Żużel. DMP (11) – „Nienawidzony, Kochany, ale nigdy nie ignorowany”. Co zagraniczni fani myślą o Bartoszu Zmarzliku? (FELIETON)

2 miesięcy temu

Rundy Grand Prix w Manchesterze po raz kolejny przyniosły kibicom żużla mnóstwo emocji i wrażeń. Finał drugiego turnieju został okrzyknięty choćby najlepszym biegiem finałowym SGP w historii. Finał pierwszego turnieju również przyniósł nieoczekiwane emocje, szczególnie dla fanów polskiego mistrza Bartosza Zmarzlika. Bartosz po wygraniu rundy zasadniczej wybrał pole czwarte. Tuż po starcie, na pierwszym łuku, zabrakło miejsca dla polskiego mistrza i musiał ratować się upadkiem, żeby nie staranować Maxa Fricke. Ogólnie wyglądało to dla mnie tak, iż Zmarzlik ruszył przy bandzie, widząc dojeżdżającego Fricke, dalej szedł, wierząc, iż zostanie dla niego miejsce. Australijczyk, będąc już jednak z przodu, sam dojechał do bandy, zamykając ścieżkę, a Zmarzlik był już w takim momencie i przy takiej prędkości, iż miał tylko jedno wyjście, czyli „katapultowanie” się z motocykla. Drugim wyjściem było wjechanie w Maxa i karambol z przeciwnikiem.

Żużel. Co za emocje! Dramat Zmarzlika w finale, Kurtz tryumfuje w Manchesterze! (RELACJA)

Żużel. Szok! Dramat i upadek Zmarzlika w finale! (RELACJA)

Chwilę po upadku, gdy polski mistrz wracał do boksu, pojawiły się wiwaty na stadionie. W podobnym momencie ogłoszono, iż wykluczony z powtórki jest lider klasyfikacji SGP. O tym, czy decyzja była dobra, czy nie, nie będzie ten artykuł, ale ci, którzy mają jakieś zdanie na ten temat, niech zrobią test: jak ocenialibyście decyzję odwrotną, czyli powtórkę w czterech, gdyby to zawodnik w kasku białym miał taką sytuację jak polski mistrz? Zawodnik w kasku białym, pozwolę sobie przypomnieć, to Brady Kurtz. Wracając do finału i Zmarzlika, po skończonej rundzie na oficjalnych profilach SGP pojawił się filmik z powtórką biegów finałowych, czyli między innymi wypadku Bartka. Niemal jak zawsze przy tego typu sytuacjach na żużlu uaktywnili się hejterzy, wręcz cieszący się z upadku mistrza. Niedługo potem na polskich forach rozbrzmiały trąbki hejnalistów wzywające do obrony, niczym obrony Andrzeja Kmicica w Częstochowie, czci i godności polskiego mistrza.

Widząc te narastające emocje, które pewnie, jak znam polskich dziennikarzy, przerodzą się w „syndrom oblężonej twierdzy” i „kompleks niższości”, zdecydowałem się zapytać głównie angielskich kibiców na dwóch facebookowych forach: „Dlaczego tak wielu fanów, zwłaszcza spoza Polski, zdaje się nie lubić lub nie doceniać Bartosza Zmarzlika? Jest sześciokrotnym mistrzem świata, a jednak za każdym razem, gdy dochodzi do jakiegoś incydentu, jak ten wczoraj w Manchesterze, internet natychmiast zalewają negatywne komentarze na jego temat?”.

Liczba reakcji i komentarzy przerosła moje oczekiwania, gdyż ponad 200 osób, co uważam już za dość dużą próbkę, odpowiedziało w dłuższy lub krótszy sposób na postawione przeze mnie pytanie. Co zaskoczyło mnie choćby bardziej, to liczba pozytywnych komentarzy na temat Bartosza. Wbrew obiegowej opinii ponad 95% komentarzy i opinii było pozytywnych bądź pozytywnie neutralnych.

Najczęstszym powodem negatywnych komentarzy jest coś, co można również zauważyć wśród polskich fanów żużla, czyli fakt, iż kibice nie lubią zwycięzców. I można odnieść wrażenie, iż jest to słuszne spostrzeżenie co do tego zjawiska. Brytyjscy fani podkreślali, iż podobnymi „uczuciami” obdarzani byli już tacy żużlowcy jak Mauger, Rickardsson, Pedersen, Fundin, Nielsen czy Woffinden. Zabawny dla mnie wydał się komentarz, żeby nie porównywać Bartka do Ivana Maugera, bo to największy oszust i tzw. „czołgista” w historii żużla. Oprócz żużlowców porównywano negatywne emocje, jakie wywołuje Bartek, do tych, które budzili zawodnicy z innych dyscyplin, jak Schumacher, Steve Davis, wielokrotny mistrz świata w snookerze, czy Luke Littler, w tej chwili zaledwie 19-letni mistrz świata w darcie. Wielokrotnie pojawiało się też słowo „zazdrość” bądź określenia, iż po prostu polski zawodnik odniósł zbyt duże sukcesy. Brzmi znajomo? Już tłumaczę dlaczego, bo chodzi tutaj o pewien syndrom, którego nazwa w Polsce odnosi się do pięknych kwiatów.

Syndrom Wysokiego Maku, po angielsku Tall Poppy Syndrome, pokazuje i tłumaczy, dlaczego można znaleźć podobieństwa między reakcjami kibiców z różnych państw i miejsc na świecie. Syndrom wysokiego maku to dobrze udokumentowane zjawisko społeczne i psychologiczne. Odnosi się do sytuacji, w której ktoś, kto awansował lub uzyskał innego rodzaju życiowe osiągnięcie, jest deprecjonowany przez innych ludzi. Często syndrom ten odnosi się do relacji z najbliższymi i rodziną, jednak w tym wypadku opisuje zjawisko, które tak często występuje również w sporcie, także żużlowym. Skoro nie akceptujemy czyjegoś sukcesu z bardziej lub mniej racjonalnych powodów, to w pewnym momencie zaczynamy umniejszać umiejętnościom bądź wynikom danej osoby, często choćby nie zastanawiając się, czy posiadamy jakiekolwiek argumenty za krytyką bądź hejtem, który „wylewamy” na danego, w wypadku sportu, zawodnika.

W przeprowadzonej dyskusji pojawiły się bardzo nieliczne stwierdzenia, iż krytyka i hejt tylko motywują największych mistrzów. Coś w stylu Michaela Jordana i brania większości rzeczy „personalnie”. Nie każdy mistrz ma jednak dość specyficzny, wręcz chorobliwy charakter najlepszego zawodnika w historii koszykówki. Jaki charakter ma polski mistrz? Tak naprawdę wie to on sam i jemu najbliżsi. To, co widzimy w telewizji, wywiadach czy na torze, jest według mnie pewną rolą, którą wraz z pierwszym i kolejnymi tytułami mistrza świata Bartosz musiał przyjąć. No bo czy nie irytowałyby pytania o porażki częściej niż o zwycięstwa? Tłumaczenie się z porażek, a nie ze zwycięstw? Odczuwanie tego, iż najciekawsze wydają się w tej chwili momenty, w których coś nie idzie po mojej myśli, bo perfekcja wydaje się być w moim przypadku oczywistością? Nie miałem i nie wiem, czy będę miał okazję rozmawiać z Bartoszem Zmarzlikiem. Nie wiem też, czy jakikolwiek dziennikarz będzie miał możliwość otrzymania do końca szczerej odpowiedzi, albo jakiejkolwiek odpowiedzi, na postawione wyżej pytania.

Kolejną bardzo ciekawą kwestią było to, ilu fanów z Wysp Brytyjskich docenia, a wręcz jest zachwyconych umiejętnościami i wynikami Bartosza Zmarzlika. Fantastyczny, perfekcyjny, cudowny, legendarny, utalentowany, najlepszy w tej chwili i najlepszy w historii, to tylko część określeń wobec polskiego zawodnika. Pojawiło się też mnóstwo komentarzy zaznaczających, iż Bartosz wydaje się być osobą miłą, kulturalną i zawsze zachowującą klasę wobec siebie oraz rywali. Największą zaletą Zmarzlika jako żużlowca jest według kibiców jego regularność w osiąganiu bardzo dobrych lub choćby świetnych wyników. To cecha zdecydowanie wyróżniająca go spośród rywali, a także świadcząca o jego wybitnym poziomie jako sportowiec.

Żużel. Wrócił z niebytu i zgarnie medal Grand Prix?! „Był lepszy niż Kurtz i Zmarzlik” – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Tyle ma kosztować stadion Motoru Lublin! Padły kwoty, są oferty! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Wielka chwila dla prezesa Unii Leszno. Piotr Rusiecki na nowej drodze życia – PoBandzie – Portal Sportowy

Pojawiły się też jednak, jak wspomniałem, negatywne opinie o Bartku i tu znów mogą wydać się znajome polskiemu kibicowi określenia, iż Bartoszowi zdarza się być niebezpiecznym na torze, a jego zachowanie nie zawsze jest do końca fair. Pojedynczym osobom nie odpowiada również stosunek Bartka do rywali, gdyż ma on być arogancki i często wykazywać chęć bycia w centrum uwagi mediów (to akurat stwierdzenie mocno mnie zaskoczyło i zupełnie się z nim nie zgadzam). Ludzie nie lubią też Zmarzlika, gdyż uważają, iż często jest faworyzowany przez polskich sędziów, toromistrzów i organizatorów rund w Polsce. o ile poczytalibyśmy komentarze pod spornymi sytuacjami Bartka w PGE Ekstralidze, to bardzo wiele z tych zarzutów znalazłoby odzwierciedlenie w postawie części fanów wobec mistrza. Dlatego, drodzy kibice z Polski, teraz pytanie do Was: „Dlaczego tak wielu fanów z Polski zdaje się nie lubić lub nie doceniać Bartosza Zmarzlika? Jest sześciokrotnym mistrzem świata, a jednak za każdym razem, gdy dochodzi do jakiegoś incydentu w polskiej lidze, internet natychmiast zalewają negatywne komentarze na jego temat?”.

Angielscy kibice narzekają też na to, iż Bartosz nigdy nie jeździł w Anglii (nie licząc miniaturowego epizodu z czasów juniorskich), co dla jednych fanów deprecjonuje go jako mistrza, a z drugiej strony rodzi ogromny żal, iż nie mają szans oglądać go na co dzień i emocjonować się jego zwycięstwami w barwach swojej ulubionej drużyny.

Spora grupa fanów zauważa też jeszcze jeden powód, dla którego kibice mogą nie lubić lub nie doceniać Bartosza Zmarzlika. Po prostu kibice uwielbiają wspierać tzw. underdogów, czyli zawodników, którzy walczą o zwycięstwo, mimo iż niewielu daje im na to szansę. Jak widać, w żużlu doszło do tego, iż każdy zawodnik nienazywający się Zmarzlik staje się underdogiem, co w połączeniu ze zmęczeniem i znudzeniem ciągłym wygrywaniem polskiego mistrza generuje negatywne emocje wobec niego. Przegrana Zmarzlika mogłaby, o ile chodzi o liczbę zwolenników, wyjść mu wyłącznie na dobre, bo to on byłby mistrzem, który zrobi wszystko, aby wrócić na utracony tron.

Jeszcze trzy kwestie na podsumowanie tego tematu.

Po pierwsze, wiwatowanie w Manchesterze. Tak jak nie byłem przekonany, iż cały Wrocław wiwatował za Bradym Kurtzem w zeszłym roku, tak nie byłem też przekonany, iż całe trybuny wiwatowały z radości, bo Bartosz Zmarzlik upadł. Pojawiło się dużo opinii, iż kibice ucieszyli się z decyzji sędziego i nie chodziło personalnie o Bartosza, ale o to, iż arbiter podjął słuszną decyzję i wykluczył zawodnika ze swojego kraju. Czy tak było? Nie wiem. Nie byłem na trybunach w Manchesterze, aby to odczuć. Najpopularniejszym i najbardziej wspieranym komentarzem w całej dyskusji było jednak stwierdzenie, iż kibice nigdy nie powinni wiwatować z euforii dlatego, iż jakiś zawodnik upada na tor. Nieważne, czy w meczu ligowym, starciu reprezentacyjnym czy rozgrywkach indywidualnych. I ta zasada jest według mnie czymś, co odróżnia kibiców od idiotów, którzy są tak zaślepieni, tak naprawdę nie wiadomo czym, iż nie widzą w sportowcu drużyny bądź nacji przeciwnej, człowieka, który ryzykuje swoje zdrowie, a choćby życie.

Po drugie: co ja myślę i sądzę o Bartoszu Zmarzliku?

Zacznijmy od tego, iż nie jest to mój ulubiony zawodnik, jak możecie się domyślać po tym, iż nie ma swojego kącika w moim felietonie. Od zawsze kibicowałem raczej zawodnikom bądź drużynom, które nie są oczywistymi dominatorami, a raczej walczą o pierwsze lub kolejne zwycięstwo po dłuższej przerwie. Przywołajmy znowu koszykówkę. Moim pierwszym idolem i na zawsze najlepszym zawodnikiem w historii, a zarazem wyjątkiem od przytoczonej wcześniej reguły, jest Michael Jordan. Po zakończeniu jego kariery nie lubiłem Kobego Bryanta. Nie lubiłem LeBrona Jamesa w wersji Miami Heat. Nie lubiłem Golden State Warriors i choćby w tym roku nie przepadałem za Oklahoma City Thunder. Wolałem kibicować Dallas Mavericks z Dirkiem Nowitzkim, Boston Celtics z KG, PP i RA, San Antonio Spurs czy Cleveland Cavaliers z LeBronem Jamesem.

Uwielbiam piękne historie i trochę taką pisał dla mnie w zeszłym roku Brady Kurtz. Stąd też podświadomie pojawiła się we mnie chęć, aby ta historia zakończyła się happy endem. Z Bartkiem będę pewnie miał za jakiś czas tak jak z LeBronem Jamesem. W Miami go nie trawiłem, po latach doceniłem i szczerze kibicowałem, aby mistrz kolejny raz pokazał klasę i zdobył tytuł. Podobnie było z San Antonio Spurs. Stąd też nie mogę się doczekać momentu, w którym to Bartek będzie gonił i dążył do czegoś, a nie dominował, dzielił i rządził. Wówczas będzie mi dużo bliższy. Nie potrafię sobie jednak wyobrazić, żebym kiedykolwiek w jakikolwiek sposób dyskredytował jego sukcesy, umiejętności bądź szukał teorii spiskowych albo naciąganych argumentów tam, gdzie ich po prostu nie ma.

Po trzecie: a może wszystkie te argumenty i rozważania dotyczące tego, dlaczego kibice nie akceptują mistrza, są zupełnie błędne? Może rację ma ten jeden kibic, który według mnie wygrał swoją odpowiedzią „nagrodę publiczności”, stwierdzając, iż Bartek nie jest lubiany przez zagranicznych fanów, bo po prostu „nie jest wystarczająco australijski”.

Tego nasz polski mistrz już chyba nie da rady osiągnąć, a ja dodałbym jeszcze, iż na dodatek – niestety – nie jest rudy.

Idź do oryginalnego materiału