Wyciągnęli to z jego nogi! Koszmarny rok polskiego żużlowca. Zabieg zmienia wszystko

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Żużel to sport dla ludzi z żelaza, ale czasem choćby największa ambicja musi ustąpić miejsca brutalnej rzeczywistości medycznej. Ostatnie miesiące dla Kacpra Witrykusa były prawdziwą drogą przez mękę. Młody wychowanek z Zielonej Góry wiązał z tegorocznym sezonem ogromne nadzieje i na początku roku udowadniał, iż nie są to słowa bez pokrycia. Znakomity występ na Zapleczu Kadry Juniorów w Gdańsku, gdzie wywalczył 13 punktów i stanął na podium, pokazał wielki potencjał tego chłopaka. Wszystko załamało się jednak w najgorszym możliwym momencie.

Koszmar zaczął się podczas kwietniowego turnieju pożegnalnego Grzegorza Walaska. Groźnie wyglądający karambol z Martinem Vaculikiem przyniósł fatalne konsekwencje: uraz obojczyka, potłuczone żebra oraz niezwykle skomplikowane, otwarte złamanie kości piszczelowej. Próby szybkiego powrotu pod taśmę w czerwcowych rozgrywkach U24 Ekstraligi okazały się przedwczesne. Noga nie była gotowa na obciążenia, a potężny ból wygrywał z wolą walki. Przełom sierpnia i września przyniósł bezwzględną diagnozę lekarzy i kategoryczny zakaz startów z powodu braku zrostu kości

Młodzieżowiec zabrał niedawon głos w mediach społecznościowych. W szczerym i emocjonalnym wpisie podsumował rok, który zamiast spektakularnych sukcesów przyniósł mu najcięższą próbę w dotychczasowej karierze.

2026 miał być moim sezonem. Nie tak miało to wyglądać… Zimą zrobiłem wszystko, żeby być w pełni przygotowanym. Ciężka praca, przygotowania, sprzęt — wszystko było podporządkowane jednemu celowi: wyjechać na tor i pokazać, na co mnie stać. Dzięki ogromnej pomocy Pana Tomka Kruka, Adama Kulczyńskiego, Nikodema Bartocha miałem świetnie przygotowane i spasowane motocykle. Dzięki wielkiemu wsparciu trenera Grzegorza Walaska dostałem szansę na starty, rozwój i zdobywanie doświadczenia – relacjonuje Kacper Witrykus.

Wychowanek zielonogórskiego klubu wspomina obiecujący początek roku, zanim doszło do nieszczęśliwego wypadku, który wywrócił jego plany do góry nogami.

Zdążyłem zadebiutować w sparingach i zdobyć pierwsze punkty. Później przyszło powołanie do zaplecza kadry. Tam pokazałem poziom, na który ciężko pracowałem. Pojechałem tak, jak sobie zaplanowałem, i zakończyłem rywalizację na 3. miejscu. Dostałem również zaproszenie na turniej trenera — było to dla mnie ogromne wyróżnienie. Wynik nie był taki, jakiego chciałem, ale na torze zostawiłem całe serce. Wszystko zaczynało się układać, ale przyszła kontuzja. I nagle zamiast walczyć z rywalami na torze, zacząłem walczyć o powrót do pełnej sprawności – wyznaje poruszony junior.

Kulisy czerwcowej próby powrotu do ścigania pokazują, jak wielkie ryzyko podjął młody zawodnik. Walczył z własnym ciałem na każdym wjeździe w łuk, jednak noga wysyłała jasne sygnały ostrzegawcze.

Bardzo chciałem wrócić. Próbowałem w czerwcu. Walczyłem. Niestety tym razem przegrałem z własną nogą. Ten sezon nauczył mnie przede wszystkim cierpliwości. Dziękuję AK Slaný i Milanowi Machowi za wsparcie, mimo iż w tym sezonie nie było mi dane wystartować. Dziękuję Panu Rafałowi Prokopiukowi z Akton Old School Gym za pomoc i wsparcie w powrocie do formy. Dziękuję Panu Krzysztofowi Piszlewiczowi za odtworzenie mojego ulubionego kasku po wypadku. Dziękuję firmie Tachotronic i PapCup za wsparcie – podkreśla zawodnik.

Światło w tunelu wreszcie się pojawiło. Ostatnia wizyta w gabinecie medycznym przyniosła konkretne decyzje, które mają ostatecznie rozwiązać problem ze zrastaniem się kości piszczelowej i otworzyć drogę do zimowych przygotowań.

Ogromne podziękowania kieruję również do kliniki HM Siankowscy dla doktora Siankowskiego za leczenie mojej nogi. Właśnie została wyciągnięta śruba, co pozwoli przyspieszyć zrost i doprowadzić do ostatecznego zrośnięcia kości. Ten sezon był dla mnie najtrudniejszy. Nie walczyłem o punkty czy zwycięstwo. Walczyłem z bólem. Walczyłem o powrót. Ale wiem, jaki sport wybrałem. Wyciągam wnioski i zaczynam pracę od nowa. 2026 mnie zatrzymał, ale mnie nie złamał. Teraz czas na przygotowania. Czas na powrót. Czas na kolejny sezon. Do zobaczenia na torze. Dziękuję każdemu, kto był ze mną w tym trudnym czasie. Za każdy komentarz, wiadomość, dobre słowo i wsparcie. Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa – kończy z nadzieją Witrykus.

Wyciągnięcie śruby z zespolenia kostnego to przełomowy moment rehabilitacji. Przed 18-latkiem okres regeneracji i mozolnego budowania formy fizycznej w warsztacie i na siłowni, aby na wiosnę pod taśmą stanąć w pełni gotowym do walki na torze.

Idź do oryginalnego materiału