Zmarzlik skomentował zamieszanie na Grand Prix. Tak zachowali się zawodnicy

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Wielka ulewa

Grand Prix Polski rozgrywane w sobotni wieczór na zawsze przejdzie do historii czarnego sportu. Ulewa, która nadciągnęła nad Stadion Olimpijski około godziny 18 spowodowała spore opóźnienie. Zawody kończyły się bowiem około północy, kiedy zawodnicy przekraczali linię mety w finale. Najlepszy okazał się Bartosz Zmarzlik. Polak po zawodach postanowił zabrać głos na temat wydarzeń, które miały miejsce wcześniej.

Zamieszanie przed startem rundy Grand Prix

Burza oznaczała, iż start do pierwszego biegu rywalizacji się opóźni. Nie dość, iż stan toru uległ zmianie, to jeszcze zalane zostały boksy zawodników w parku maszyn. W pewnym momencie rozpoczęto jednak prace torowe, a chwilę przed godziną 20 zgodnie z oficjalnym komunikatem turniej miał się rozpocząć. Wtedy w parku maszyn kamery telewizyjne pokazywały rozmowy między zawodnikami a Philem Morrisem. Ostatecznie zmagania się wtedy nie rozpoczęły. O tamtej sytuacji wprost wypowiedział się Bartosz Zmarzlik, który przyznał, iż zawodnicy w żadnym momencie nie odmówili jazdy.

– Nie było jakby możliwości pracy, bo wiecie, zielone światło i jedziemy. Dwa motory zimne, kaski za kałużą, gogle zaparowane, wszystko. Torbę dotykam, cieknie po niej. Nie wiem, gdzie co jest. Ochraniacza na plecy nie mogę znaleźć. Chaos wielki. No mówimy jak? Nie możemy zadecydować coś w pięć minut. No spokojnie. Nie mówimy nie oczywiście, bo to nie było, iż my nie chcemy jechać, bo jest mokro. Nie. Tylko no dajcie nam przestrzeń – zaznaczył Zmarzlik.

Po rozmowach nastało długie i nerwowe oczekiwanie na dalsze decyzje. W momencie, kiedy opad zelżał, ponownie rozpoczęto prace torowe. Porządkowi, a także ciężki sprzęt doprowadzili nawierzchnię do stanu umożliwiającego ściganie. Kiedy wydawało się, iż turniej się rozpocznie, zawiodła elektryka. Sędzia zawodów nie był w stanie między innymi zapalić zielonego światła oraz puścić taśmy startowej. To oznaczało, iż istniała realna możliwość startów z wykorzystaniem chorągiewki. W pewnym momencie udało się jednak naprawić usterkę. Tak na ten temat wypowiedział się sześciokrotny mistrz świata.

– Nie no tym byłem załamany. Jezus Maria, panie elektryku, dziękujemy – skwitował Bartosz Zmarzlik.

Dzięki zwycięstwu Polak powrócił na prowadzenie w klasyfikacji FIM Speedway Grand Prix. Tym samym Zmarzlik po pięciu rundach jest na dobrej drodze, aby zdobyć swój siódmy tytuł i zostać samodzielnym rekordzistą pod tym względem.

Brady Kurtz, Bartosz Zmarzlik
Idź do oryginalnego materiału