Nie tak miał wyglądać powrót Ekstraklasy po zimowej przerwie. Niespełna dwa tygodnie temu, w dniu wznowienia rozgrywek swój mecz musiał odwołać Radomiak Radom. Choć wszystko było już gotowe, kibice siedzieli na trybunach, a piłkarze szykowali się do wyjścia na murawę, nagle na stadionie przy ul. Struga zapanowała ciemność. Jak informowano wówczas, doszło do awarii zasilania. Wokół niej zaczęto snuć różne teorie. Nie wiadomo było jednak, co było jej dokładną przyczyną. Teraz udało się to ustalić.
REKLAMA
Zobacz wideo Wszyscy mówią o Tomasiaku! "Taki skoczek nam się jeszcze nie trafił"
To dlatego nie odbył się mecz Radomiaka z Arką. "Trzeba było wezwać profesjonalną firmę"
Jak poinformował portal Weszło.com, w ostatnich dniach na stadionie pracowali specjaliści. Po czasie zlokalizowali oni i rozwiązali problem. - Ustaliliśmy, iż doszło do przeciążenia sieci, co też deklarowałem w pierwszym komunikacie. (...) Problemem było to, iż transformator średniego napięcia nie wypuszczał prądu dalej. Dlatego też żadne agregaty, nic nie miało znaczenia - wyjaśnił Robert Dębicki, wiceprezes MOSiR.
Zaznaczył też, iż stadion miał zapewnione alternatywne źródła zasilania, ale nie mogły one rozwiązać problemu. - Zabezpieczenie było ustawione zbyt nisko, nie dopuszczało odpalenia światła i przeciążyło system, instalację elektryczną. Stało się to w momencie, gdy nastąpiło włączenie trybuny wschodniej i zachodniej, co wcześniej działało bez problemu. Trzeba było wezwać profesjonalną firmę, która budowała tę sieć - oni ustawili te zabezpieczenia - dodał.
Radomiak stracił ogromne pieniądze. MOSiR nie czuje się winny
Awarii nie dało się więc naprawić w krótkim czasie. Mało tego, ponowne włączenie wszystkich urządzeń elektrycznych potrzebnych do rozegrania meczu mogło spowodować kolejną. - Byliśmy pod presją czasu, mieliśmy dziesięć minut na wyeliminowanie awarii. Żeby to zrobić, należało wyłączyć część instalacji elektrycznej na stadionie, żeby zmniejszyć obciążenie i dopiero wtedy fizycznie próbować to podnieść. To niestety groziło tym, iż gdybyśmy próbowali potem przywrócić np. utracone kamery, to proces mógłby się powtórzyć - tłumaczył Dębicki.
Choć teraz wszystko zostało już naprawione, kłopoty Radomiaka się nie kończą. Jak informowaliśmy wcześniej, z powodu odwołania meczu klub miał stracić ponad 500 tys. złotych. Według Weszło.com o pokrycie kosztów zgłosi się do MOSiR-u. Problem w tym, iż ten przerzuca odpowiedzialność na firmę Betonox, czyli wykonawcę stadionu. - Odpowiedzialności trzeba szukać u wykonawcy, który nie dostosował instalacji do przeniesienia tego obciążenia - stwierdził wiceprezes MOSiR-u.
Nowy termin rozegrania meczu Radomiak - Arka Gdynia ustalono na 5 marca na godz. 20:30. O tym, czy z zasilaniem na stadionie jest wszystko w porządku, przekonamy się zaś już w piątek 13 lutego. Wówczas ekipa Goncalo Feio zmierzy się u siebie z Koroną Kielce o godz. 18:00.

2 godzin temu













