"Wszędzie śmierdzi". Ujawnili, co dzieje się we wiosce olimpijskiej

1 godzina temu
- Wszędzie śmierdzi dymem. Pod każdym względem jest tu niezwykle niewygodnie - tak na warunki w wiosce olimpijskiej skarżył się gruziński łyżwiarz figurowy Gleb Smolkin. Nie on jedyny. Według relacji sportowców w pokojach brakuje choćby koców. Organizacyjne wtopy nie ograniczają się jednak tylko do zakwaterowania. Dwaj łotewscy saneczkarze z treningu musieli wracać... autostopem.
Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 oficjalnie rozpoczęte. W Mediolanie, Cortinie d'Ampezzo i innych włoskich miastach zjawiły się już setki sportowców, którzy przez najbliższe dwa tygodnie powalczą o 116 kompletów medali w 16 dyscyplinach. Niestety przywitanie z igrzyskami nie dla wszystkich należało do przyjemnych. Pierwsi zawodnicy już zaczęli wytykać organizatorom pewne niedociągnięcia.

REKLAMA







Zobacz wideo Robert Lewandowski czy Kamil Stoch? "Nie znam go"



Tak mieszkają sportowcy w Mediolanie. "Nic nie naprawiono"
Na warunki w wiosce olimpijskiej narzekał m.in. gruziński łyżwiarz figurowy, Łuka Bieruława. - Pokoje są dość skromne. jeżeli coś "ukradniesz" dla siebie, możesz wygodnie mieszkać - stwierdził, cytowany przez sport24.ru. Ujawnił też, iż nie było w nich stołów, poduszek, a choćby koców. W końcu jednak udało mu się je załatwić. - Tak, dostaliśmy koce olimpijskie na specjalną prośbę. Powiedzieli, iż nie są dla wszystkich - wyjaśnił.


Z kolei jego koledzy z reprezentacji Gruzji - pochodząca z Rosji para Gleb Smolkin i Diana Davis (córka słynnej trenerki Eteri Tutberidze - red.) - skarżyła się, iż na awarię oświetlenia w pokoju. - Nic nie naprawiono. Szczerze mówiąc, pozostawia to wiele do życzenia - stwierdził Smolkin w rozmowie ze sport.ru. - I palą w mojej toalecie. A ja mam astmę - wytyknęła z kolei Davis. - Znajdziemy rozwiązanie. Bo wszędzie śmierdzi dymem. Pod każdym względem jest tu niezwykle niewygodnie - dodał Smolkin.
Nie mogli wrócić do wioski olimpijskiej. Trener ujawnia. "Nie wsiedli do autobusu"
Niezadowoleni są zresztą nie tylko gruzińscy łyżwiarze figurowi. Problemy nieco innego rodzaju spotkały łotewskich saneczkarzy. Jak ujawnił ich trener Daniels Fogelis w wywiadzie dla Łotewskiego Radia, dwaj jego zawodnicy Berzins Gints i Kristers Aparjods mieli problem, by wrócić do wioski olimpijskiej po treningu na torze. - Skończyli trening i stali na przystanku przez godzinę, po czym ostatecznie nie wsiedli do autobusu. Zatrzymali dopiero miejscowego Włocha i poprosili go, żeby ich zawiózł do wioski. Na zewnątrz jest zimno, pada śnieg, stoisz na przystanku, jest tam 60-70 osób, a autobusy nie kursują. jeżeli już, chcesz jechać, to na gapę - opowiadał.


Zastrzeżenia miał także warunków, w jakich realizowane są treningi. - jeżeli chodzi o salę treningową, organizatorzy również sprawili niemiłą niespodzianką, ponieważ saneczkarze, skeletoniści i bobsleiści - wszyscy mieszkający w Cortinie - są zmuszeni trenować w jednej małej hali. Byłoby to w porządku, gdyby dotyczyło to uczniów Szkoły Sportowej w Siguldzie, ale nie zawodowych sportowców - podsumował.
Idź do oryginalnego materiału