Sobotnia inauguracja Drużynowego Pucharu Ekstraligi na torze w Wawrowie przyniosła fatalne wieści dla kibiców spod Jasnej Góry. Niestety, potwierdził się czarny scenariusz dotyczący stanu zdrowia Borysa Nemsa. Lider miniżużlowców Stilmar Włókniarza Częstochowa, który uczestniczył w groźnie wyglądającym karambolu, przeszedł już szczegółowe badania. Diagnoza jest bolesna: złamanie kości ramieniowej, co oznacza dłuższy rozbrat z motocyklem.
Do dramatycznych wydarzeń doszło w szóstej gonitwie dnia. Borys Nems, walcząc o punkty, zaatakował Nikodema Przedpełskiego, co doprowadziło do upadku obu zawodników. Sytuacja stała się dramatyczna chwilę później, gdy w leżącego na torze kolegę z zespołu niefortunnie uderzył Fabian Biczak. O ile Przedpełski opuścił owal o własnych siłach, o tyle przy zawodniku „Lwów” niezbędna była pomoc medyków i użycie noszy.
To potężny cios dla częstochowskiej ekipy, ponieważ Nems od początku sezonu 2026 imponował kapitalną formą. Młody żużlowiec udowadniał swoją wartość niemal w każdych zawodach, czego najlepszym dowodem było wywalczenie drugiego miejsca w dobrze obsadzonym Memoriale Andrzeja Skulskiego, gdzie w finale uległ tylko jednemu rywalowi. Także w zmaganiach pucharowych i drużynowych w Rybniku Borys był liderem, na którym opierał się wynik Włókniarza, seryjnie przywożąc do mety trójki.
Teraz częstochowianie będą musieli radzić sobie bez swojego lidera, a sztab szkoleniowy czeka trudne zadanie załatania dziury w składzie. Dla samego Borysa Nemsa to bolesny moment, zwłaszcza iż sezon dopiero nabierał rumieńców, a jego wyniki pozwalały wierzyć w walkę o najwyższe laury w tegorocznym cyklu. Na ten moment nie wiadomo, jak długo potrwa rehabilitacja.














