Vozinha stał się jedną z twarzy tegorocznych mistrzostw świata. Bramkarz Republiki Zielonego Przylądka przyznaje jednak, iż nagła popularność odebrała mu spokój. Gdyby mógł wybierać, wróciłby do dawnego życia.
Jeszcze przed mundialem Vozinha grał w portugalskim Chaves. Po meczu z Hiszpanią poznał go piłkarski świat. Jego interwencje pomogły Republice Zielonego Przylądka wywalczyć bezbramkowy remis z późniejszym mistrzem świata. Równocześnie wokół bramkarza rozpętało się zamieszanie w mediach społecznościowych.
Przed spotkaniem jego konto na Instagramie obserwowało 56 tysięcy osób. Po końcowym gwizdku liczba ta przekroczyła milion. Vozinha dowiedział się o tym dopiero od dziennikarki w strefie wywiadów. Wcześniej sądził, iż członek sztabu żartuje, opowiadając mu o gwałtownym wzroście popularności.
Dziś 40-latek odczuwa skutki tego zainteresowania poza boiskiem. W rozmowie z „The Observer” opowiedział, iż trudno mu wyjść do restauracji bez próśb o zdjęcie czy autograf. Zdarza się też, iż obcy ludzie go nagrywają. Aby choć trochę odciąć się od medialnego szumu, wyłączył powiadomienia z Instagrama.
„Gdybym miał wybrać między życiem, które mam teraz, a tym sprzed mundialu, wybrałbym to wcześniejsze” – przyznał Vozinha. Zwrócił uwagę, iż ludzie marzący o sławie często dostrzegają tylko jej przyjemną stronę.
Popularność dosięgła również jego rodziny. Według bramkarza kibice codziennie odwiedzają dom jego matki w Republice Zielonego Przylądka. Z kolei ojciec stara się zachować większy dystans. Vozinha wie, iż bliscy muszą nauczyć się stawiać granice, choć sam nie może im w tym pomóc na miejscu.
Po mundialu podpisał kontrakt z chilijskim Colo-Colo. Pozostał też w reprezentacji, mimo iż wcześniej rozważał zakończenie gry w kadrze. Cieszy go, iż sukces drużyny zwrócił uwagę na jego kraj. Jednocześnie podkreśla, iż osiągnięcie na mundialu było zasługą całego zespołu.

2 godzin temu















