Szefowie zespołów Formuły 1 podkreślają, iż nie poznaliśmy jeszcze pełnej skali problemów z odzyskiwaniem i uwalnianiem energii. Pierwszy większy sprawdzian w Australii.
Kwestie odzyskiwania energii w bolidach Formuły 1 elektryzują kierowców, szefów zespołów i kibiców od wielu tygodni. Obawy dotyczą przede wszystkim tego, iż zawodnicy będą musieli odpuszczać znacznie przed punktami hamowania, a czasem też w szybkich łukach by zbierać energię elektryczną. Jej udział w tegorocznych silnikach to prawie połowa.
Już w Bahrajnie było to widoczne i narzekali na to zawodnicy, a na innych torach ma być gorzej. Przyznaje to szef McLarena, Andrea Stella, skupiając się przede wszystkim na pierwszym wyścigu sezonu – Australii.
“Myślę, iż w 2026 roku będziemy musieli mocniej przyglądać się charakterystyce torów pod kątem tego, jak łatwo będzie na poszczególnych obiektach odzyskiwać energię. Barcelona była wymagająca o ile chodzi o balans pomiędzy zbieraniem i uwalnianiem jej. W Bahrajnie było relatywnie łatwiej ponieważ jest wiele hamowań, podczas których odzyskuje się energię. Nie trzeba robić nic szczególnego o ile chodzi o odpuszczanie gazu” – mówi Stella.
“Teraz zmierzamy do Australii. To będzie jeden z tych torów, na których będzie nieco trudniej. Myślę, iż zobaczymy kierowców, którzy będą mieli więcej zadań dotyczących zbierania energii i upewniania się, iż silnik pracuje wydajnie przez długi czas” – mówi Stella.
Gdzie jeszcze będą problemy? Tam, gdzie nie ma wielu punktów hamowań oraz tam, gdzie występują bardzo długie proste. Portal planetf1.com wylicza tu – oczywiście oprócz GP Australii – również GP Japonii, GP Arabii Saudyjskiej, GP Kanady, GP Belgii, GP Włoch, GP Azerbejdżanu czy GP Las Vegas.
Na tych obiektach możemy widzieć dość dziwne zachowania kierowców w zakresie wykorzystania energii, a najszybsi mogą być ci najsprytniejsi i najlepiej znający tajniki swojej jednostki elektrycznej.
Pierwszy sprawdzian już w tym tygodniu. Harmonogram Grand Prix Australii znajdziecie tutaj.

2 godzin temu














