- Nie próbujcie tego w domu - taki podpis powinno się dodać do wideo z piątkowego treningu zjazdu Lindsey Vonn. Dokładnie tydzień wcześniej doznała poważnej kontuzji kolana, ale zamiast pożegnać się z marzeniami o czwartym medalu olimpijskim, ona znów chce pokazać, iż potrafi przesuwać granicę ludzkich możliwości. Polscy eksperci z zakresu ortopedii nie mają wątpliwości, iż stan kontuzjowanego kolana Amerykanki po niedzielnym starcie się pogorszy. Pytanie tylko, jak bardzo. I czy świadoma wielkiego ryzyka utytułowana alpejka skończy z dwoma protezami.
REKLAMA
Zobacz wideo Sport Damian Żurek: Nie mam obaw, jestem spokojny. Wizualizuję sobie olimpijski start, ale nie dmucham balonika
Vonn zaszokowała tą decyzją. Postawiła na ekstremalne rozwiązanie
Vonn ma na koncie tak dużą liczbę poważnych urazów, iż mogłaby nimi obdzielić co najmniej kilkoro sportowców. Tak jak swoją wielką determinacją, dzięki której potem wracała do mistrzowskiej formy. Przez lata budziła w związku z tym wielki podziw, tak samo jest teraz. Choć w tej chwili powrotem wiele osób wręcz zszokowała.
W miniony piątek, podczas zawodów Pucharu Świata w Crans Montanie, zaliczyła upadek, po którym przetransportowano ją helikopterem do szpitala. Potem wydała oświadczenie o całkowitym zerwaniu więzadeł krzyżowych przednich (ACL) w lewym kolanie, ale od razu zapowiedziała, iż ze sztabem medycznym będzie "analizowała sytuację". Na wtorkowej konferencji prasowej, poprzedzającej udział we włoskich igrzyskach, potwierdziła, iż chce przystąpić do rywalizacji.
- Wiem, jakie miałam szanse przed wypadkiem i wiem, iż teraz nie są takie same. Uważam jednak, iż wciąż je mam. A dopóki są, będę próbować - zapowiedziała mistrzyni olimpijska w zjeździe z 2010 roku.
- To szokujące. Nie znam przypadku sportowca, który w tak krótkim czasie po urazie wysokoenergetycznym [obrażenie ciała powstałe za sprawą znacznych sił mechanicznych, które przekraczają wytrzymałość tkanek organizmu - red.] wystartowałby w zawodach. Bywają tacy, którzy nie mają więzadeł krzyżowych, a rywalizują na poziomie wyczynowym. Zdarza się to bardzo rzadko, ale zdarza. Ale oni albo zerwali je wcześniej, albo nie mieli ich od urodzenia - opowiada Sport.pl Mateusz Dawidziuk.
Specjalista ortopedii i traumatologii narządów ruchu, który odpowiada za opiekę medyczną Igi Świątek, dodaje, iż w kolanie mamy mechanoreceptory i bezpośrednio po takim urazie czucie głębokie (działający bez udziału wzroku zmysł orientacji ułożenia i ruchu własnego ciała w przestrzeni) jest bardzo zaburzone.
- Mózg nie odbiera wtedy kolana tak, jak powinien. Dlatego start tydzień po takim urazie jest ekstremalny - tłumaczy ekspert.
Jazda po stoku i jazda po bandzie. Lekarz Świątek mówi o medycznym fenomenie
Sama Vonn podkreślała na wspomnianej konferencji, iż z naukowego punktu widzenia start tuż po wypadku wiąże się z tym, iż nie traci się tak gwałtownie siły. Na czwartek zaplanowany był pierwszy trening na olimpijskiej trasie zjazdu, ale został odwołany. Amerykanka tego dnia opublikowała za to filmik, na którym widać było, jak ćwiczy. Robert Śmigielski w rozmowie ze Sport.pl zaznacza, iż w tej sytuacji wykonuje ona ćwiczenia, które mają pomóc w podtrzymaniu kontroli mięśniowej i wzmocnić nogę, zamiast pogorszyć jej stan. Wybitny ortopeda i traumatolog, który był szefem misji medycznej PKOl podczas kilku igrzysk, nie ma jednak wątpliwości, iż stan kolana 41-latki pogorszy się po niedzielnym występie w zjeździe.
- I ona jest tego w pełni świadoma. Że czasem - mówiąc potocznie - jedzie po bandzie. Co jej grozi w najgorszym przypadku? Całkowite zniszczenie kolana i proteza. Ale to jej życie i stawia wszystko na jedną kartę - podsumowuje mający duże doświadczenie lekarz.
I zaznacza, iż ryzyko jest tym większe, iż Vonn od 2024 roku ma już protezę połowiczną w prawym kolanie.
- Fakt, iż z nią startowała dotychczas, to naprawdę gigantyczny wyczyn. Było to możliwe tylko dlatego, iż jest bardzo mocno zdeterminowana. Żaden tzw. normalny człowiek nie jest w stanie się z nią równać pod tym względem. Mówimy o zupełnie innym poziomie przygotowania organizmu. Dla normalnego człowieka to wyczyn ponadludzki i raczej bym tego nie polecał - podkreśla Śmigielski.
A warto przypomnieć, iż Vonn – właśnie z powodu urazów, zakończyła karierę w 2019 roku. Mimo tych problemów zdobyła wówczas brąz mistrzostw świata (jej ósmy krążek MŚ w dorobku) w zjeździe. Do rywalizacji wróciła w listopadzie 2024 roku. W obecnym sezonie była na podium wszystkich pięciu zawodów PŚ w zjeździe, dwukrotnie triumfowała.
Dawidziuk przyznaje, iż nie spotkał się wcześniej z przypadkiem sportowca, który by z powodzeniem rywalizował na najwyższym poziomie, mając endoprotezę jednoprzedziałową w kolanie.
- W naszym świecie medycznym Lindsay Vonn jest fenomenem - mówi wprost.
Wymownie też podsumowuje to, co w tej chwili wyczynia utytułowana Amerykanka. W piątkowym treningu zajęła 11. miejsce, a trenujący ją Aksel Lund Svindal (w przeszłości utytułowany norweski alpejczyk) przyznał, iż ma jeszcze rezerwy.
- Kosmitka. To, co ona robi, to jest kosmos z nutką szaleństwa - dodaje Dawidziuk.
"Odepchnąć się, kijki w dół i modlitwa". Piekielna motywacja i ostrzeżenie
Tłumaczy też, iż Vonn należy do grupy osób, które po zerwaniu ACL nie odczuwają niestabilności w stawie. Dodatkowo pomagają tu bogate doświadczenie w zmaganiu się z kontuzjami i wypracowana przez lata systematycznego treningu obudowa mięśniowa. Dawidziuk wskazuje jednak, iż przy specjalistycznych testach wyszłoby, iż reakcje organizmu utytułowanej alpejki są słabsze niż zwykle. I o ile przy konkurencjach szybkościowych, do jakich zaliczanych jest zjazd, łatwiej sobie z tym radzić niż przy konkurencjach technicznych (np. slalom), to jednak wciąż jest to olbrzymi wysiłek.
- Mowa o sytuacji ekstremalnej - zjeżdżaniu z prędkością ponad 100 km/h. Pytanie, jak to kolano będzie się zachowywało. Amerykanka stawia wszystko na jedną kartę. Dostanie leki przeciwbólowe oraz przeciwzapalne i jazda. Pozostanie odepchnąć się, kijki w dół i modlitwa - podsumowuje obrazowo lekarz współpracujący z Igą Świątek.
Śmigielski zaś podkreśla, iż podczas startu zawodniczka nie może myśleć o bólu, bo wtedy bardzo łatwo o wywrotkę i kolejną kontuzję kolana.
- A to mogłoby się dla niej skończyć tragicznie - przestrzega.
Pytam obu ortopedów, czy ich zdaniem Vonn ma szansę walczyć o medal w niedzielę, czy też raczej chodzi tylko o to, by w ogóle dotarła do mety. Obaj zwracają uwagę na klasę i doświadczenie 41-latki, ale Śmigielski mimo to uważa, iż musiałby się zdarzyć cud, by w obecnej sytuacji zdrowotnej stanęła na olimpijskim podium. Nieco więcej nadziei fanom Amerykanki daje Dawidziuk.
- W profesjonalnym sporcie na tym poziomie spora część rywalizacji rozgrywa się w głowie. I chodzi o sprawdzanie, gdzie są granice ludzkich możliwości, i ich przekraczanie. Vonn, startując z endoprotezą w kolanie, już tę granicę mentalnie przekroczyła. Ona jest w stanie zrobić wszystko, żeby osiągnąć swój cel. To piekielnie zmotywowana zawodniczka - opisuje.
Orteza chwalona, ale tu kilka da. "Czym jest 90 sekund wobec całego życia?"
Podczas piątkowego treningu 41-latka z USA korzystała z ortezy i można się spodziewać, iż skorzysta z niej także w niedzielę. Obaj moi rozmówcy chwalą takie rozwiązanie jako pomocne, ale też mówią wprost – przy jeździe z tak dużą prędkością, jakiej należy się tu spodziewać, i ewentualnym upadku, nie uchroni ona przed ponownym urazem.
Sama Vonn zapowiedziała, iż da z siebie wszystko i zaakceptuje wynik, jaki uzyska.
- Ale nikt nie będzie mógł powiedzieć, iż nie próbowałam - zaznaczyła podczas wtorkowego spotkania z dziennikarzami.
Jeden z nich nawiązał do poniedziałkowego postu Amerykanki na Instagramie. Zamieściła zdjęcie grobu swojego wieloletniego trenera Ericha Sailera, który zmarł w ubiegłym roku, a w opisie dodała, iż wie dokładnie, co by jej powiedział o rywalizacji w zjeździe z zerwanym ACL.
- "To tylko 90 sekund. A czym jest 90 sekund wobec całego życia?" - zdradziła sportowa weteranka.

1 godzina temu












