzecią drużynę poprzedniego sezonu do walki o wygranie rundy zasadniczej.

Już nie mogę się doczekać meczów dziewiątej rundy. A Wy, drodzy Kibice?

Na koniec kolejny stały element felietonu, którego zabrakło ostatnio, czyli nominacje do Defektu Miesiąca.

W ostatnich dwóch tygodniach mieliśmy wręcz wysyp możliwych nominacji. Pomijam „tiki Roberta Lamberta” pod taśmą w ostatniej kolejce oraz nierówną taśmę w Krośnie, bo i tak ciekawszych przypadków było wystarczająco dużo.

Po pierwsze, rozważania nad czerwoną kartką dla Kacpra Woryny w SGP, która nie mogła zostać przyznana w tym rodzaju zawodów. Czerwoną kartkę powinna za to otrzymać część kibiców za karygodne komentarze nawiązujące do śmierci Krystiana Rempały. Mam tutaj na myśli osoby wypowiadające się w mediach społecznościowych pod artykułami i postami dotyczącymi kolizji Kacpra Woryny z Leonem Madsenem.

Druga nominacja trafia do Dariusza Cieślaka za atak na polskich dziennikarzy, którzy rzekomo mają komentować wyłącznie porażki Polaków. Patrząc na ten „tysiąc” artykułów po zwycięstwie w SGP Kacpra Woryny, rzeczywiście można odnieść wrażenie, iż my, dziennikarze, zajmujemy się wyłącznie porażkami.

Żużel. Widziane zza Odry. O uwadze, genie Jordana i Balcerku (FELIETON)

Trzecia nominacja i pozostajemy przy reprezentacji Polski, ale tym razem wyróżnić warto osoby odpowiedzialne za media społecznościowe kadry. Wpis, w którym przed SEC życzono powodzenia wyłącznie braciom Pawlickim, pomijając Macieja Janowskiego i Pawła Przedpełskiego, wzbudził nie tylko oburzenie, ale również zwyczajny wstyd. Może, idąc logiką wcześniejszych rozważań, Wrocławianin i Torunianin to już nie Polacy? Nie będę zniżał się do pewnego poziomu, więc gwoli wyjaśnienia – prawdopodobnie chodziło o to, iż obaj zawodnicy nie znaleźli się w tym roku w szerokiej kadrze narodowej. Mimo wszystko wpadka pozostaje wyjątkowo żenująca.

Żużel. Janowski i Przedpełski…obcokrajowcami?! Duża wpadka reprezentacji!

Skoro mowa o SEC Challenge, to kolejna nominacja trafia do całego „SEC Czelendż”, bo bliżej tym zawodom do tragikomedii niż do poważnej imprezy sportowej. Zwolennicy organizowania jak największej liczby zawodów w mniejszych ośrodkach lub bardziej „egzotycznych” krajach po takim turnieju muszą wykonywać wyjątkowo skomplikowane fikołki, aby bronić biednych włoskich organizatorów. Niezależnie od tego, kto zawinił, cały turniej zasługuje na nominację.

Żużel. Wielka burza po SEC Challenge w Lonigo! Castagna czuje złość. Zabrał głos!

Żużel. Farsa w Lonigo! Sędzia łapał się za głowę! „Czegoś takiego nie widziałem!”

Żużel. Kabaret w dziurawym Lonigo! Kvěch triumfuje, trzech Polaków z awansem! (RELACJA)

Kolejna nominacja dla kibica Falubazu Zielona Góra, który w niecenzuralny sposób wyzywał jednego z najbardziej ambitnych i najbardziej zaangażowanych w walkę o punkty dla „Myszy” zawodników, czyli Andrzeja Lebedevsa. Rozwijać i komentować szerzej tego nie ma sensu. choćby standardowe „wsiądź chłopie sam na motor i pokaż, co potrafisz” broni się tutaj jako argument. Ostatecznie, jeżeli nie na tor, to naprzeciwko muru i ruszaj.

Żużel. Ostro na linii Lebiediew – kibice Falubazu! „Jedziesz jak pi*da!” (WIDEO)

Ostatnia nominacja jest jednocześnie nominacją najświeższą i trafia do prezesa PGE Ekstraligi, Wojciecha Stępniewskiego. I nie, nie jest to nominacja za bardziej lub mniej udaną obronę Sparty Wrocław. Nie jest też za pomysł przytwierdzenia do rezerwy jednego młodego zawodnika z Polski pod numerem osiem. Nie może być również za dobre pomysły związane z obowiązkowymi kamizelkami ochronnymi czy obowiązkowym ubezpieczaniem zawodników.

Żużel. Rewolucja w przepisach PGE Ekstraligi! istotny manewr zablokowany?!

Nominuję pana prezesa za pomysł skrócenia czasu w podjęcie decyzji przez lekarza zawodów, czy dany zawodnik jest zdolny do dalszej jazdy, do mniej niż obecne sześć minut. A sześć minut już dziś jest nieśmiesznym żartem. Dodatkowa argumentacja, iż kibicom na stadionie nudzą się długie przerwy oraz iż w Grand Prix wszystko odbywa się szybciej, znajduje się poniżej jakiejkolwiek krytyki.

Smutne jest również to, co sprawia, iż być może ta nominacja powinna być nominacją zbiorową dla wszystkich osób biorących udział w tym magazynie PGE Ekstraligi. Nikt nie zareagował na ten pomysł sprzeciwem ani choćby uwagą. A w studiu był między innymi Krzysztof Cegielski, czyli jeden z największych zwolenników zasady, iż zawodnik po upadku nie powinien jak najszybciej wstawać, zbierać się i biec z motocyklem. Tymczasem przy pomyśle trzy- lub czterominutowej przerwy medycznej nie pojawiły się już żadne zastrzeżenia.

Miejmy nadzieję, iż akurat do tej zmiany nie dojdzie i iż na zawodach w Polsce doczekamy się nie szybkiej, ale dokładnej i poprawnej diagnostyki zawodników. Liczba zawodników uznawanych za zdolnych do jazdy, mimo iż w rzeczywistości nie powinni wracać na tor, rośnie w zastraszającym tempie. Ten temat wraca z kolejnymi przypadkami praktycznie w każdym tygodniu żużlowych zmagań w Polsce.

KORNEL JASIŃSKI

Idź do oryginalnego materiału