
Atmosfera wokół Widzewa Łódź robi się coraz gęstsza, a temat zwolnienia Igora Jovicević przestaje być tylko medialną spekulacją, a zaczyna realnie interesować kibiców i działaczy. Kolejna porażka sprawiła, iż trybuny – i internet – zaczęły domagać się radykalnych ruchów. Problem w tym, iż ewentualne zwolnienie Chorwata nie byłoby tylko decyzją sportową. To również poważna operacja finansowa.
Jeszcze kilka tygodni temu w Łodzi panowała euforia. Klub bił rekordy transferowe, sięgając po głośne nazwiska jak Osman Bukari czy Steve Kapuadi. Wydawało się, iż to jasny sygnał: Widzew nie chce tylko utrzymania, chce wejść do gry o coś więcej. Tyle iż na razie te miliony euro nie przekładają się na jakość na boisku. Poza wygraną z Wisłą Płock drużyna punktuje słabo, a ostatnia porażka z Pogonią Szczecin tylko dolała oliwy do ognia. W efekcie coraz częściej wraca pytanie nie o to, czy coś się zmieni, ale kto za to zapłaci.
Kibice wskazują przede wszystkim na trenera. Igor Jovicević w ich oczach odpowiada za brak stylu i brak wyników. Oczywiście, nie brakuje też pretensji wobec pionu sportowego – nazwiska Dariusza Adamczuka czy Piotra Burlikowskiego pojawiają się w dyskusjach regularnie – ale to szkoleniowiec jest twarzą projektu. Z tego właśnie względu coraz więcej mówi się, iż 52-latek może zapłacić posadą, za słabe wyniki zespołu.
Jeśli zapadłaby decyzja o rozstaniu z Chorwatem, to oznaczałoby konieczność wypłaty równowartości rocznej pensji. Nie całego kontraktu obowiązującego do czerwca 2027 roku, ale dwunastu miesięcznych wynagrodzeń. Z informacji, które przekazał Piotr Koźmiński z Goal.pl wynika, iż szkoleniowiec inkasuje około 900 tysięcy euro rocznie. W przeliczeniu daje to mniej więcej 3,8 miliona złotych. To kwota, którą z pewnością właściciel klubu Robert Dobrzycki jest w stanie udźwignąć, ale pytanie brzmi: czy to byłby sygnał stabilności, czy raczej kolejny dowód nerwowego zarządzania? Wszak, gdyby zwolniono Jovicevicia i potrzeba byłoby zatrudnić następnego szkoleniowca, to byłby to czwarty trener, który miałby dowodzić Widzewem. Stąd w klubie chcą tego uniknąć.
Sytuacji nie ułatwia kalendarz. Przed Widzewem we wtorek mecz Pucharu Polski z GKS-em Katowice, czyli potencjalnie ostatnia droga do europejskich pucharów. Odpadnięcie oznaczałoby, iż do końca sezonu zostaje już tylko brutalna walka o utrzymanie. Po 23 kolejkach łodzianie są na siedemnastym miejscu i tracą dwa punkty do bezpiecznej strefy, przy czym rywale rozegrali o jeden mecz mniej. Margines błędu z każdym tygodniem maleje.
Decyzja o zwolnieniu trenera w takim momencie to nie tylko kwestia pieniędzy, ale też odpowiedzialności za cały projekt. Bo jeżeli płacisz miliony za transfery i miliony za odprawy, a w tabeli dalej świeci się strefa spadkowa, to problem jest głębszy niż jedno nazwisko na ławce. Najbliższe dni mogą więc zdecydować nie tylko o przyszłości Jovicevicia, ale też o kierunku, w jakim pójdzie cały Widzew.

2 godzin temu







