Fundacja Maraton Warszawski pokazała trasę tegorocznego biegu. Zmiany względem ostatnich edycji są kosmetyczne. Biegacze znowu odwiedzą kilka dzielnic, będą mogli przebiec mostami nad Wisłą, zobaczyć kilka punktów obowiązkowych na mapie turysty biegacza i skorzystać z bardzo szybkiego i płaskiego profilu. Na całej trasie jest jedynie 84 metrów przewyższenia. Sabastian Sawe i Yomif Kejelcha pokazali, iż w Londynie przy 127 metrach przewyższenia można pobiec poniżej dwóch godzin. Ile rekordów osobistych padnie 27. września w Warszawie?
Informacja o przewyższeniach
- Suma przewyższeń: 84 m
- Wysokość startu : 113 m.n.p.m.
- Wysokość mety: 113 m.n.p.m.
- Najbardziej stromy odcinek: 16.0–16.5 km (1,6% nachylenia)

Zmiany w trasie względem ubiegłego roku nastąpiły:
- w okolicy Stadionu Narodowego
- przy Księcia Bolesława /Fort Bema
- na Marymoncie / wbieg w ul. Lindego

Do piętnastego kilometra… poza Warszawą
No dobra, clickbait to solidny, ale starzy Warszawiacy powiedzieliby wciąż, iż Warszawa to Warszawa, a Praga to Praga. Sporo kilometrów w pierwszej części biegu prowadzić będzie właśnie po prawej stronie Wisły. Zanim jednak biegacze pobiegną na Pragę czeka na nich start w samym sercu Warszawy. Tak samo, jak przed rokiem, uczestnicy wystartują z ulicy Świętokrzyskiej w otoczeniu zieleni parku Świętokrzyskiego oraz nowoczesnej zabudowy. Już na pierwszym kilometrze biegacze przetną ulicę Kubusia Puchatka. A ten, jak wiemy, zawsze miał coś mądrego do powiedzenia. Maratończyków najbardziej powinno zainteresować stwierdzenie Kubusia: „Jesteś odważniejszy, niż sam w to wierzysz, jesteś silniejszy, niż ci się wydaje i jesteś mądrzejszy, niż myślisz” – to ważne, aby o tym pamiętać podczas 42 kilometrów biegu po Warszawie.
Następnie reprezentacyjnym Nowym Światem maratończycy dobiegną do słynnej Palmy na Rondzie gen. Charlesa de Gaulla i tam, Mostem Poniatowskiego, przebiegną na drugą stronę Wisły. Słynny „Poniatoszczak” to jeden z najważniejszych mostów w Warszawie. Wielokrotnie niszczony podczas działań wojennych i wciąż odbudowywany. To tu startuje też Półmaraton Warszawski.
Na pierwszych kilometrach biegaczy czeka bardzo długa prosta, aż od palmy do Ronda Wiatraczna, czyli prawie pięć kilometrów. Co ważne, więcej jest tam z górki niż pod górkę. A statystyki mówią, iż wiatr częściej wieje tam w stronę Pragi, więc i w plecy maratończyków. Na „Wiatraku” nastąpi zakręt w Grochowską. Co prawda Fundacja Maraton Warszawski zapewnia wystarczającą liczbę punktów odżywczych, ale w tym miejscu znajdują się słynne Rurki z Wiatraka. Miejsce, w którym od prawie 70 lat tworzy się jedne z dwóch najlepszych rurek z kremem w Stolicy naszego kraju. Nie chcemy podpuszczać, ale foto z numerem startowym i słynną rurką podczas biegu, to byłoby coś…
Zostając w klimatach kulinarnych – po przebiegnięciu kilku kilometrów ulicą Grochowską mijać będziemy fabrykę Wedla. Można nie zauważyć budynku, ale na pewno poczujemy zapach czekolady! Teraz trochę nauki. Parę dni temu ukazało się badanie mówiące o tym, iż wąchanie czekolady poprawia możliwości fizyczne mierzone siłą wyprostu nóg na maszynie. W badaniu brała udział mała grupa uczestników i byli na czczo, ale biegacze mogą sprawdzić te badanie i udowodnić, iż wąchanie czekolady poprawia wyniki w maratonie!
Następnie trasa przebiega wzdłuż słynnego, biegowego parku Skaryszewskiego. To tu formę szlifują tysiące biegaczy, a maratończyków może ukoić zieleń drzew, ale też natchnąć widok Stadionu Narodowego. Uczestnicy 48. Maratonu Warszawskiego okrążą stadion zbudowany na EURO 2012 i Wybrzeżem Szczecińskim pobiegną w stronę ZOO. Co ważne, tu wciąż będą fragmenty ze zbiegami i żadnych, żadnych podbiegów!
Zaraz za ZOO czeka największy na tasie, ale wciąż mały podbieg. 1,6% nachylenia to jest nic! Szczególnie dla maratończyków! A jakbyście czuli jakiś kryzys na tym szesnastym kilometrze, to w głowie miejcie jedno – już za moment na Moście Gdańskim czeka na Was jedna z najpiękniejszych panoram Warszawy jaka istnieje. Po swojej lewej stronie czeka na Was piękny widok nowoczesnego centrum na dalszym planie oraz Starówki na bliższym. To jest naprawdę piękny widok.
Lewobrzeżna cześć miasta
Po wbiegnięciu na lewobrzeżną część Warszawy czeka Was szeroka prosta i często tłum kibiców przy Metrze Dworzec Gdański. To tu zawsze zbiera się ich sporo. Wszystko dlatego, iż łatwo tam dotrzeć metrem, a dwa, iż nad tym miejscem, biegacze przebiegną jeszcze raz przez wiadukt w ciągu ulicy Adama Mickiewicza. Dlatego jak macie swojego kibica, którego chcecie postawić na jakimś punkcie trasy, to tu jest świetne miejsce. Spokojnie dojedzie ze startu metrem przez zaledwie dwie stacje na Dworzec Gdański. Pokibicuje na 19. i 38. kilometrze i jak nie będziecie biec tempem 3:00 min/km to jeszcze pewnie zdąży stamtąd na metę znowu wsiadając do metra.
Kawałek dalej biegacze przebiegną ulicą, do której nazwy nie powinni się przywiązywać. Ulica Kłopot. Maratończykom kłopot na 20. kilometrze nie jest potrzebny. Spokojnie, nazwa ulicy wcale nie pochodzi od jakichś problemów, a od nazwiska Mateusza Kłopockiego, który w tych okolicach miał spory kawałek ziemi… tak spory, iż w tej chwili deweloperom pociłyby się dłonie.
Raz, dwa i za chwilę półmetek. Przy Cmentarzu Powązkowskim uczestnicy będą mieli już w nogach półmaraton i miejmy nadzieję, iż nikt nie będzie leciał w trupa na tym przycmentarnym odcinku, bo do finiszu jeszcze daleko.
Biegacze właśnie dotarli na warszawską Wolę! To piękny kawałek miasta z historią oczywistą jak walki powstańcze i tą mniej oczywistą, gdyż biegnąc ulicą Obozową miniecie słynne osiedle TOR. Pablo Picasso w 1948 roku podczas swojej wycieczki do Warszawy odwiedził te tereny i był pod wrażeniem nowoczesności (jak na tamte lata) całego osiedla. Powstawało ono w części z gruzu zniszczonej wojną Warszawy. Słynny malarz był pod takim wrażeniem, iż wszedł do jednego z budowanych mieszkań i namalował na jego ścianie wielką syrenkę! Historia się rozeszła, późniejszych lokatorów tego mieszkania odwiedził Bierut i tysiące innych ludzi. Męczyło ich to, więc poszli do budowlanego kupili farbę i zamalowali syrenkę w 1953 roku.
Po co taki długi wywód o tym wydarzeniu? Po pierwsze Pablo nie malował mieszkań co chwilę. Po drugie na Obozowej czeka na biegaczy lekki podbieg i potem krótki wiadukt. Zamiast o nim, lepiej myśleć o tym, jak Picasso malował syrenkę. Mogłem jeszcze tu opisać historię mordercy z pobliskiego Lasku na Kole, ale Picasso wydał się bardziej przystępny.
Bemowo
Niedługo później maratończycy przebiegną obok Fortu Bema, skrytego w zieleni. Sam Fort powstał pod koniec XIX wieku jako część drugiego pierścienia Twierdzy Warszawa, zespołu fortyfikacji mającej strzec Warszawę. Oczywiście ze względu na czas powstania miał on chronić rosyjskie władze podczas zaboru. w tej chwili Fort jest miejscem spacerów, a także życia saren, dzików, lisów, prezesów spółek skarbu państwa czy innych bogatych ludzi, którzy kupili apartamenty na luksusowym osiedlu postawionym na terenie fortu.
Również tam niszczeją dawne budynki wojskowe oraz klubu CWKS Legia Warszawa. To tu mieściła się sekcja boksu i zapasów stołecznego wojskowego klubu. Na jednym z budynków wciąż widnieje napis „To tu zaczyna się droga do igrzysk olimpijskich”. I skoro kilkadziesiąt lat temu stare, nieocieplane sale mogły wychować mistrzów świata i olimpijskich w boksie i w zapasach, to tym bardziej Ty w wygodnych butach z zegarkiem z GPS dasz radę dobiec do mety… i mamy nadzieję nie przewrócić się na dziurach, którymi upstrzona jest ulica Waldorffa.
Po walce na Waldorffa skręcicie dwa razy w lewo i ulicą Obrońców Tobruku miniecie Fort Bema z drugiej strony i wbiegniecie na bemowskie blokowisko. Tu też możecie liczyć na doping okolicznych mieszkańców. Fanów lotnictwa ucieszy fakt, iż całe osiedle powstało na terenie dawnego wojskowego lotniska. Wśród bloków wciąż stoi wieża kontroli lotów, a część parkingów powstała na płytach postojowych, na których wciąż widnieją ślady miejsc parkingowych dla myśliwców.
Szeroką ulicą Powstańców Śląskich pokonacie trzydziesty kilometr maratonu. Ten owiany złą sławą, ale to tylko trzydziesty kilometr, kilometr jak każdy inny. Niedługo po nim wbiegniecie na Bielany i Żoliborz.
Zielony Żoliborz…
Tu nastąpiła kolejna, drobna korekta. Biegacze ulicą Lindego pobiegną w stronę lasu Bielańskiego. Jest to zmiana na plus względem zeszłego roku. Trasa jest bardziej osłonięta od ewentualnego wiatru i biegnie bardziej zabudowanym obszarem, więc i na wsparcie kibiców można liczyć bardziej. Następnie ulicą Marymoncką maratończycy przebiegną obok lasu Bielańskiego, miejsca treningu tysięcy warszawskich biegaczy oraz obok Akademii Wychowania Fizycznego. To na tych terenach przygotowuje się m.in. Pia Skrzyszowska.
Dalej ulicą Słowackiego i Mickiewicza będzie można pobiec wzdłuż pięknego, zielonego Żoliborza. Tu można liczyć na doping osób, które wybiorą się w niedzielę na śniadanie do którejś z dziesiątek knajpek, umiejscowionych wzdłuż trasy. Oczywiście przypominamy, iż z pełnymi ustami nie dopingujemy, bo grozi to zakrztuszeniem kibica lub opluciem biegacza.
To tutaj znajduje się wspomniany wcześniej wiadukt przy stacji metra Dworzec Gdański, więc ponownie będziecie mogli zobaczyć swoich kibiców.
Coraz bliżej do mety
Ostatnie kilometry to często trudny moment. Wszystko boli, a jak biegniemy na życiówkę może choćby zdawać się nam, iż na trasie dopinguje nieżyjąca od lat babcia. choćby biegnący dla funu będą już odczuwać trudy biegu, bo okolice 40 kilometra to zawsze wyjątkowe miejsce. Trudy umilić nam może widok Krakowskiego Przedmieścia. Miejsce, które przyciąga setki tysięcy turystów, tym razem będzie oddane całe dla biegaczy. Przebiegniecie obok Pałacu Prezydenckiego, obok pomnika Kopernika i już za moment zakręt w prawo i ponownie jesteście na Świętokrzyskiej, tak jak na pierwszym kilometrze.
Tu pamiętajcie słowa Kubusia Puchatka! I ogień do mety. Widok mety na tle wieżowców, kamienic, zieleni parku robi wrażanie. Na każdym. choćby jakby zmęczenie i mleczan wylewają się już choćby oczami.
A za metą? Za metą czeka na was medal i ekipa Bieganie.pl, a nieco później odciski, sól na twarzy, wilczy głód, graniczne zmęczenie i ból nóg przez parę dni. Czyli wszystko to, co my biegacze lubimy najbardziej!
PS. Materiał nie powstał przy współpracy z Rurkami z Wiatraka i Fabryką Czekolady E. Wedel… a szkoda.

2 dni temu









