
Znany pracownik FAME jest rozczarowany nowymi zasadami względem krytykowania sędziów organizacji. Utarczka słowna z sędzią Jaroszem.
Piotr Jarosz to jeden z najbardziej rozpoznawalnych sędziów klatkowych w polskim świecie freak fightów, a jego nazwisko od lat nierozerwalnie kojarzy się z galami FAME MMA. Dla jednych jest symbolem porządku i kontroli w chaotycznym świecie walk celebrytów, dla innych arbitrem, którego decyzje zbyt często wywołują burzę w mediach społecznościowych. Jedno jest jednak pewne: trudno znaleźć osobę, która choć trochę interesuje się FAME, a nie zna Piotra Jarosza. Podyktowane jest to rzecz jasna tym, iż jest on sędzią głównym organizacji w związku z czym jest on obecny niemalże zawsze i wszędzie, gdy mamy do czynienia z ważeniem zawodników czy samymi pojedynkami.
Sędziowanie w freak fightach znacząco różni się od klasycznego MMA. W klatce często pojawiają się zawodnicy bez odpowiedniego przygotowania technicznego, doświadczenia i kontroli emocji. To sprawia, iż sędzia musi reagować błyskawicznie, nierzadko podejmując decyzje na granicy ryzyka. Jarosz wielokrotnie znajdował się właśnie w takich sytuacjach, gdy tak naprawdę musiał balansować pomiędzy widowiskiem, a bezpieczeństwem uczestników, które jest w tym wszystkim najważniejsze.. Jego interwencje bywały oceniane skrajnie: jedni zarzucali mu zbyt szybkie przerywanie walk, inni twierdzili, iż reagował za późno.
Jeszcze większe kontrowersje wokół pracy Piotra Jarosza rodziły się po głośnych pojedynkach, w których stawką była nie tylko wygrana, ale też ogromne emocje i medialny rozgłos. Zawodnicy otwarcie krytykowali jego decyzje, a kibice doszukiwali się niekonsekwencji w sędziowaniu w związku z niestandardowymi zasadami, do których zarówno oni, jak i sami zawodnicy nie byli przyzwyczajeni.
We freak fightach niemalże każdy błąd momentalnie trafia pod lupę internetu, co dodatkowo potęguje presję na sędziego. Jarosz stał się przez to jedną z najczęściej komentowanych postaci nie tylko po walkach, ale często jeszcze w trakcie wydarzenia. Co ciekawe, choćby teraz towarzyszy mu łatka tzw. „kalosza”, za którą stoi liczne grono internatów będących niezadowolonych z jego pracy.
ZOBACZ TAKŻE: Szokujące zachowanie Kapeli. Kontrowersyjna akcja z „Papjeżem” przed galą PRIME [WIDEO]
Sam zainteresowany wielokrotnie podkreślał, iż jego głównym celem jest ochrona zdrowia zawodników. W realiach FAME MMA, gdzie różnice w umiejętnościach bywają ogromne, sędzia nie może pozwolić sobie na „czekanie do końca”, jeżeli widzi realne zagrożenie. To podejście sprawia, iż jego decyzje bywają niepopularne, ale jednocześnie zrozumiałe z punktu widzenia bezpieczeństwa.
Tak było choćby w przypadku walki Amadeusza „Ferrariego” z Kamilem Łaszczykiem, która była main eventem gali FAME MMA 17. To, co tam się wydarzyło, było skandalem dla wielu, w tym przede wszystkim dla Amadeusza, jednakże decyzja Jarosza o zakończeniu walki była bezdyskusyjnie adekwatna. Nie był to jedyny raz, gdy obrywało mu się za dobre wywiązywanie się ze swoich obowiązków. To naturalnie nie jest przypadkowe, bowiem fakt, iż powoływany przez niego sztab sędziowski bywa niekonsekwentny, sprawił, iż stracił on zaufanie w oczach wielu oglądających, a choćby samych zawodników.
Pracownik FAME rozczarowany nowymi zasadami
Najgłośniej niewątpliwie było o konflikcie Jarosza z Mateuszem „Don Diego” Kubiszynem. Mowa o wydarzeniach z połowy lipca ubiegłego roku, które były następstwem wydarzeń z gali FAME 26: Gold. Mieliśmy wówczas do czynienia z niespodziewaną sytuacją, której następstwem była kontrowersyjna decyzja, której wiele osób w jakikolwiek sposób nie było w stanie zrozumieć, bowiem było to dla nich coś nowego.
Abstrahując jednak od samego zaskoczenia wywołanego za sprawą „decyzji technicznej”, to fakt, iż wcześniej nie było mowy o takim scenariuszu, sprawił, iż Piotr Jarosz i jego rzetelność jeszcze bardziej straciła zdaniem sporego grona fanów FAME. Najwięcej jednak do zarzucenia miał mu Mateusz „Don Diego” Kubiszyn, dla którego porażka poprzez decyzję techniczną również była szokiem i to bardzo negatywnym, lekko rzecz ujmując.
ZOBACZ TAKŻE: Znamy kolejnego uczestnika S-Class Tournament. Gwiazda powalczy o Mercedesa
Były mistrz GROMDY w jej wyniku stracił szansę na milion, a swój żal wylał właśnie na Piotrze Jaroszu, względem którego posłużył się wieloma inwektywami. Teraz jednak nie będzie już mogło dojść do takiej sytuacji, a wszystko za sprawą nowych zapisów w regulaminie FAME, z czym zapoznać się można —> tutaj.
Owe zmiany wywołały wielkie poruszenie. W sieci rozgorzała burza, a fani hybrydowej organizacji stanęli po dwóch stronach barykady – jedni są zdania, iż zmiana jest pozytywna, z kolei drudzy wręcz przeciwnie. Swoje trzy grosze na ten temat zdecydował się dorzucić Maciej Turski:
Ocenzurowane wypowiedzi zawodników, bo sędziowie boją się krytyki po ewentualnych błędach.
Oczywiście, poziom trzeba trzymać w ocenie, ale tak stawianie sprawy i zakładanie potencjalnej kłódki na usta zawodników… dla mnie niepotrzebne.
– napisał Maciej Turski w swoich social mediach, co spotkało się z poniższą odpowiedzią Jarosza:
Przepraszam, iż zabrałem Wam kawałek show i wyświetleń. Freakfight, a patofight. Rozmowa, argumenty itd – Tak. Patologiczne wyzwiska, obrażanie oraz próby wzbudzenia zainteresowania w sposób obraźliwy – Nie. Przecież każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie w sposób normalny.
– napisał sędzia główny organizacji FAME.
Na tym się jednak nie skończyło, bowiem głos w sprawie ponownie zabrał „Hiena”:
To już jest żałosne show. Sędzia Jarosz wychowawca we freakach. Zawsze można rzucić freaki i pozostać przy sporcie. I najważniejsze robić pod publiczkę szopkę z zaznaczeniem swojej misyjności. Oczywiście.
– podsumował swoje stanowisko w tej sprawie Maciej Turski dzięki swoich social mediów.

Oczywiście za zmianami stoi nie tylko sędzia Jarosz, ale również federacja FAME, która w mniejszym bądź większym stopniu musiała brać w tym udział. Na ten moment nie znamy jednak zdania zawodników w tej kwestii, która prawdopodobnie ich części nie przypadnie do gustu.

1 dzień temu















