Dawno nie słyszałem tak dobrego komentarza do maratonu jak podczas niedzielnej transmisji z Frankfurtu w TVP Sport. Pełnego wiedzy, ciekawostek, danych i trafnych obserwacji, a jednocześnie naturalnego, przystępnego i angażującego. Kuba Pawlak pokazał, iż o bieganiu długodystansowym można opowiadać w telewizji naprawdę ciekawie. choćby przez trzy godziny, w pojedynkę i bez wielkich rekordów na trasie.
Od wielu lat oglądam transmisje z maratonów w Polsce i za granicą. Piszę o tym rynku na biegowe.pl, śledzę jego rozwój, staram się być na bieżąco z wynikami, zawodnikami i wydarzeniami. Nie mam pretensji do konkretnych komentatorów, ale trudno nie zauważyć, iż poziom telewizyjnych relacji bywa bardzo nierówny.
Niewdzięczny maraton
Maraton jest zresztą wyjątkowo niewdzięczną dyscypliną do komentowania. Transmisje realizowane są często ponad trzy godziny, wiele istotnych rzeczy dzieje się poza kadrem, a realizatorzy, jak na złość, często skąpią choćby podstawowych danych. Na ekranie brakuje informacji o tym, na którym kilometrze znajdują się zawodnicy, w jakim tempie biegną czy ile wynoszą różnice między poszczególnymi grupami. Komentator musi więc sam analizować międzyczasy, przeliczać tempo, szacować straty i próbować z tych fragmentarycznych informacji odtworzyć przebieg rywalizacji. A jednocześnie obserwować wydarzenia na trasie, wychwytywać istotne szczegóły i przekładać to wszystko na zrozumiały dla widza język.
Do tego dochodzi konieczność nadążania za rozwojem samej dyscypliny. Światowa czołówka zmienia się błyskawicznie, pojawiają się nowe nazwiska, padają kolejne rekordy, a poziom sportowy jest dziś wręcz kosmiczny, napędzany równie kosmicznymi technologiami.
W tym roku w Londynie Kenijczyk Sabastian Sawe (1:59:30) i Etiopczyk Yomif Kejelcha (1:59:41) jako pierwsi zeszli poniżej dwóch godzin w maratonie. Żeby kompetentnie opowiadać o rywalizacji na królewskim dystansie, trzeba stale aktualizować wiedzę, znać zawodników, ich historię startów, aktualną formę i sportowy kontekst osiąganych wyników.
fot. TCS London Marathon
Nic więc dziwnego, iż w wielu transmisjach komentatorzy wypełniają czas opowieściami o mijanych zabytkach, historii miasta albo snują uniwersalne rozważania o tym, iż kiedyś biegało się bez karbonu, a teraz wszyscy mają superszybkie buty. Nie ma w tym nic złego, dopóki takie wątki są dodatkiem, a nie główną treścią relacji.
Tymczasem w minioną niedzielę, podczas relacji z maratonu we Frankfurcie, miałem zupełnie inne doświadczenie. Najpierw oglądałem transmisję, a potem wrzuciłem ją sobie na słuchawki, bo jak niedziela, to przecież długie wybieganie. I muszę przyznać, iż świetnie się tego słuchało. Naprawdę. Mimo iż nie widziałem już obrazu, doskonale orientowałem się w przebiegu rywalizacji. Wiedziałem, kto prowadzi, co dzieje się w poszczególnych grupach, jak zmienia się sytuacja na trasie i na co warto zwrócić uwagę. Kuba Pawlak potrafił tak opowiadać o wydarzeniach, iż obraz przestał być niezbędny do śledzenia zawodów. Zrobiłem sobie z tego taki podcast na żywo.
Złapałem się na tym, iż naprawdę nie chcę niczego przegapić. Pawlak potrafił sprawić, iż choćby pozornie spokojne fragmenty rywalizacji stawały się interesujące. Dostrzegał szczegóły, tłumaczył ich znaczenie, przywoływał dane, dorzucał konteksty. Co ważne, nie zasypywał odbiorców wiedzą tylko po to, żeby pokazać, jak wiele wie. Kolejne informacje pomagały lepiej zrozumieć to, co działo się na trasie. Było konkretnie, ale bez zadęcia. Fachowo, ale bez niepotrzebnego żargonu.
A przecież tegoroczny maraton we Frankfurcie nie był łatwym materiałem do komentowania. Deszcz, wiatr i trudne warunki pogodowe sprawiły, iż zapowiadana walka o wielkie rekordy zeszła na dalszy plan. Nie było więc najprostszego sposobu na budowanie emocji, czyli nieustannego porównywania międzyczasów z rekordem Niemiec czy Europy.
I właśnie w takich okolicznościach najlepiej widać klasę komentatora. Kiedy nie można oprzeć całej narracji na pytaniu, czy padnie rekord, trzeba znaleźć inne historie. Pokazać taktykę, decyzje zawodników, znaczenie warunków, dynamikę grupy, szanse poszczególnych biegaczy. Sprawić, żeby widz chciał wiedzieć, co wydarzy się za pięć, dziesięć czy dwadzieścia minut.
Maratończyk z krwi i kości
Nie jest to oczywiście przypadek. Kuba od wielu lat prowadzi podcast poświęcony bieganiu, najpierw pod szyldem „42,195 FM”, a później „Race Pace – podcasty o bieganiu”. Przez jego studio przewinęło się wielu trenerów, czołowych zawodników i ekspertów z różnych dziedzin, od fizjologii wysiłku, przez dietetykę, po psychologię sportu. Te rozmowy to setki godzin zbierania wiedzy, zadawania pytań i poznawania biegania z różnych perspektyw.
fot. archiwum prywatne
Do tego Pawlak sam jest maratończykiem z rekordem życiowym grubo poniżej trzech godzin. Wie więc nie tylko, co mówią badania i trenerzy, ale również jak wygląda maraton od środka. Rozumie wysiłek, emocje, kryzysy, znaczenie tempa i decyzji podejmowanych na trasie.
To wszystko składa się na coś, czego nie da się zastąpić choćby najlepiej przygotowanymi notatkami przed transmisją. Na autentyczne rozumienie i czucie dyscypliny. Zarówno na poziomie zawodowym, jak i amatorskim.
A do tego dochodzi umiejętność opowiadania. Bo można wiedzieć bardzo dużo i kompletnie nie potrafić zainteresować tym innych. Pawlak ma jedno i drugie. Mówi prostym językiem, swobodnie porusza się między tematami, potrafi wyciągnąć ciekawostkę z pozornie nieistotnego szczegółu. Nie sili się na efektowne puenty. Po prostu wie, o czym mówi i chce się go słuchać.
Zaczęło się w Warszawie
Telewizyjna przygoda Kuby Pawlaka rozpoczęła się we wrześniu, podczas 48. Maratonu Warszawskiego. Była to historyczna transmisja, bo po raz pierwszy w dziejach imprezy relację można było oglądać na żywo w ogólnokrajowym kanale telewizyjnym. Pawlak zadebiutował wówczas jako komentator TVP Sport.
Najwyraźniej pozostawił po sobie dobre wrażenie, bo niedługo później pojawił się w programie „Lekkie Gadki” TVP Sport. Wspólnie z Aleksandrem Dzięciołowskim oraz zaproszonymi gośćmi, Markiem Troniną i Elżbietą Glinką, rozmawiał o kondycji polskiego maratonu i poziomie naszych biegaczy długodystansowych.
W minioną niedzielę przyszło kolejne wyzwanie, czyli transmisja z maratonu we Frankfurcie. I to od razu z niespodzianką. Pawlak miał komentować zawody w parze z Jarosławem Idzim, ale ten ostatecznie nie dotarł do studia. Kuba został więc sam przed mikrofonem na blisko trzy godziny.
Dla kogoś, kto dopiero drugi raz komentuje maraton w telewizji, trudno wyobrazić sobie poważniejszy sprawdzian. Nie ma drugiego głosu, który przejmie narrację, pozwoli zebrać myśli, sprawdzić dane czy zwyczajnie napić się wody. Trzeba samodzielnie utrzymać rytm transmisji, reagować na wydarzenia i przez cały czas mieć coś interesującego do powiedzenia.
Twórca „Race Pace” poradził sobie z tym znakomicie. Co więcej, mam wrażenie, iż ta samodzielność pozwoliła mu w pełni pokazać swój styl. Było dużo konkretów, ciekawostek, obserwacji i naprawdę wartościowych informacji. Ani przez chwilę nie miałem poczucia, iż desperacko szuka tematu, którym mógłby wypełnić kolejne minuty.
Maraton zasługuje na taki komentarz
Na przestrzeni ostatnich lat bieganie w Polsce bardzo się zmieniło. Mamy coraz większe imprezy, coraz bardziej świadomych amatorów i ogromną społeczność ludzi, którzy interesują się nie tylko własnymi wynikami, ale również zawodowym sportem. Telewizyjny komentarz powinien nadążać za tą zmianą.
Nie wystarczy już powiedzieć, iż maraton ma 42 kilometry i 195 metrów, a po trzydziestym kilometrze zawodnicy mogą trafić na ścianę. Oczywiście transmisję oglądają także osoby, które z bieganiem nie mają wiele wspólnego. Ale to nie znaczy, iż trzeba wszystko sprowadzać do najprostszych banałów.
Dobry komentator potrafi zainteresować jednych i drugich. Pokazać kibicowi coś, czego sam nie dostrzegł, a komuś mniej zorientowanemu wprowadzić go w świat dyscypliny. Sprawić, iż trzygodzinna transmisja nie będzie tylko oglądaniem ludzi biegnących ulicami miasta, ale opowieścią o rywalizacji, wysiłku, taktyce i emocjach.
Nie wiem, jakie plany wobec Kuby ma redakcja TVP Sport. Mam jednak nadzieję, iż po Warszawie i Frankfurcie dostanie kolejne szanse. Bo polskie bieganie potrzebuje w telewizji ludzi, którzy naprawdę rozumieją tę dyscyplinę, potrafią o niej opowiadać i swoją pasją zarażają innych. Dlatego mój postulat jest prosty: więcej Pawlaka w TVP Sport!
Marcin Dulnik
fot. w nagłówku racepace.pl

2 godzin temu




![Polskie półmaratony biją rekordy. Frekwencja w górę o 39 procent [ANALIZA]](https://biegowe.pl/wp-content/uploads/2026/10/Polmaraton-Warszawski_3.webp)









