W końcu poznaliśmy zdobywcę Superpucharu Polski. Zadecydował jeden gol

20 godzin temu
Zdjęcie: screen


Jagiellonii Białystok nie potrzeba było wiele, by stworzyć zagrożenie. Już pierwsza akcja mistrza Polski dała gola. Jak się okazało, trafienie Mikiego Villara zapewniło też Superpuchar Polski. Białostoczanie wygrali skromnie z Wisłą Kraków 1:0. "Biała Gwiazda" do końca walczyła o remis i odwrócenie wyniku, ale brakowało skuteczności. Kibice mogli przeżyć deja vu z meczów 1. Ligi. A to wszystko działo się przy najniższej frekwencji w historii PGE Narodowego.
Trwająca długimi miesiącami saga z organizacją Superpucharu Polski za rok 2024 wreszcie dobiegła końca. Jagiellonia Białystok i Wisła Kraków stanęły do walki o trofeum, o które powinny walczyć w lipcu. Mistrz Polski był oczywiście faworytem tego starcia, ale okoliczności sprawiły, iż grał bez wsparcia własnych kibiców, którzy zdecydowali się na bojkot spotkania. Wiślacy chcieli zgarnąć drugi puchar na PGE Narodowym w ciągu 11 miesięcy.


REKLAMA


Przenosiny na Narodowy wcale nie podniosły rangi spotkania. Urągała jej frekwencja, najniższa w historii stadionu (10 935 osób). Gra obu drużyn także nie pozwalała odczuć, iż tu jest rywalizacja o trofeum. adekwatnie po kilkunastu minutach można było zapomnieć, iż tu jest mecz o w miarę poważną stawkę. Można było sobie o tym przypomnieć w drugiej połowie.


Zobacz wideo Można pochwalić kogokolwiek za mecze z Litwą i Maltą? Żelazny: To był koszmar, to są jaja!


Mocny początek, a potem długo, długo nic
jeżeli Wisła chciała na coś liczyć w meczu z drużyną, która wykazuje się znacznie wyższą kulturą gry, to musiała zagrać intensywnie, ofensywnie i agresywnie. Takie były pierwsze minuty w wykonaniu "Białej Gwiazdy". W ciągu dziesięciu miała pięć okazji na zdobycie bramki, z czego dwie naprawdę dobre. Jednak Sławomir Abramowicz bardzo pewnie wyglądał na linii bramkowej. Odbił płaskie uderzenie Łukasza Zwolińskiego oraz rzut wolny Jamesa Igbekeme. Potem miał wsparcie defensywy.
Jagiellonia kilka potrzebowała, by stworzyć zagrożenie. Wystarczyło kilka podań, by znalazła się pod bramką Wisły. Trzymała porządek taktyczny, lepiej zarządzała tempem gry od rywala. Już pierwsza okazja dała mistrzowi Polski gola na prowadzenie. Darko Czurlinow wpadł z piłką w pole karne i uderzył technicznie, ale piłka odbiła się od słupka. Jednak dopadł do niej Miki Villar, który swobodnie dobił uderzenie Macedończyka. od 14. minuty do Jagiellonia była bliżej zdobycia drugiego w historii Superpucharu Polski.


Niestety, kolejne pół godziny były rozgrywane w dużo wolniejszym tempie. Piłkę kontrolowała Jagiellonia, operowała nią z dużą swobodą, ale brakowało wykończenia. Wisła szukała nowego pomysłu na siebie, miała problem z odbiorem piłki. I tak obie drużyny dotrwały do końca pierwszej połowy przy anemicznej i mało atrakcyjnej grze. Jedynie prostota konstruowania akcji i zmian sektorów przez Jagiellonię mogła robić wrażenie.


Zobacz też: Oto brutalna prawda o polskich skokach. Thurnbichler przestał milczeć
Wisła rzuciła się do ataku
jeżeli Wisła myślała o wyszarpaniu remisu lub odwróceniu wyniku w tym meczu, to powinna grać tak, jak na początku spotkania. Przeszłą do zmasowanej ofensywy, to był atak za atakiem. Dużymi fragmentami cała "Biała Gwiazda", z wyjątkiem bramkarza, była na połowie Jagiellonii. Zamknięcie mistrza Polski to była nie lada sztuka.
Wiślacy mieli kilka naprawdę dobrych okazji na doprowadzenie do wyrównania. Groźny przy stałych fragmentach gry był, Alan Uryga. Szczęścia z dystansu szukał Olivier Sukiennicki. Po wejściu Kacpra Dudy i Tamasa Kissa krakowska drużyna wrzuciła wyższy bieg. Abramowicz, Norbert Wojtuszek, Mateusz Skrzypczak i Enzo Ebosse mieli jeszcze więcej pracy w ofensywie.


Najlepszą okazję na remis miał w 68. minucie Zwoliński. Wykorzystał błąd Ebosse w rozegraniu, przejął piłkę, minął bramkarza i mógł uderzyć na pustą bramkę. Ale nagle pojawił się przed nim Skrzypczak, jakby wyrósł spod ziemi. Stoper białostoczan zablokował strzał rywala wślizgiem.


To się mogło zemścić na Wiśle 11 minut później, kiedy Jagiellonia miała kontrę dwóch na jednego. Zepsuł ją jednak Lamine Diaby-Fadiga. Postanowił uderzyć, zamiast podawać do Jesusa Imaza. Obrońca Wisły przewidział to i zablokował próbę napastnika.
Wisła starała się atakować do samego końca. Nie bała się, walczyła, ale brakowało skuteczności. To przypominało każdy jej mecz w Betclic 1. Lidze. Tworzyła masę sytuacji, ale miała problem z ich wykorzystaniem.
Ostatecznie to Jagiellonia cieszyła się ze zwycięstwa 1:0. Nie było szaleńczej euforii białostoczan po końcowym gwizdku. Raczej dominowało poczucie solidnie wykonanego zadania. Jagiellonia wywalczyła drugie trofeum w ciągu roku.
Idź do oryginalnego materiału