Żużel. DMP (10) – Twierdza Lublin padła, GKM w gazie, żużlowy szpital się zapełnia (FELIETON)

2 miesięcy temu

Tydzień niestety rozpoczęliśmy od fatalnych informacji. Tym razem we wtorek, a nie w środę, i ze Szwecji, a nie z Danii. Pierwsze pojawiły się wieści o upadku i kontuzji Dominika Kubery. Polski zawodnik, będący świeżo po awansie do SGP Challenge i niezłej rundzie GP w Pradze, zaliczył upadek w meczu ligi szwedzkiej, w wyniku którego doszło do złamania obojczyka.

Żużel. Fatalne wieści dla Falubazu! Wiadomo, co z Kuberą!

Niedługo po informacjach o kontuzji Kubery przyszły kolejne złe wieści, tym razem dla kibiców Sparty Wrocław. Gdy wydawało się, iż ten sezon nie może toczyć się gorzej dla Spartan, w kolejnym meczu w ramach rozgrywek w Szwecji upadł i złamał rękę lider Betard Sparty Wrocław, Artem Łaguta. W ostatnim felietonie wspominałem, iż Sparta będzie miała dużo trudniej w najbliższym czasie bez Dana Bewleya i Mikkela Andersena. Brak Artioma Łaguty jest jednak niczym hekatomba dla medalowych planów drużyny z Dolnego Śląska.

Żużel. Sparta znów w strachu! Łaguta w karetce!

Miało być mniej o Sparcie i Bewleyu, więc nie będę (a może będę) wspominał o tym, iż nasz ulubiony rudzielec rzucił BOMBĘ o możliwym powrocie na mecz z Włókniarzem w social mediach Sparty Wrocław, a potem robił „wheelie” na wózku inwalidzkim. Sędzia zawodów pewnie uznałby go za zdolnego do jazdy, a gdyby nazywał się Jason Doyle lub Piotr Pawlicki, to już dawno jeździłby siedem biegów w meczu, zastępując Łagutę.

Żużel. Bewley tryska humorem tydzień po operacji! Robi „wheelie” na… wózku! (WIDEO)

Żużel. Bewley ma nowe wieści dla fanów Sparty! Żartuje o powrocie… na Włókniarz!

OK, kącik o Danie za nami, więc może kolejny temat, czyli pierwszy mecz tej rundy PGE Ekstraligi między Włókniarzem Częstochowa a Spartą Wrocław. Drodzy kibice drużyn innych niż Sparta, spokojnie , to już ostatni akapit o zawodnikach tej drużyny. Kibiców Sparty zachęcam natomiast do przeczytania reszty artykułu.

Sparta, która jechała w trzech i pół zawodnika ,w tym miejscu nie deprecjonuję wkładu Marcela Kowolika i Bartłomieja Kowalskiego, ale trochę takie są fakty, pokonała Włókniarz. Brady Kurtz zdobył duży komplet punktów, wygrywając z kim i jak chciał, ale nie został choćby najlepszym zawodnikiem nie tylko kolejki, ale również piątkowych zmagań, o czym później.

Żużel. Pół Sparty ograło Włókniarz! Lwy ośmieszone! (RELACJA)

Ogólnie Kurtz, albo adekwatnie Piotr Protasiewicz, albo adekwatnie Andrzej Rusko, zagrali szachy 5D ze wszystkimi, bo Brady pewnie specjalnie pojechał dokładnie tak słabo z Toruniem, dając się między innymi wyprzedzić na samej mecie przez Roberta Lamberta, żeby mimo zdobycia 18 punktów w sześciu biegach nie wyprzedzić Dana Bewleya, a co za tym idzie nie odbierać Sparcie opcji ZZ-ki. Czy Bartosz Zmarzlik kiedykolwiek jako zawodnik zrobił coś takiego jak Brady? Nigdy. Kompleksy pewnie osiągnęły poziom niebios, a Zmarzlik budzi się w nocy oblany potem i myśli: „Dlaczego on?”. „Na pewno tak jest. Na pewno, na pewno. Czas pokaże, czas pokaże”.

O Włókniarzu do tej pory było tutaj bardzo mało, bo zgadzam się z redaktorem Puką i jego tezą z jednego z odcinków Kolegium Żużlowego, iż Włókniarz jest tak słaby, iż ciężko mówić o nim coś pozytywnego, a więc trochę jak o trupie ,lepiej nie mówić wcale. Ostatnio jednak dziennikarze „Yamal Plus” odpalili się i zaczęli rzucać określeniami „hańba” i „wstyd”, które, jak trafnie ujął to zawsze celny w swoich uwagach Krzysztof Jankowski, nie odpowiadają opisowi słabej postawy „Lwów”. No i wiadomo, hańba, wstyd, żenada, kompromitacja itd. pięknie się klikają, ale Włókniarz po prostu jest jedną z najsłabszych drużyn ostatnich lat, która akurat trafiła na jedne z najsilniejszych i najbardziej wyrównanych rozgrywek ligowych w ostatnich latach. Z kolei stwierdzenia o najlepszym sezonie PGE Ekstraligi w historii przez cały czas mnie nie przekonują, chociaż przyznam, iż nie mam teraz w głowie sezonu, który tę tezę obalałby w szybki sposób. Ogólnie jestem zły na Włókniarz, bo popsuł mi bardzo felietonowy fragment o tym, iż niczym lwy na sawannie w końcu upolowały osłabioną zwierzynę, tak Włókniarz upolował zwycięstwo ze Spartą. Całe budowanie historii i opisy przyrody godne Tolkiena poszły do kosza, tak jak sezon zasadniczy ekipy z Częstochowy.

Drugi piątkowy mecz miał być weryfikacją obu drużyn i był, ponieważ po 31 meczach twierdza Lublin padła pod naporem „Gołębi”. Brzmi to trochę jak najgorszy sen osoby chodzącej po rynku w Krakowie, ale koszmar przeżyli sympatycy wicemistrzów Polski.

Żużel. Twierdza Lublin padła z hukiem! GKM rozsiada się na tronie! (RELACJA)

Wyobraźmy sobie sytuację często wykorzystywaną w przypadku drużyn piłkarskich i załóżmy, iż jest kibic Motoru Lublin, który z jakiegoś powodu zapada w śpiączkę 11 maja po meczu z Betardem Wrocław i budzi się dzisiaj z okazji Dnia Dziecka, krzycząc „AAAAA SPEEDWAYYYY”. Oczywiście jako kibic żużla pyta o wyniki i dowiaduje się, iż Motor jest piąty w tabeli, przegrał trzy mecze z rzędu i przegrał pierwszy mecz u siebie od ponad trzydziestu spotkań.

Okropna rzeczywistość, ale kibice, żużlowcy i działacze muszą się z nią oswoić. Na szczęście humory gwałtownie się poprawią, a seria zacznie się od nowa już w tym tygodniu, bo do Lublina przyjeżdża Włókniarz, więc trzy punkty można już Motorowi dopisać. (I nie, nie dam się oszukać na oklepane w sporcie „wszystko jest możliwe” ,w tym wypadku nie jest).

Wracając do nowej rzeczywistości Motoru, widać ją w kilku znaczących sytuacjach. Cisza na stadionie i gwizdy to coś, co w Lublinie było niespotykane, a w meczu z GKM-em nie było jednorazowym zdarzeniem. Do tego dochodzi używanie rezerw taktycznych, aby walczyć o zwycięstwo u siebie, a wcześniej także w meczach z Unią i Stalą na wyjeździe.

Tutaj mały kamyczek do ogródka duetu Kuciapa – Ziółkowski. Czemu w 13. biegu pojechał Woryna zamiast Vaculika? Rozumiem walkę o uratowanie wyniku, ale Słowak raczej i tak poradziłby sobie z Małkiewiczem, a przegrał z Michaelem Jepsenem Jensenem. Użycie Woryny w tym biegu zamknęło możliwość wykorzystania go w biegach 14 i 15, jak również szybszego podłączenia do decydujących wyścigów Vaculika, który przecież wygrał bieg 14.

Obsadzanie biegów nominowanych to osobny temat. Tradycyjnie najlepsi punktowo zawodnicy (patrz: Zmarzlik) wybierają pola, ale do tej pory ten wybór zwykle nie miał większego znaczenia przy kilkunastopunktowej przewadze nad rywalem. W przypadku meczu na styku i problemów kadrowych decyzyjność sztabu szkoleniowego powinna być większa. Czy w tych kilku meczach zaczyna chwiać się teza o „Kuciapie, trenerze TOP w Ekstralidze”? Na takie stwierdzenia jest zdecydowanie za wcześnie, ale jedno wiemy na pewno ,Jacek Ziółkowski pójdzie w tym roku do fryzjera dużo wcześniej niż zazwyczaj, zgodnie z „tradycją” pokazaną w serialu „Jazda po złoto”.

O indywidualizmie Bartka Zmarzlika jako o czymś oczywistym nie warto się rozwodzić, ale przy słabszych wynikach drużynowych temat wraca jak bumerang. Ciekawe, czy polski mistrz będzie na dłuższą metę równie zirytowany pytaniami jak Artem Łaguta, którego w zeszłym roku regularnie pytano o słabszą formę i brak punktów. Ciekawą kwestią jest za to fatalna opinia, jaką wśród kibiców Motoru ma Martin Vaculik. W komentarzach Słowak bywa wręcz określany jako najgorszy transfer w historii klubu. I tutaj wykorzystam jeden z bardzo mądrych wpisów kibica GKM-u Grudziądz. Otóż jak ocenialiby kibice z Grudziądza Maxa Fricke, gdyby GKM przegrał to spotkanie dwoma punktami? Hejt, nienawiść, propozycje zakończenia kariery i startów w KLŻ pewnie tradycyjnie wylałyby się w komentarzach. A jak oceniany byłby Vaculik, gdyby Motor wygrał dwoma punktami? No właśnie.

O zwycięzcach kolejki i liderach PGE Ekstraligi, czyli GKM-ie Grudziądz, do tej pory pisałem niewiele. przez cały czas uważam, iż mistrzowie Polski ostatecznie będą wyżej w tabeli od Grudziądzan, ale szanse na scenariusz odwrotny wcale nie są małe. Powiedziałbym nawet, iż w tym momencie jest to klasyczne „fifty-fifty”.

Grudziądz pokazał, jak dobre transfery i rozwój zawodników mogą zmienić drużynę dobrą w realnego kontendera do tytułu. Drabik i Pedersen dają to, czego nie potrafili regularnie dawać Lidsey, Pludra czy Miśkowiak, czyli stabilne, dobre punktowanie z przebłyskami na poziomie lidera. najważniejszy był również rozwój Wadima Tarasienki i Kevina Małkiewicza do poziomu liderów formacji seniorskiej i juniorskiej w PGE Ekstralidze. Michael Jepsen Jensen najlepszy zawodnik tej rundy rozgrywek, kolejny sezon utrzymuje wysoki poziom, po raz kolejny udowadniając mi, iż spadek formy jako zawodnikowi GKM-u raczej mu nie grozi.

Do bycia drużyną kompletną brakuje tylko Maxa Fricke i to może przyjść prędzej lub później. „Gołębie” mogą mieć wtedy dwugłową bestię regularnie zdobywającą dwucyfrówki o imieniu MAX (albo po spolszczeniu ,MAKS). GKM ma też coś, czego poza mistrzami z Torunia nie mają w tej chwili inne ekipy ,zdrowie. Tak jak Motor w poprzednich latach, oprócz siły składu, potrafił przejść większość sezonu bez większych urazów, tak teraz GKM podąża tą samą drogą.

Po tej kolejce pozostały cztery niepokonane u siebie drużyny w lidze. Po następnej według mnie będzie ich już mniej.

W niedzielę pierwszy mecz to starcie Apatora ze Stalą Gorzów. Apator w końcu wygrał przekonująco u siebie, prezentując równą i dobrą postawę całego zespołu. Mistrz Polski zgodnie z przewidywaniami się rozpędza i na Motoarenie będzie bardzo mocny. o ile Wrocław i Lublin przyjadą tam osłabione, to punkty bonusowe z tymi drużynami są jak najbardziej do wyjęcia. Mimo większych i mniejszych problemów formacji seniorskiej Apator ma coś, czego nie miał od lat ,juniora, który regularnie przywozi punkty nie tylko w biegach juniorskich i nie tylko u siebie. Antoni Kawczyński, podobnie jak para juniorów GKM-u, może być tym decydującym ogniwem w walce o mistrzostwo.

Żużel. Stal Gorzów zgasła w Toruniu! Thomsen to za mało na mistrzów Polski! (RELACJA)

Dalej nie rozumiem, jak można Toruń wyrzucać ze strefy play-off, ale to chyba już z rozpędu dziennikarze i eksperci puszczają takie farmazony.

A Stal? Nie zaprezentowała się źle, ale huczne zapowiedzi walki o medale to chyba jednak odrobinę za wysoka półka dla młodego zespołu z Gorzowa. Mówiliśmy o indywidualizmie Bartka Zmarzlika. Polecam zerknąć, ile razy Jack Holder wywiózł w tym meczu albo zamknął przy krawężniku Mathiasa Pollestada. Może rzeczywiście Bartek powiedział Australijczykowi o jedną rzecz za dużo. Ogólnie najlepszym zawodnikiem meczu pewnie zostałby Anders Thomsen, ale Duńczyk pogubił się w dwóch decydujących biegach i zamiast kręcić się w okolicach kompletu przywiózł 12 punktów w sześciu startach. Docenić trzeba też piękne przywitanie Pawła Przedpełskiego, wychowanka toruńskiego klubu, a w tej chwili zawodnika Gorzowian.

Gorzów jeszcze nie wypadł z walki o play-off, ale musi wykorzystać najbliższy wyjazd do Wrocławia i dopisać trzy punkty do ligowej tabeli.

Co do Stali Gorzów, pozostało jeden temat, który ciężko sobie odpuścić. Jako dobrego „pismaka”, „socjalistę” lub „kolejnego filozofa” zaciekawiła mnie reakcja na felieton Łukasza Malaki, a dokładnie na fragment dotyczący długów Stali. Mniej więcej odczytuję ją tak: „ważne, iż jest żużel i cygaro senatora”, a ogólnie od Stali to się od…

Żużel. Widziane zza Odry. O kompleksach, kasie i San Francisco (FELIETON)

Zacząłem się zastanawiać, czy nie mamy już do czynienia z histerycznym podejściem do tematów, których poruszać nie wolno. Dotacje państwowe w Lublinie, WTS-owa „niepełnosprawność” kibiców we Wrocławiu, niemoc wyjazdowa i niemoc w zdobyciu mistrzostwa (już nieaktualna) w Toruniu, „prasłowiańskie” pochodzenie klubu z Leszna czy brak play-off GKM-u (też już nieaktualny). Dodajmy do tego zadłużenie Stali Gorzów i wychodzi na to, iż dziennikarze mają o tym nie mówić, nie pisać, bo jest sezon, są wyniki i jest „cygaro senatora”.

A kiedy ktoś przemyci informację istotną dla funkcjonowania klubu, to od razu staje się najgorszy, bo szuka tematów i po raz kolejny pisze o tym samym. Drodzy kibice Stali, my ,„Pismaki” i „Pismaczki”, nie piszemy o tym dlatego, iż to ciągle ten sam temat. Piszemy dlatego, iż jest to permanentny problem, który wcześniej czy później wraca niczym wirus opryszczki. Często zostaje po nieodpowiedzialnej przygodzie, ciężko go nie zauważyć, jest wstydliwy, gdy jest na widoku, można użyć różnych lekarstw, żeby go schować, ale w organizmie przez cały czas istnieje.

Dlatego, drodzy kibice żółto-niebieskich, nie obrażajcie się na mnie. Nie należę do zakonu, którego celem jest wyłącznie dyskredytacja Stali Gorzów. Wręcz przeciwnie ,zapraszam Was do czytania, komentowania i udostępniania.

Skoro nie jestem w zakonie anty-Stalowców, to pewnie jestem anty-Falubaz. O Falubazie było już ode mnie dużo i kolejna porażka Zielonogórzan, tym razem z Lesznem u siebie, nie spowoduje, iż znowu napiszę kilka akapitów o tym, co jest nie tak z drużyną „Myszy”. Brak Dominika Kubery, Damiana Ratajczaka i Ani z Zielonego Wzgórza był widoczny, ze szczególnym uwzględnieniem tej ostatniej. Ten sezon Zielonogórzan jest okropny i tylko fatalny Włókniarz oraz brak konkurencji ze strony przyszłej drugiej drużyny Metalkas 2. Ekstraligi powodują, iż nie rozmawiamy dziś o potencjalnym spadku tej drużyny poziom niżej.

Żużel. Unia miażdży na W69! Kompromitacja Falubazu, Kubera nic by nie dał! (RELACJA)

Jedna rzecz z tego meczu została zauważona, ale przeszła trochę bez echa. Mam na myśli rozmowę Leona Madsena z prezesem Golińskim przed biegami nominowanymi. Jak źle musi być w zespole, skoro prezes klubu musi mówić liderowi drużyny, jak i kiedy pojedzie, a następnie pełnić rolę „głuchego telefonu” pomiędzy zawodnikiem a trenerem? Nie wyobrażam sobie, żeby Andrzej Rusko musiał tłumaczyć Artemowi Łagucie, jak pojedzie w biegach nominowanych, albo żeby Jakub Kępa komunikował się na linii Maciej Kuciapa – Bartosz Zmarzlik. Czy to oznacza, iż trener Walasek nie rozmawia z Madsenem? Czy to oznacza, iż Adam Goliński jest częścią sztabu szkoleniowego Falubazu? Kto z trójki Walasek – Madsen – Goliński wypada w tej sytuacji najgorzej?

Nie wiem. I chyba nie chcę już wiedzieć. Jestem zmęczony tym zespołem w tym roku niczym Andrzej Lebiediew w Magazynie Ekstraligi.

A Unia pokazała moc. „Byki” powinny teraz iść w górę tabeli, punktując aż do trzynastej kolejki w każdym meczu. Czasami przywożąc pełne pule, czasami tylko bonus. o ile nie wydarzy się kataklizm zdrowotny, Leszno ma szansę wyrzucić kogoś z dwójki Wrocław (preferowana opcja dla kibiców z Leszna) – Lublin z fazy play-off. Skład Unii jest, zgodnie z moimi przewidywaniami, ekstremalnie wyrównany, choć w tej chwili dysponuje odrobinę mniejszą mocą niż Grudziądz i Toruń. Dla Leszczynian najważniejsze do końca rundy zasadniczej będą zdrowie i utrzymanie przewagi własnego toru. o ile uda się spełnić oba warunki, „Byki” mogą jako beniaminek walczyć o medale.

Jeszcze jedno pytanie retoryczne dotyczące tego meczu. Czy zawodnik, który miał upadek dzień wcześniej, a następnie nie spał przez cały dzień i noc podczas kilkunastogodzinnej podróży, powinien być jakkolwiek przebadany przed meczem? Chyba nie. Wystarczy energetyk, adrenalinka i będzie jechał. I znów zwracam się bezpośrednio do kibiców Piotra Pawlickiego. Wiem, iż reakcją podczas wyścigu z Andrzejem Lebiediewem Piter udowodnił, iż przesadzam i wymyślam, ale co by było, gdyby nie zdążył wtedy zareagować? Dalej uparcie pochwalalibyście decyzję o starcie? Czy może w przypadku kontuzji lidera pojawiłyby się wyzwiska pod adresem osób, które dopuściły zmęczonego zawodnika do jazdy? Albo komentarze w stylu: „przecież to musiało się tak skończyć”? Moim marzeniem jest to, żeby istniały możliwości pozwalające zawodnikom startować w zawodach wyłącznie wtedy, gdy są w formie fizycznej i psychicznej niezagrażającej zdrowiu ich samych oraz rywali. Czy w sporcie żużlowym jest to realne?

Oprócz PGE Ekstraligi ważnym wydarzeniem tego tygodnia były eliminacje do SGP Challenge. Wspominałem już, iż awans wywalczył Dominik Kubera. Czy zdąży się wykurować? Nie wiadomo. Z Polaków awansował również Kacper Woryna. Odpadli natomiast Piotr Pawlicki i Maciej Janowski, który w decydującym biegu w Glasgow przegrał z Frederikiem Jakobsenem i Chrisem Harrisem. Przy okazji mała dygresja. Czy „Bomber” byłby gorszy i jednocześnie dużo droższy od Mikkela Becha? Tak to tutaj zostawię. Koncertowo pojechali natomiast Luke Becker w Abensbergu, Robert Lambert w Žarnovicy oraz Kai Huckenbeck w Glasgow.

Żużel. Koncert zawodnika Wilków Krosno! Kubera najadł się strachu w eliminacjach GP! (RELACJA)

Żużel. Lambert najlepszy w Żarnovicy! Jeden z faworytów za burtą! (RELACJA)

Żużel. „Bomber” wyrzucił Janowskiego za burtę! Koncert Huckenbecka (RELACJA)

Przy okazji Pawlickiego i Janowskiego pojawiały się już opinie, iż stracili szanse na awans do SGP i muszą liczyć wyłącznie na dziką kartę. Tymczasem obaj startują jeszcze w SEC Challenge, a pamiętajmy, iż zwycięzca cyklu SEC również kwalifikuje się do Grand Prix.

Na koniec tradycyjnie już nominacje do defektów miesiąca.

Niestety najbardziej zasłużoną nominacją zbiorczą są w tym miesiącu kontuzje, których przytrafiło się zdecydowanie za dużo. Dan Bewley, Artem Łaguta, Mikkel Andersen, Fredrik Lindgren, Piotr Pawlicki, Anders Thomsen, Dominik Kubera, Damian Ratajczak, Oskar Fajfer, Niels-Kristian Iversen, Wiktor Jasiński, Tai Woffinden, Gleb Czugunow, Kevin Fajfer, Patryk Budniak i Karel Prusa to tylko najgłośniejsze nazwiska kontuzjowanych zawodników od początku sezonu. Tak złego roku nie było już od dawna i coraz bardziej trafne wydaje się stwierdzenie, iż kto będzie najzdrowszy, ten wygra obie Ekstraligi.

Kolejna nominacja dla Dawida Stachyry za jakże obiektywny komentarz w meczu Motor Lublin – GKM Grudziądz. Na początku, czytając narzekania kibiców „Gołębi”, uważałem, iż przesadzają i automatycznie wpisują się w narrację o stronniczości duetu Dryła–Stachyra. Redaktor Dryła ma już taką łatkę przypiętą, ale akurat tutaj trudno mieć do niego większe zastrzeżenia.

W przypadku eksperta i współkomentującego Dawida Stachyry nie jestem już tak pobłażliwy. o ile dziennikarz, który z założenia powinien być obiektywny, mówi na wizji po czternastym biegu wygranym przez gospodarzy: „No i cóż, wracamy do gry”, to wygląda to bardzo źle. Oczywiście zaraz pojawi się interpretacja, iż chodziło ogólnie o nierozstrzygnięty wynik meczu, ale zabrzmiało to niefortunnie i pozostaje mieć nadzieję, iż było zwykłym przejęzyczeniem.

Ostatnie dwie nominacje są mimo wszystko wyjątkowe.

Pierwsza trafia do „trójkąta miłosnego” Goliński – Madsen – Walasek. Bo jak nie wiadomo, o co chodzi, to tutaj naprawdę nie wiadomo, o co chodzi. Brakowało już tylko tego, żeby Andrzej Lebiediew pytany o Falubaz odpowiedział: „Skończ Waść, wstydu oszczędź”.

Druga nominacja jest również wyjątkowa, bo trafia do drużyny. Wiem, iż miałem nie oceniać wyników zespołów, zawodników w pojedynczych zawodach ani decyzji sędziowskich, ale porażka Włókniarza z tak osłabioną Spartą Wrocław u siebie musi pojawić się w defektach miesiąca.

Sorry, Włókniarz, ale taki mamy klimat.

Kornel Jasiński

Idź do oryginalnego materiału