Wielki triumf polskiej debiutantki w Australian Open! Ale rywalki żal

1 godzina temu
Notowana na dopiero 134. miejscu światowego rankingu Linda Klimovicova pokazała kawał dobrego tenisa i zasłużenie pokonała Francescę Jones w pierwszej rundzie Australian Open. Przy stanie 6:2, 3:2 dla naszej tenisistki Brytyjka zrezygnowała z dalszej gry z powodu kontuzji. Teraz Klimovicova zmierzy się z wielką Eliną Switoliną.
Nieco ponad rok temu dostała polskie obywatelstwo. Dwa miesiące temu znakomicie zadebiutowała w naszej reprezentacji, grając razem m.in. z Igą Świątek. Teraz pod flagą biało-czerwoną Linda Klimovicova wygrała swój pierwszy w życiu mecz wielkoszlemowy.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



21-latka z Ołomuńca i z Bielska-Białej cieszy nas swoją grą i nieważne, iż ludzie z obsługi Australian Open potrafią przez pomyłkę umieszczać przy jej nazwisku czeską flagę, a niektórzy Polacy zastanawiają się czy nie jest Ukrainką.
Czesi uznali, iż to zdrada. A nas decyzja Lindy cieszy
To był mecz o niezwykłą stawkę Z jednej strony nasza Linda, z drugiej Brytyjka Francesca Jones. Do teraz łączyło je jedno – obie wyszły na kort z marzeniem o wygraniu pierwszego wielkoszlemowego meczu w karierze. Przy czym Jones próbowała już po raz szósty, a Klimovicova w głównej imprezie tej rangi debiutowała.


25-letnia Jones uchodziła za faworytkę meczu. W światowym rankingu jest 71., a Klimovicova – dopiero 134. Gdy Polka przebijała się do Australian Open przez trzystopniowe eliminacje, Brytyjka spokojnie trenowała, mając za sobą udany turniej w Auckland. Tam dotarła do ćwierćfinału. Jej rodacy wierzyli, iż w Melbourne też będzie miała się z czego cieszyć.
„Różne kontuzje Fran na przestrzeni lat mają wspólne źródło. Urodziła się z rzadką chorobą genetyczną, z dysplazją ektodermalną (zespół EEC), co oznacza, iż ma tylko cztery palce u każdej dłoni oraz w sumie tylko siedem palców u stóp. Wiązało się to z licznymi problemami fizycznymi, które wpływały na Jones w jej codziennym życiu, a także w jej dążeniu do sukcesu w tenisie. W młodości, podczas gdy większość jej rówieśniczek rozwijała się pod względem zawodniczym, ona przechodziła szereg operacji związanych ze swoją chorobą" – pisał kilka dni temu „Guardian". Komuś, kto pokonał duże trudności na drodze do sukcesu, kibicujemy szczególnie chętnie. Jones na pewno jest postacią inspirującą. Ale i Klimovicova ma w sobie ogromną determinację.



W październiku 2024 roku 20-letnia wtedy Czeszka dostała polskie obywatelstwo. Mimo to długo pozostawała dla naszych kibiców postacią nieznaną. Gdy w listopadzie 2025 roku debiutowała w reprezentacji Polski w drużynowym turnieju Billie Jean King Cup w Gorzowie Wielkopolskim, wielu zastanawiało się, kim jest i skąd się wzięła. W mediach społecznościowych komentowano nawet, iż „pewnie wzięliśmy jakąś Ukrainkę".
Nie, Linda to utalentowana dziewczyna z czeskiego Ołomuńca leżącego mniej więcej 100 km od polskiej granicy. Utalentowana na tyle, iż w 2022 roku była półfinalistką juniorskiego Wimbledonu. Wtedy jeszcze grała dla Czech. Ale z Polską już wtedy była związana, bo od 2019 roku jest zawodniczką klubu BKT Advantage Bielsko-Biała. Linda nie ukrywa, iż jako mała dziewczynka wzorowała się na Petrze Kvitovej, a nie jak jej koleżanki z polskiej kadry na Agnieszce Radwańskiej. Ale w ojczyźnie Radwańskiej tej dziewczynie po prostu łatwiej było się przebić. Czeski tenis, zwłaszcza damski, to kopalnia talentów. Tam perspektywiczna zawodniczka z drugiej setki światowego rankingu ma dużo dłuższą drogę do międzynarodowego grania niż u nas. A iż u nas Linda w sumie też czuła i coraz bardziej czuje się jak u siebie, to podjęła niełatwą decyzję i teraz gra z orzełkiem na piersi.
Ta decyzja była niełatwa, bo Czesi mówili i pisali o zdradzie. Utrata Klimovicovej ich zabolała, mimo tego bogactwa, jakie mają, jeżeli chodzi o ludzki potencjał. W sumie się nie dziwimy. Na Lindę patrzy się z wielką przyjemnością. Gra atrakcyjny, wszechstronny tenis, jest waleczna, ambitna. Kiedy mówi, iż marzy jej się dojście do pozycji liderki listy WTA, to choć widzimy, jak dużo jej jeszcze brakuje nie mówimy, iż to się nie uda.
Klimovicova zaimponowała w debiucie
W meczu z Jones Klimovicova ruszyła po swoje od stanu 1:2. Wtedy najpierw wygrała gema przy swoim serwisie, a następnie wygrała już wszystko do końca seta! Pierwszą partię zamknęła po już 38 minutach. Wyrównany był tylko początek, tylko do stanu 2:2 serwująca wygrywała swoje podanie. Później nastąpił odjazd naszej reprezentantki.



Jak w listopadzie w Gorzowie, tak teraz w Melbourne Klimovicova znów pokazywała się polskim widzom jako aktywna, ofensywna tenisistka. Z szybką ręką, z dobrą techniką. Krótko mówiąc: znowu była jak żywe srebro. A przecież tym razem miała dużo wyżej notowaną przeciwniczkę. W Gorzowie do pokonania była Elena Ruxandra Bertea, Rumunka zajmująca 319. miejsce w rankingu WTA. A teraz po drugiej stronie siatki znajdowała się rywalka z pierwszej setki.
Jones została przez Klimovicovą zdominowana. Jakiś wpływ na to miały prawdopodobnie kłopoty zdrowotne Brytyjki. Widzieliśmy, jak po pierwszym secie cierpiała, poddając się na korcie zabiegom fizjoterapeutki. Jej interwencja wyglądała naprawdę poważnie, coś złego działo się z chyba z prawym stawem biodrowo-krzyżowym faworytki tego meczu. Ale Jones wróciła do gry i twardo walczyła. W pierwszym gemie drugiego seta obroniła breakpointa i wyszła na 1:0. Później prowadziła jeszcze 2:1. Tym większe brawa dla Klimovicovej, iż się nie rozkojarzyła, nie zdekoncentrowała. Przecież nie tylko miejscem w rankingu, ale i doświadczeniem znacznie ustępowała przeciwniczce.
Jones debiutowała w Australian Open już pięć lat temu. W 2021 roku odpadła tam w pierwszej rundzie i to samo spotkało ją później na Wimbledonie. W 2024 roku wróciła do grania w głównych turniejach tej rangi. Wtedy znów odpadła w pierwszej rundzie Wimbledonu. A w roku 2025 na pierwszych rundach skończyła Wimbledon i US Open. Teraz kolejny raz - już szósty - pożegnała się z imprezą wielkoszlemową bez zwycięstwa. Bo Klimovicova ani myślała zadowolić się tylko debiutem.
Nasza tenisistka po piątych wielkoszlemowych eliminacjach w życiu wreszcie wywalczyła sobie prawo gry w głównym turnieju i od razu poszła za ciosem. W drugim secie meczu z Jones Linda zrobiła to samo, co w pierwszej partii. Znów przy stanie 1:2 najpierw wyrównała przy swoim serwisie, a następnie przełamała rywalkę. Gemy na 2:2 i 3:2 Klimovicova wygrała bezdyskusyjnie, do zera!



W krótkiej przerwie przy stanie 6:2, 3:2 dla Polki Brytyjka kolejny raz była masowana. Linda była już gotowa do serwisu, a ona jeszcze leżała na korcie. I – niestety – do gry nie wróciła. Mecz skończył się kreczem Jones i to jest bardzo przykre. Ale dla Lindy Klimovicovej wielkie brawa za zasłużone zwycięstwo.
W drugiej rundzie rywalką Lindy będzie Elina Switolina. To w tej chwili dwunasta zawodniczka rankingu WTA. W swojej bogatej karierze 31-letnia dziś Ukrainką była choćby światową numer trzy, wygrała 18 turniejów, a w imprezach wielkoszlemowych wszędzie docierała co najmniej do ćwierćfinałów, przy czym jej największymi osiągnięciami są tu półfinały Wimbledonu (2019 i 2023) i US Open (2019).
Idź do oryginalnego materiału