Witold Skrzydlewski zaryzykował jego transferem. Nie może żałować podjętej decyzji?

speedwaynews.pl 59 minut temu

Pan Witold Skrzydlewski znany jest z tego, iż rozsądnie wydaje swoje pieniądze w żużlu. Gdy inni mają potężnych sponsorów czy ogromne wsparcie miasta, które finansują działanie zespołów w Łodzi jest zupełnie inaczej. Tam cały żużel kręci się wokół jednej osoby. Bez niego najpewniej nasz piękny sport nie miałby prawa bytu w „Mieście Włókniarzy”. W końcu to w dużej mierze z jego inicjatywy doszło do wybudowania łódzkiej MotoAreny i niespodziewanego sukcesu zespołu w 2026 roku.

Prezes Orła zaskoczył wszystkich budując skład oparty na zawodnikach niechcianych lub bardzo nieoczywistych. W tym gronie można wymienić Marcina Nowaka, Olivera Berntzona czy Szymona Szlauderbacha. Z pewnością największą gwiazdą jest tam Villads Nagel, którego kariera rozwija się w zaskakującym tempie. Najbardziej zaskakującym transferem bez wątpienia jest jednak Zach Cook – brat startującego w barwach Fogo Unii Bena. Było to duże ryzyko bo dla Australijczyka to dopiero pierwszy pełny sezon w seniorskich rozgrywkach w Polsce.

Powolny rozwój i szansa w Polsce

Co prawda jego kariera rozpoczęła się na poważnie pięć lat temu, jednak wtedy startował głównie w Anglii, gdzie trafił w 2015 za sprawą Todda i Brady’ego Kurtzów. Co prawda zaznaczył swoją obecność dopiero cztery lata później występując gościnnie w barwach Somerset Rebels. Był to tylko epizod. Jego kariera rozpędziła się na dobrą sprawę dopiero w 2021 roku ze względu na pandemię Covid-19. Od tamtego momentu reprezentował barwy: Poole Pirates, Wolverhampton Wolves, Belle Vue Aces czy Birmingham Brummies.

Wiedział jednak, iż jeżeli chce wiązać swoje życie z żużlem musi pójść o krok dalej. Tak z pomocą braci Holderów i Brady’ego Kurtza trafił do Torunia, gdzie miał okazję startować w rozgrywkach U-24 Ekstraligi w okresie 2022. Pokazał się z dobrej strony w 12 spotkaniach wykręcając średnią 1.931. To jednak nie przełożyło się na zainteresowanie w kolejnych latach, choć miał epizod we Wrocławiu. Tam wystąpił w jednym spotkaniu zdobywając w czterech startach 6+2. Wtedy przyszła wyczekiwana, ale nieoczekiwana oferta z Łodzi na sezon 2026.

Doświadczenie popłaciło?

Zachowi nie pozostało nic innego jak spróbować. Pracował na tę szanse przez lata i zamierzał ją wykorzystać. Kibice i eksperci byli jednak sceptyczni – to przecież zawodnik bez większego doświadczenia w Polsce i zupełnie zielony na poziomie Metalkas 2. Ekstraligi. To nie odrzuciło Pana Witolda Skrzydlewskiego, który postawił na swoim i nie może żałować podjętej decyzji. W 14 spotkaniach osiągnął on średnią na poziomie 1.743 co daje mu 24. lokatę w tabeli najskuteczniejszych zawodników.

Wyprzedza on między innymi takich zawodników jak Luke Becker, Dimitri Berge, Gleb Czugunow czy Bartosz Smektała. To chyba dość wymowna statystyka i jasny sygnał, iż prezes H.Skrzydlewskiej Orła wiedział co robił. Dla samego Zacha to może być z kolei przełomowy sezon po którym nie będzie miał już problemu ze znalezieniem pracodawcy w Polsce. Dla obu stron jest to więc idealna sytuacja.

H. Skrzydlewska Orzeł jest pewna utrzymania i ma szansę na walkę o awans. Jest ona co prawda dość znikoma bowiem ich rywalem w półfinale play-off jest Abramczyk Polonią. Niemniej uzyskanie takiego wyniku stosunkowo niskim kosztem jest imponujące a najlepszym na to przykładem jest dyspozycja Zacha Cooka. Czy nawiąże on niedługo do wyników brata? Na odpowiedź musimy trochę poczekać.

Idź do oryginalnego materiału