Znany olimpijczyk po sukcesie saneczkarek: Żyjemy w bańce piłki nożnej

2 godzin temu

Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska zajęły szóste miejsce w dwójkach kobiet w saneczkarstwie. Świetnie poszedł im drugi ślizg, po którym aż się rozpłakały ze szczęścia. Udało się wyprzedzić dwie reprezentacje i awansować właśnie na szóstą lokatę. To ogromny sukces dziewczyn, które… w Polsce nie mają choćby toru do treningów. Tego tematu podjęli się eksperci w studiu TVP Sport. Nie zabrakło odniesienia do… piłki nożnej.

Wiadomo, na piłkę nożną mogą narzekać tylko fani piłki nożnej – za dużo na transfery, za mało na transfery, słaba liga, przepłaceni piłkarze, zespoły bez ambicji, piłkarze-pokraki, reprezentacja, która do niczego się nie nadaje i tak dalej, i tak dalej.

Ale jakoś tak się składa, iż ci sami fani futbolu nagle prostują się, gdy słyszą krytykę na temat ich ukochanej dyscypliny z ust innych sportowców. Tym razem w tę dyscyplinę uderzył Paweł Zygmunt, znany polski zimowy olimpijczyk.

Paweł Zygmunt: Żyjemy w bańce piłki nożnej

Dla Domowicz i Piwkowskiej to ogromny sukces. Ba, dla nich już sam start należy traktować jako niecodzienne osiągnięcie – nasze reprezentantki borykają się ze sporymi trudnościami organizacyjnymi. W kraju nie mają choćby toru, problemem jest też sprzęt, bo muszą korzystać z dziewięcioletnich sanek. A jak wiadomo – sprzęt swoje robi. Niemcy mają lepszy technologicznie, więc Polsce sprzedają już ten, którego nie potrzebują.

Ich sukces jest też wielkim wydarzeniem dla klubu UKS Nowiny Wielkie, który na igrzyska olimpijskie wysłał już aż sześciu reprezentantów. Dlaczego? Obie reprezentują ten absolutny ewenement na mapie Polski. We wsi, która liczy sobie 1100 mieszkańców jest klub, który przez 30 lat swojego istnienia wysłał na igrzyska już sześcioro wychowanków w saneczkarstwie. Nikola i Dominika to numery pięć i sześć.

W TVP Sport eksperci dyskutowali na temat zimowych igrzysk i sukcesu Domowicz i Piwkowskiej. Porównano naszą sytuację chociażby z zachodnim sąsiadem. Niemcy są niewątpliwie potęgą w tej dyscyplinie. Mają cztery tory sztucznie lodzone i sześć specjalnych instytutów. Za przykład posłużył Oberhof, w którym mamy całoroczną bazę dla biathlonistów, podobnie dla saneczkarzy i bobsleistów.

Paweł Zygmunt, czterokrotny olimpijczyk i jeden z najwybitniejszych polskich łyżwiarzy szybkich – a na pewno ten najbardziej znany po Zbigniewie Bródce – poruszył właśnie kwestię przewagi technologicznej w jakości sprzętu i – dość niespodziewanie – zahaczył przy tym o piłkę nożną:

Instytut materiałowy, kompozyty, kompozyty węglowe, kompozyty z włókna szklanego – wiele elementów stali, wszystko zbadane na spektrometrii masowej – to są rzeczy, o których my śnimy. Powiedzmy sobie szczerze – tak też napędza się gospodarkę. Sport jest piątą gospodarką świata i często to właśnie sport zasysa technologie z technologii lotniczych, motoryzacyjnych, materiałowych. To są rzeczy, o których się nie mówi, bo my cały czas żyjemy – niestety – w bańce piłki nożnej, która jest najprostszym sportem świata, gdzie wystarczy piłka i korki, ale my wchodzimy w inną bajkę, dlatego chcę to powiedzieć – to jest całkowicie inna bajka. To jest tak dużo elementów, które łączą się w sukces, iż choćby w tym studio już po 24:00 wszystkich elementów byśmy nie przeanalizowali.

Trudno wyobrazić sobie, żeby saneczkarstwo i bobsleje kiedykolwiek dorównały popularnością piłce nożnej.

Paweł Zygmunt w studiu TVP Sport podkreślił jednak, iż masowe zainteresowanie futbolem utrudnia rozwój innych dyscyplin pic.twitter.com/v8gBpuXAXA

— TVP SPORT (@sport_tvppl) February 12, 2026

Mistrzostwa Polski saneczkarzy rozgrywane są w łotewskiej Siguldzie. Już cztery lata temu otrzymaliśmy miano „najlepszej reprezentacji bez toru” po sukcesie Wojciecha Chmielewskiego i Jakuba Kowalewskiego, którzy zajęli dziewiąte miejsce na siedemnaście duetów.

Tor dla saneczkarzy i bobsleistów – niekończący się temat

A skoro nie mają gdzie trenować saneczkarze, to nie mają też i bobsleiści. Dawid Kupczyk, dziś trener naszych bobsleistek mówił niedawno dla Weszło:

Generalnie to na pewno duży problem. Wydaje mi się jednak, iż największym problemem tego, iż nie mamy toru jest to, iż nie można szkolić młodzieży. Nie ma przez to chętnych do bobslejów. To jest główny problem, bo ostatecznie i tak trzeba trenować na innych torach, bo tam realizowane są zawody Pucharu Świata. Wiadomo, jakby był tor w Polsce, to odbywałyby się i u nas. Ale samo to, iż jest potrzebny do nauki, żeby dyscyplina się rozwijała – tak samo saneczkarze czy skeletoniści – do tego jest niezbędny. […] Dla nas to wielki minus.

– W zeszłym roku mieliśmy współpracę z Niemcami i pozwalali nam przyjeżdżać do Niemiec i oddawać ślizgi przed sezonem. Ale wiadomo, iż to nie to samo. Niemcy – czy inne kraje, które mają tor – zrobią sobie sześć ślizgów w ciągu jednego treningu, a my mogłyśmy dwa na jednej sesji treningowej i dwa na drugiej. A oni byli po 12 ślizgach. To jest ta przewaga – oni będą bardziej „rozjeżdżeni” w przygotowaniu do Pucharu Świata czy igrzysk, niż my, którzy łapiemy to rozjeżdżenie dopiero w połowie zawodów Pucharu Świata – mówiła z kolei Linda Weiszewski, jedna z naszych bobsleistek.

Cóż, walka o profesjonalny tor dla saneczkarzy i bobsleistów trwała, trwa i będzie trwała pewnie nadal. To już choćby taka olimpijska telenowela, a nawet… tradycja? Takie sukcesy – jak to szóste miejsce – tylko dają pole do dyskusji, natomiast na cztery lata znów temat zniknie i wróci w kolejnych igrzyskach. Przecież w 2022 roku, podczas poprzednich, było tak samo.

CZYTAJ WIĘCEJ O ZIMOWYCH IGRZYSKACH NA WESZŁO:

  • Damian Żurek tuż za podium. Było blisko medalu dla Polski
  • Pola Bełtowska ofiarą hejtu. Puknijcie się w puste łby [KOMENTARZ]
  • Polacy w konkursie mikstów pokonali tylko… Rumunię

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału