Wielka rewolucja w piłce nożnej już na mundial. "Przewrót kopernikański"

2 godzin temu
Pięć sekund na wyrzucenie autu i wybicie "piątki"? 10 sekund na przeprowadzenie zmiany pod groźbą gry w osłabieniu? A do tego VAR rzutów różnych. Część z tych zmian w przepisach gry w piłkę nożną może wejść choćby od mundialu. - Zawodnikom nie będzie się opłacało robić tego, co dzisiaj - słyszymy od międzynarodowego arbitra.
Zatwierdzenie części nowych przepisów dotyczących zmian w futbolu może nastąpić już w najbliższą sobotę. Niektóre propozycje mogą być włączone do testów. Dla jednych może być to rewolucja, dla innych ewolucja. IFAB (Międzynarodowa Rada Piłkarska) chce zdynamizować mecz, poprawić efektywny czas gry, ograniczyć symulowanie i elementy wywołujące irytację. Zmiany omówiliśmy z Tomaszem Listkiewiczem, arbitrem międzynarodowym, będącym w zawodzie od kilkunastu lat. Listkiewicz specjalizuje się w pracy na linii, obsługuje też technologię VAR.


REKLAMA


Pięć sekund na aut. "Zyskamy 2-3 minuty gry"
Pierwszą ze zmian ma być zasada pięć sekund przy autach. Drużyna, która ma piłkę, powinna wznowić grę z linii bocznej właśnie w takim czasie.
- Ten pomysł mi się bardzo podoba. IFAB idzie w tę stronę, by zwiększać efektywny czas gry i to różnymi metodami – cieszy się Tomasz Listkiewicz. - Próbowaliśmy na początku doliczać dużo więcej minut do pierwszej, czy drugiej połowy, ale to się do końca nie sprawdziło. Piłkarze, kibice, telewizje tego nie akceptowały. Teraz będzie inna opcja. Wiadomo, iż drużyna, która chce utrzymać wynik, zawsze wszystkie wznowienia gry celebruje. Nigdy nie było zapisu, czy aut lub wybicie przez bramkarza może trwać 15 czy 20 sekund. Sędzia ewentualnie mógł pokazać kartkę, gdy uznał, iż zawodnik już bardzo ostentacyjnie ten czas kradnie. Wiadomo, iż żółta kartka w meczu zwykle sporo waży, więc sędziowie tymi kartkami nie szastali. Teraz będzie prosty przepis dla wszystkich: o ile zawodnik będzie się ociągał z autem, sędzia rozpocznie procedurę odliczania pięciu sekund. jeżeli wrzut nie zostanie wykonany, piłka zostanie przyznana drugiej drużynie. Zmiana wydaje się prosta. Myślę, iż zyskamy dzięki temu 2-3 minuty więcej efektywnego czasu gry – ocenia to Listkiewicz, który często z bliska widzi, jak zawodnicy kombinują przy autach. Zdaniem naszego rozmówcy już sam zapis w przepisach, usprawni ten fragment gry.


- Podejrzewam, iż nie będzie takich przypadków, iż sędzia będzie musiał zmienić kierunek wrzutu z autu, ponieważ zawodnik, gdy zobaczy odliczanie na palcach arbitra, to tę grę we właściwym momencie wznowi. To zadziała tak jak w przypadku ośmiu sekund na wznowienie od złapania piłki przez bramkarza – porównuje Listkiewicz.
- Genezą tych autów była sytuacja z Klubowych Mistrzostw Świata z zeszłego roku, na których byliśmy z Szymonem Marciniakiem, Adamem Kupsikiem oraz Tomkiem Kwiatkowskim. Tam wprowadzono zasadę ośmiu sekund dla bramkarza. Jeden z sędziów się pomylił, a może chciał wprowadzić innowację, w każdym razie w ferworze meczu zaczął nagle odliczać jednemu z zawodników osiem sekund przy aucie. Teraz możemy - z przymrużeniem oka - uznać, iż wyprzedził epokę i zasiał ziarno, które w tej chwili kiełkuje - opisuje niecodzienną sytuację, o której potem dyskutowali arbitrzy.


Do tego ma też dołączyć zasada pięciu sekund na wybicie tzw. piątki przez bramkarza. jeżeli do tego nie dojdzie, rywale dostaną rzut rożny.
"Zawodnikom nie będzie się opłacało robić tego, co dzisiaj"
Dużo ciekawsze wydają się jednak limity 10 sekund na zmiany, których od czasów pandemii jest więcej. Teraz można zmienić pięciu, a nie jak kiedyś trzech graczy, czasem robi się przy tym nieco zamieszania, jest okazja do opóźnień.
Teraz ma być tak: jeżeli schodzący piłkarz nie wyrobi się z opuszczeniem boiska w 10 sekund, to jego sukcesor przez minutę nie będzie mógł na nie wejść. To jedna z propozycji. Czy działacze na nią przystaną?
- Tu ważne będą szczegóły przepisu - zauważa Listkiewicz. - Pewnie nie zawsze zawodnik da radę zejść, może powiedzieć, iż jest kontuzjowany, iż nie może biec sprintem. Rozumiem jednak, iż ktoś ten czas oszacował, sprawdził to empirycznie i uznał za wystarczający. o ile ten przepis będzie sztywno stosowany, to zawodnikom nie będzie się opłacało robić tego, co dzisiaj. Teraz każdy, kto jest wyznaczony do zmiany, a chce ukraść trochę czasu, idzie pod drugą chorągiewkę, żeby do zejścia miał jak najdalej, albo siada na murawie z jakimś bólem. Sprawy nie rozwiązały zejścia gracza do najbliższej linii. W tej chwili za każdą zmianę doliczamy 30 sekund do podstawowego czasu gry. Być może przy tych szybkich zmianach, spotkania nie trzeba będzie tak przedłużać? - zastanawia się Listkiewicz.


IFAB ma też pomysł na futbolowych symulantów, tych, którzy proszą o pomoc medyczną, choć jej nie potrzebują. Scenariusz był już testowany podczas Pucharu Narodów Arabskich, opisywaliśmy go tutaj. W tym przypadku łatwo jednak wylać dziecko z kąpielą. Poszkodowany (lub udający poszkodowanego), który potrzebowałby pomocy lekarzy, musiałby zejść z boiska i pozostać poza nim np. przez minutę.
- Sam pomysł jest dobry. Często zawodnicy udają, wyolbrzymiają skutki jakiegoś starcia, próbują "ukraść" sekundy. Potem doliczając czas sędziowie raczej zaokrąglają zmarnowane sekundy w dół. Natomiast może być to też trochę kontrowersyjne. Zawodnik na skutek faulu rywala będzie kontuzjowany, naprawdę będzie musiał zejść, by dostać pomoc i potem będzie przez to jeszcze zobligowany zostać poza boiskiem. Tu też ważne będą szczegóły tego możliwego przepisu - głośno myśli Listkiewicz. W tej sytuacji od razu przychodzi na myśl sytuacja z bramkarzami proszącymi o interwencję sztabu medycznego. Bramkarze z boiska schodzić nie muszą. Ostatnio coraz częściej, również w Ekstraklasie, przerywana jest przez to gra. Trenerzy wykorzystują ten scenariusz na przekazanie uwag całej drużynie.
- o ile chcemy walczyć z tymi przestojami, to jak bramkarz siądzie na murawie i powie, iż potrzebuje pomocy medycznej, to on na boisku oczywiście po tej pomocy zostanie, ale jego drużyna musi wskazać zawodnika, który zamiast niego na tę minutę zejdzie. Wtedy problem się rozwiąże - opisuje to Listkiewicz. Jest to ponoć jedna z opcji IFAB.
Rożne z VAR-em? "To podobało się Pierluigiemu Collinie"
W zamyśle nowych regulacji częściej wykorzystywany byłby też system VAR. Mógłby służyć przy trudnych, niejednoznacznych rozstrzygnięciach rzutów rożnych lub sprawdzaniu schematy rożnych, po których padły gole.


- Myślę, iż ten przepis wejdzie, bo z tego, co pamiętam, to podobał się Pierluigiemu Collinie. To jest taki menedżer, iż jak chce coś osiągnąć, to to osiąga, bardzo silna osobowość - przekazuje Listkiewicz, który już słyszał o tym pomyśle. - Myślę, iż IFAB to wprowadzi testowo. I bardzo dobrze. Z mojego punktu widzenia sędziowskiego są takie sytuacje, gdzie piłka tańczy na linii, dwóch zawodników wstawia nogę i nie jesteśmy pewni, kto ją wybił. Można dać rzut rożny, ale jeżeli ten rzut rożny będzie nieprawidłowy, padnie bramka, to jedna strona ma pretensje. Czasami z takiej niby drobnej decyzji po meczu jest wielka afera medialna, bo ktoś w 90. minucie meczu stracił bramkę z rożnego, którego nie powinno być - tłumaczy Listkiewicz. Jednak weryfikacja "zwykłych" różnych miałaby specjalną procedurę. -Ten VAR przy rzutach rożnych będzie musiał być szybki. o ile wideoweryfikacja nie zdąży z rozstrzygnięciem, to nie wstrzymujemy wznowienia gry, bo też nie o to teraz chodzi, żeby sprawdzać każdy róg, nikt przecież nie chce, by mecze trwały 10 minut dłużej. Jednak wszędzie tam, gdzie technologia może pomóc i naprawić błąd ludzkiego oka, to ja jestem za jej wykorzystywaniem – przekazuje Listkiewicz. To pewnie dlatego działacze myślą też nad sprawdzaniem przez VAR drugiej żółtej kartki.
"To byłby przewrót kopernikański"
Tu dochodzimy do projektu przepisu, który może zmienić najwięcej, ale jest też najmniej prawdopodobny - nowej wersji spalonego. Spalony byłby dopiero wtedy, gdy cały tułów atakującego znalazłby się przed przedostatnim obrońcą, a między nimi byłby prześwit.
- Na mój nos to uważam, iż to się nie sprawdzi. Damy tak dużą przewagę napastnikom, iż obrońcy przestaną łapać ich na pułapki ofsajdowe, ustawiać się wysoko. Skutkiem tego może być, moim zdaniem, cofnięcie się broniących bliżej swojego pola karnego i efekt, który miał być taki, iż gra będzie bardziej ofensywna, będzie odwrotny – będzie to bardziej "catenaccio" - punktuje pomysł, którego orędownikiem miał być były trener Arsenalu, Arsene Wenger.


- Z mojego punktu widzenia to byłby trochę taki przewrót kopernikański, jeżeli chodzi o pracę sędziego asystenta, zupełna zmiana sposobu myślenia. Ja się przez 20 lat uczyłem i przez cały czas uczę oceniać sytuację, czy ktoś wystaje za taką wirtualną linię spalonego, teraz bym się musiał uczyć w drugą stronę – czy całe jego ciało, choćby pięta, wystaje za tę linię. Myślę, iż na początku byłoby to ciężkie. choćby próbowałem sobie na treningu czy w meczu coś takiego wizualizować, szło opornie – zdradza nasz rozmówca. Wydaje się, iż na razie takie rozwiązanie może być zalecone do testów w mniej prestiżowych grach.


Dobre zmiany? "Mniej interpretacji, a więcej paragrafów"
Niemal wszystkie powyższe propozycje, choć mają uatrakcyjnić grę dla widzów, mogą sprawić, iż stanie się ona zdecydowanie trudniejsza dla samych sportowców. Spotęguje się zmęczenie, wzrośnie intensywność pracy, a przecież i sama liczba meczów ciągle rośnie.
- Widzę oczywiście takie ryzyko, ten kalendarz i tak jest w tej chwili przeładowany. Być może po zmianach piłka będzie dłużej w grze, ale będzie więcej takiego grania - jak kiedyś mówił Kazimierz Górski - ja do ciebie, ty do mnie. Zawodnicy rzeczywiście mogą być bardziej zmęczeni - wczuwa się w ich sytuację Listkiewicz. Z perspektywy arbitrów, zdecydowana część nowych przepisów powinna ułatwić im pracę.
- To dla sędziów są w większości bardzo pożyteczne i łatwe rozwiązania, powinny spodobać się też piłkarzom. Dobrze jest mieć sztywne kryteria w przepisach, a im mniej interpretacji, a więcej konkretnych paragrafów, tym dla nas łatwiej. Mniej osób później się może przyczepić, iż raz sędzia rozstrzygnął coś w jeden sposób, a innym razem inaczej, zwłaszcza iż sport to są emocje i rywalizacja. Często racjonalne wytłumaczenia i tak nie są w stanie przekonać niezadowolonych. Dlatego uważam, iż dla sędziego, ale i dla piłki nożnej jako takiej, im prostsze przepisy i mniej miejsca na interpretację, tym lepiej. Mniej kryteriów oceny rozbudowanych tak, jak byśmy mieli lecieć na księżyc, a nie grać w piłkę, to mniej kontrowersji i tłumaczenia się. Piłka nożna jest dla piłkarzy i kibiców, nie dla sędziów - kończy Listkiewicz.
jeżeli w sobotę IFAB zatwierdzi część zmian, te mogą wejść w życie już od 1 lipca. FIFA ma wtedy zaaprobować je już na zaczynające się pół miesiąca wcześniej mistrzostwa świata.
Idź do oryginalnego materiału