"Zjedzą Lewandowskiego". Ferran Torres naprawdę to powiedział. Trener nie wierzył

2 godzin temu
Choć Ferran Torres więcej gra i więcej strzela w tym sezonie w Barcelonie, według mnie to Robert Lewandowski pozostaje napastnikiem numer 1 w oczach niemieckiego trenera Hansiego Flicka - pisze Dariusz Wołowski ze Sport.pl.
- Nasi stoperzy zjedzą Lewandowskiego – powiedział Ferran Torres w 2021 roku, tuż przed przesuniętym o rok, ze względu na pandemię, Euro 2020. – To już macie tytuł do tego wywiadu – zakończył rozmowę z dziennikarzami "Marki". Chciał powiedzieć coś oryginalnego, co nieczęsto zdarza się aktywnym piłkarzom.

REKLAMA







Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. "Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!"



Dziennikarze nie przekręcili słów Ferrana
Jego wypowiedź na temat kapitana reprezentacji Polski stała się głośna. Gdy na konferencji prasowej przed meczem Hiszpania – Polska w Sewilli zapytałem o nią Luisa Enrique, ówczesnego selekcjonera reprezentacji Hiszpanii, ten odpowiedział: - Nie wierzę, iż to słowa Ferrana. Pewnie dziennikarze je przekręcili.
Enrique nie wiedział, iż Ferran udzielił wywiadu przed kamerą i nagranie jego słów można znaleźć na portalu dziennika "Marca". Wypowiedź okazała się tym bardziej nieszczęśliwa, iż 16 czerwca na Estadio La Cartuja w Sewilli Hiszpania zremisowała z Polską 1:1. Bramkę dla gospodarzy zdobył Alvaro Morata, a Lewandowski wyrównał strzałem głową, przeskakując hiszpańskich stoperów, którzy mieli go zjeść.
Ferran był wtedy jeszcze napastnikiem Manchesteru City. Lewandowski grał w Bayernie Monachium. Młody Hiszpan nie mógł przypuszczać, iż zaledwie rok później ich drogi zejdą się na Camp Nou. Barcelona wykupiła Ferrana z Premier League w styczniu 2022 roku za 55 mln euro. Pół roku później do klubu przyszedł 34-letni Polak, który w kolejnych trzech sezonach był najskuteczniejszym graczem drużyny. I jej podstawowym napastnikiem. Ferran czekał na ławce na swój moment.


Oczywiście mogli grać czasem razem, bo 12 lat młodszego Hiszpana dało się obsadzać w roli skrzydłowego. W środku ataku trenerzy - Xavi Hernandez, a potem Hansi Flick - widzieli Polaka. Może gdyby kataloński szkoleniowiec nie został zwolniony latem 2024 roku, Ferran stałby się u niego podstawowym napastnikiem. Xavi uważał, iż 36-letni Lewandowski jest już na to za stary i nie daje gwarancji klubowi z topu.



Jego następca, Flick, był innego zdania. Polak zdobył w poprzednim sezonie 42 gole, jak za najlepszych lat. Obecne rozgrywki zaczął jednak od kontuzji. Ferran grał, strzelał i jego rola w zespole wzrosła. Potem Lewandowski miał kolejny uraz mięśniowy, którego nabawił się w meczu kadry w Kownie z Litwą w październiku. Stracił przez to ligowy klasyk z Realem Madryt na Santiago Bernabeu, a w sumie z powodu kontuzji opuścił jesienią pięć meczów Barcelony.
Na początku grudnia Lewandowski zagrał w podstawowym składzie w hicie z Atletico Madryt. Zmarnował karnego, ale asystował przy bramce Daniego Olmo na 2:1. Rezerwowy Ferran ustalił wówczas wynik na 3:1 i od tamtej pory to on wychodził w podstawowym składzie. Z wyjątkiem spotkania w Lidze Mistrzów z Eintrachtem Frankfurt.
Dopiero w finale Superpucharu Hiszpanii, 11 stycznia przeciw Realowi, Lewandowski wrócił do wyjściowej jedenastki Barcelony. W tym sezonie zagrał o 573 minuty mniej od Ferrana, ale w najważniejszych spotkaniach Flick stawia na niego.


Polak i Hiszpan to napastnicy o zupełnie odmiennej charakterystyce. Ferran lubi mieć przestrzeń do grania, wychodzić do prostopadłych podań za plecami obrońców. Nie przepada za walką w tłoku w polu karnym. Często jednak nie ma wyjścia, gdy Barcelona spycha rywala pod jego bramkę. W pojedynkach powietrznych, w przepychankach z obrońcami na małej przestrzeni, wciąż więcej atutów ma 37-letni Lewandowski.



Zalety Ferrana to młodość, szybkość, technika. Ale efektywnością pod bramką ustępuje Polakowi. Widać to w statystykach z meczów ligowych. Hiszpan potrzebuje 110 minut gry, by zdobyć gola, Lewandowski - 80.
Przyszłość należy do Ferrana Torresa
Wierzę Flickowi, gdy mówi, iż to dla niego błogosławiony problem - wybieranie między dwoma napastnikami wysokiej klasy. Może ich dobierać do przeciwników, do taktyki, według formy, z uwzględnieniem zmęczenia. To oczywiste, iż w wieku 37 lat Lewandowski nie jest w stanie biegać po boisku co trzy dni po 90 minut.
Gdyby połączyć atuty Hiszpana i Polaka, powstałby napastnik doskonały. Taki, jakim Lewandowski był pięć lat temu, gdy dla Bayernu strzelał po 50 goli w sezonie. Jeszcze wcześniej, w Borussii Dortmund, wykańczał skutecznie akcje po przebiegnięciu z piłką 50 metrów. Teraz nie jest w stanie. Co nie zmienia faktu, iż gdyby Barcelona miała grać dziś finał Ligi Mistrzów, sądzę, iż Flick wystawiłby do podstawowego składu Lewandowskiego. Nie mam oczywiście pewności, ale jesienią w kluczowych meczach wybierał Polaka, jeżeli tylko był zdrowy.


Niemiec unika klasyfikowania swoich napastników - kto jest dla niego w środku ataku numerem 1, a kto numerem 2. To nie miałoby wielkiego sensu, bo ten numer 2 byłby mniej zmotywowany. Tymczasem dziś obaj czują się tak samo niezbędni w zespole. Lewandowski rozumie swoją nową rolę. Wie, iż nie może grać w każdym meczu od początku do końca. Siada na ławkę bez frustracji, bo Flick go nie odstawia, a tylko oszczędza na najważniejsze momenty. Musi ostrożnie gospodarować siłami i zdrowiem. Nie każdy mecz ma takie samo znaczenie.



Ferran jest piłkarzem najwyższej klasy, reprezentantem mistrzów Europy, lidera rankingu FIFA. W zeszłym roku zdobył najwięcej goli wśród wszystkich rodaków występujących w wielkich ligach Europy. 27 – tyle samo co Lewandowski.
W tym sezonie ma ich 15, a Polak - o pięć mniej. Ich rywalizacja, a może raczej współpraca, dała drużynie 25 z 79 bramek zdobytych do tej pory. Siłą zespołu Flicka jest fakt, iż gole zdobywają wszyscy gracze ofensywni, także Raphinha, Yamal, Rashford, Fermin Lopez i Dani Olmo. W Realu ciężar zdobywania goli spada na Kyliana Mbappe, co czyni go przewidywalnym.
Według hiszpańskich mediów Flick i szefowie Barcelony są bardzo zadowoleni z rozwoju Ferrana. Jego kontrakt wygasa w połowie 2027 roku, więc przedłużenie go jest priorytetem dla klubu. Prezes Joan Laporta i dyrektor sportowy Deco chcą też wykupić Marcusa Rashforda z Manchesteru United, bo cenę 30 mln euro uważają za atrakcyjną jak na skrzydłowego tej klasy. Tymczasem pozostawienie Lewandowskiego w Barcelonie jest mało prawdopodobne, ale nie ze względu na aktualną formę, tylko wiek i status najwyżej opłacanego piłkarza w drużynie. Polak zaakceptuje znaczącą obniżkę pensji, ale w sierpniu kończy 38 lat i bardziej realne jest, iż skuszą go propozycje z amerykańskiej MLS lub Saudi Pro League.
Prawdopodobnie jest to więc ostatni sezon Lewandowskiego w klubie z europejskiego topu. Kontrakt z Barceloną wygasa w czerwcu. Gdyby Deco zdecydował się go przedłużyć, byłby to ewenement w skali światowej. Już w połowie 2022 roku, gdy Polak przybywał na Camp Nou, większość nie wierzyła, iż zostanie tam tak długo. Umowa miała trwać trzy lata z opcją przedłużenia o rok. Lewandowski ją właśnie wypełnia.



"Z Bayernu nie idzie się na emeryturę" – to reguła obowiązująca w bawarskim klubie. Piłkarz zatrudniony na Allianz Arena musi być w szczycie formy, nikt nie będzie czekał, aż dotrwa do końca kariery. Dlatego już w 2022 roku Lewandowskiemu zapowiadano, iż gdy za rok jego kontrakt wygaśnie, może zostać przedłużony tylko o kolejne 12 miesięcy. To uraziło kapitana reprezentacji Polski, który wymusił transfer do Barcelony. Prezes Laporta zapłacił 45 mln euro z kasy klubu tonącego w długach i dotąd nie miał powodu żałować. W trzy lata Barcelona zdobyła dwa tytuły mistrza Hiszpanii, dwa Superpuchary, Puchar Króla oraz wróciła do półfinału Ligi Mistrzów.
Lewandowski miał pokazać młodzieży z akademii La Masia, jak dba o siebie i pracuje profesjonalista. Pod tym względem też wypełnił swoje zadanie. Ferran nie ma z nim łatwo, ale nie narzeka. Rywalizacja z kapitanem polskiej kadry czyni go lepszym napastnikiem. Przyszłość i tak będzie należała do niego, czy stanie się to za miesiąc, czy za pół roku.
Idź do oryginalnego materiału