Urban zamienił zimne ognie na pochodnie. Kiedyś wystarczyło błysnąć

2 godzin temu
Miało być kilku debiutantów - jest jeden. Miał być dopływ graczy z Ekstraklasy, ale nie ma z niej żadnych nowych nazwisk. Zamiast zaskoczeń, są pewniki. Jan Urban powołał 25-zawodników, którzy mają wywalczyć dla Polski mundial. Przy zimnych ogniach, które odpalał Michał Probierz, obecny selekcjoner stawia na pochodnie.
Nowych nazwisk dla seniorskiej kadry w ostatnim czasie przewijało się sporo. Media pisały o Karolu Czubaku z Motoru Lublin, który jest zresztą najskuteczniejszym strzelcem Ekstraklasy. Faworytem do kadry był też, mający na koncie dwucyfrową liczbę asyst i życiową formę, 32-letni Bartosz Nowak z GKS-u Katowice. Przy braku możliwości skorzystania z kontuzjowanego Adama Buksy głośniej było też o Sebastianie Bergierze (Widzew Łódź) czy 18-letnim Kacprze Potulskim, zaproszonym ostatecznie do U-21. Wszyscy oni są blisko kadry. Ba, choćby w razie czego mają być na nią gotowi, ale najbliższy mecz Polski z Albanią w barażach o mundial zobaczą w telewizji. To nie czas na nowości i wpasowywanie nowych elementów.

REKLAMA







Zobacz wideo 85 procent mieszkańców uprawia sport



Oyedele za 100 minut w Legii, Pietuszewski za rok w Lidze Konferencji i FC Porto i FC Porto
Jan Urban ze swym sztabem przed najważniejszymi meczami kadry w swej trenerskiej karierze poszedł obraną i bezpieczną drogą. W powołaniach postawił na powtarzalność i choć trochę sprawdzonych zawodników, których obserwował i zapraszał od jesieni. Skoro reprezentacja pod jego wodzą nie przegrała meczu i doszła pod bramy mistrzostw świata, to po co coś zmieniać przy dobieraniu się do furtki? Debiutant w kadrze jest w zasadzie jeden - ten, któremu list z powołaniem i gratulacjami niektórzy wysłaliby już wcześniej. To Oskar Pietuszewski - gracz FC Porto, a wcześniej Jagiellonii, do tej pory był kierowany do kadry U-21, w której na jesieni również zadebiutował. Drużyna Jerzego Brzęczka była na fali, ciesząc nas wygranymi z Włochami czy Szwecją.


Urban wcześniej nie chciał rzucać Pietuszewskiego na głęboką wodę. Uznał, iż do kadry warto iść jakąś udeptaną ścieżką, na której oprócz odważnych dryblingów, pozytywnej boiskowej bezczelności i mocnego, precyzyjnego strzału z prawej nogi, potrzeba też trochę spokoju, a może choćby lodu na głowę i świadomości, iż to droga ostro pod górę, więc trzeba się do niej przygotować. Bez tego – jak w przypadku Maxiego Oyedele z Portugalią – można bardziej komuś i sobie zaszkodzić niż pomóc: obetrzeć stopy, potknąć się na kamieniu. Swoją drogą, Oyedele do polskiej kadry na mecz na Narodowym wszedł po dobrych 100 minutach w barwach Legii Warszawa. Pietuszewski po zgarnięciu Superpucharu Polski i miejsca na podium w lidze z Jagiellonią, kilkuset minutach w Lidze Konferencji, transferze do FC Porto, asyście w debiucie i trzech golach strzelonych w miesiącu rozstrzygającym o powołaniach na zgrupowanie.
Pietuszewski jak Lubański, Wilimowski, czy Saganowski
17-latek z Białegostoku, który przyjedzie do Warszawy w znakomitej formie, przywołuje nieco wspomnienia innych nastolatków, którzy zrobili solidną karierę, czy okazali się dla polskiej kadry ważnymi postaciami: 16-letni Włodzimierz Lubański, 17-letni Marek Saganowski, Ernest Wilimowski, czy choćby Kacper Kozłowski, który był kluczową postacią kadry U-21 i uczestniczył w ostatnich zgrupowaniach kadry seniorskiej. Wszystko jeszcze przed nim.
Inne nowsze nazwiska w kadrze? Nowsze, ale nie nowe i trudno uznać je za zaskakujące. Zaproszenie na kadrę dostał Arkadiusz Pyrka, który udanie buduje swą pozycję i markę w Bundeslidze. Gracz St. Pauli od jesieni jest podstawowym zawodnikiem swej drużyny. Urban na kadrę zapraszał go zresztą już w październiku. 23-latek zadebiutował w meczu z Nową Zelandią. Przy ostatnich problemach zdrowotnych Pawła Wszołka (na którego Urban stawiał w pierwszej kolejności) Pyrka był następny w kolejce. Selekcjoner ponownie powołał też choćby 19-letniego Filipa Rózgę ze Sturmu Graz, który w dorosłej kadrze zanotował już u niego dwa występy. Na razie były to występy minutowe, ale to skromne jesienne przetarcie byłego zawodnika Cracovii w starciach o punkty z Holandią i Maltą i zaliczenie całego obozu z dorosłą kadrą było ważne.



Pochodnia zamiast dziesiątek zimnych ogni
W innych obszarach u Urbana też jest stabilnie. To właśnie nowy selekcjoner odkrył dla kadry nowych środkowych obrońców: Przemysława Wiśniewskiego czy Jana Ziółkowskiego. Obaj jesienią zebrali pozytywne recenzje. Teraz, chociaż ich sytuacja klubowa jest nieco inna, Urban przez cały czas na nich stawia. Wiśniewski przeszedł ze Spezii do Widzewa, Ziółkowski cały czas jest w Romie, ale w tym roku w podstawowym składzie gra mało. Urbana turbulencje Ziółkowskiego w klubie jednak nie martwią, mocno wierzy w tego zawodnika. To adekwatnie koniec nazwisk "odkrytych" przez Urbana. Można je policzyć na palcach jednej ręki. Nazwisk, które selekcjoner dziewięć miesięcy temu zapisał w swym notesie i których się trzyma. Albo od razu wybrał dobrze, albo buduje je konsekwencją. Urban jest trenerem, który nie odpala dziesiątek zimnych ogni, a stawia na dłużej palące się pochodnie. Na razie na tym zyskuje.


To inna filozofia niż ta, którą prezentował poprzedni selekcjoner Michał Probierz. Ten był trochę zakładnikiem wymagań Cezarego Kuleszy, by odmłodzić kadrę. Eksperymentować musiał zatem więcej, czasem może choćby z przesadą. Niemal każde jego zgrupowanie to były dwa, trzy nowe nazwiska i prezent dla kogoś z ekstraklasy. Czasem miało się wrażenie, iż było to trochę na pokaz, a może by zmotywować krajowych zawodników, którzy jednak, choćby mimo powołań, minut na kadrze nie łapali. Po roku pracy Probierza z piłkarzy, którym ten wysłał pierwsze powołanie, można było złożyć całą jedenastkę. Dokładnie było ich 13, patrząc tylko na graczy z pola. Do tego dochodziło kolejnych trzech, którzy wcześniej powołanie dostali raz, ale nigdy w kadrze nie zagrali. Zebrała się z tego spora grupka. Zawodnicy tacy jak Patryk Dziczek, Bartłomiej Wdowik, Adrian Benedyczak, Jakub Kałuziński czy Mateusz Kowalczyk seniorskiej kadry jednak nie zawojowali. Największym wygranym odkryć Probierza był przez chwilę Kacper Urbański, być może także Jakub Piotrowski.
Powołania były wówczas wdzięczniejszym tematem dla mediów. Wzbudzały więcej dyskusji, polaryzowały. Nie o to jednak chodzi. Teraz jest spokojniej i ma być spokojniej. Bo czy narodową dyskusję wywoła choćby zakurzony nieco w kadrze 33-letni Bartosz Bereszyński? To co, iż w Serie B w Palermo gra ostatnio w kratkę? Grać w piłkę przecież nie zapomniał. Na kadrze będzie w stanie pobiegać i na prawej, i na lewej stronie. Jak trzeba, to również w środku obrony, z trójką czy czwórką defensorów. Doświadczony, inteligentny nie tylko na boisku, uniwersalny - Urban bez problemu wytłumaczy jego powołanie. Zresztą po "Beresia" sięgał już jesienią. Kamil Grosicki to ten sam casus. Z kim iść na ostateczną bitwę jak nie ze sprawdzonymi żołnierzami? Niech Kacper Potulski, Marcel Krajewski i inni wiedzą, jaka jest droga do seniorskiej reprezentacji. Polska zagra z Albanią 26 marca na PGE Narodowym. W przypadku wygranej 5 dni później na wyjeździe czeka nas mecz z wygranym pary Ukraina - Szwecja. Pokonanie tych rywali da awans na mistrzostwa świata.
Idź do oryginalnego materiału