W piątek 23-letni Władimir Semirunnij wywalczył dla Polski srebrny medal igrzysk w łyżwiarstwie szybkim. Rosjanin startujący w barwach polskiej reprezentacji został wicemistrzem olimpijskim na dystansie 10 000 m. To jedna z najbardziej wyjątkowych historii. Semirunnij we wrześniu 2023 r. uciekł z Rosji do Polski, bo nie chciał być wcielony do wojska. W sierpniu 2025 r. odebrał obywatelstwo. Zostawił poprzedni świat za sobą, ale zyskał szansę na normalne życie i wielką karierę.
REKLAMA
Zobacz wideo To był szok. Justyna Kowalczyk zemdlała na trasie. "Kamery straciły ją z oczu"
Zapytany po starcie olimpijskim, dlaczego wybrał nasz kraj, przyznał: - Tylko Polska chciała mnie przyjąć i naprawdę potrzebowałem Polski, bo chciałem zdobyć medal. Polska też chciała medalu, więc chciała takiego zawodnika, jak ja. Dziękuję bardzo Konradowi Niedźwiedzkiemu (dziś dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, szef misji olimpijskiej - red.), który mi zaufał. Mogę podziękować Polsce, tylko zdobywając medal. Zrobiłem to i dziękuję też panu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu za to, iż pomógł mi osiągnąć mój cel, moje marzenie. Polacy mu zaufali. To dużo dla mnie znaczy.
Ukraińcy o polskim medaliście igrzysk
Jego nazwisko odmieniane jest w ostatnich godzinach przez kibiców i ekspertów przez wszystkie przypadki. Zamieszanie postanowiła wykorzystać także grupa Euromaidan Warszawa, uderzając w naszego wicemistrza olimpijskiego. "Srebrny medal na zimowych igrzyskach olimpijskich 2026 dla Polski! Tylko iż warto mówić całą prawdę! Władimir Semirunnij - dziś przedstawiany jako polski bohater - jeszcze w 2023 roku był Mistrzem Sportu Klasy Międzynarodowej w Rosji. W 2019 roku nielegalnie przekroczył granicę z Ukrainą, przebywając na okupowanym Krymie. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę trenował i startował pod rosyjskimi barwami. Dopiero w 2023 roku przyjechał do Polski. W niespełna dwa lata otrzymał polskie obywatelstwo. Wystarczyło kilkanaście miesięcy, by z reprezentanta państwa-agresora stać się "polskim" medalistą" - czytamy na profilu na Facebooku.
I "W tym samym czasie ukraińscy sportowcy giną przez rosyjską agresję. Ich kariery kończą się nie przez kontuzje, ale przez bomby. Inni - solidaryzując się z ofiarami - ponoszą konsekwencje regulaminowe za gesty wsparcia. Pamiętamy sytuację, gdy Władysław Heraskewycz został zdyskwalifikowany za symbol na kasku, podczas gdy przedstawiciele kraju-agresora bez przeszkód wracają do międzynarodowej rywalizacji pod nową flagą" - czytamy dalej.
Heraskewyczowi Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOI) odmówił prawa startu w Mediolanie z uwagi na kask z wizerunkami poległych sportowców. Bartłomiej Banasiewicz, współzałożyciel Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej, tłumaczył w Sport.pl: "Moim zdaniem można było się tego spodziewać. MKOl stosuje pewne procedury w takich przypadkach i zawsze są one zbliżone. Często jest choćby zakazane, żeby startować na przykład z czarną opaską, na co w tym wypadku skeletonista otrzymał zgodę. MKOI w przypadku Ukraińca nie mógł podjąć innej decyzji, chociaż w Polsce uważa się, iż decyzja powinna być inna, iż sprawiedliwe byłoby umożliwienie mu startu w kasku z poległymi ukraińskimi sportowcami".
Semirunnij i jego historia
Euromaidan Warszawa zakończył wpis dotyczący Władimira Semirunnija słowami: "Oczywiście warto się cieszyć z medalu dla Polski. Ale nie warto udawać, iż historia nie istnieje. To Rosjanin, który jeszcze chwilę temu reprezentował kraj prowadzący brutalną wojnę. Sport nie istnieje w próżni. Flaga na kombinezonie zmienia się szybciej niż życiorys, ale życiorysu nie da się wymazać".
Semirunnij trafił do Polski, gdy miał 21 lat. Na okupowanym od 2014 r, przez Rosjan Półwyspie krymskim trenował z innymi zawodnikami w momencie, gdy nie miał choćby skończonych 17 lat. Banasiewicz na portalu X nazwał działania Euromaidan Warszawa "bardzo szkodliwą narracją". "Czy naprawdę powinniśmy przy okazji medalu w igrzyskach przypominać, iż Władimir Semirunnij w 2019 roku przebywał na Krymie? Wiadomo, iż inaczej podchodzą do tego Ukraińcy, ale to jest jednak zawodnik reprezentujący Polskę. To dla naszego kraju zdobył medal i akurat to, czy jako nastolatek pojechał na Krym dla zdecydowanej większości Polaków nie ma większego znaczenia".
Ekspert dodał: "Pamiętajmy, iż Semirunnij wyjeżdżając z Rosji i decydując się na reprezentowanie Polski, naprawdę dużo ryzykował. Podpisał też niezbędne dokumenty potępiające wojnę i politykę prowadzoną przez Putina. Jego postawa i to, w jaki sposób wypowiada się o naszym kraju pokazują, iż dość mocno czuje się związany z Polską. Rozumiem więc, iż Ukraina musi walczyć o swoje racje i przypominać o ofiarach wojny. Pokazał to Władysław Heraskewycz swoim gestem podczas igrzysk. To, co jednak pisze ta organizacja. może jednak co najwyżej jeszcze bardziej pogorszyć relacje polsko-ukraińskie".
Euromaidan Warszawa to ukraińska inicjatywa społeczna powstała 13 lat temu, której pierwotnym celem było wstąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej. Od pełnoskalowego ataku Rosjan w lutym 2022 r. grupa koncentruje się przede wszystkim na dostarczaniu pomocy humanitarnej Ukraińcom, integracji oraz edukacji Ukraińców zamieszkałych w Polsce oraz działaniach komunikacyjnych, by przypominać o zbrodniach rosyjskich żołnierzy, a jednocześnie walczyć z rosyjską dezinformacją. W tym celu trzy lata temu powołano fundację Stand with Ukraine.
Po wybuchu wojny cztery lata temu Władimir Semirunnij nie chciał iść do wojska. Otwarcie potępił agresję Rosji i nieraz publicznie podkreślał, iż nie utożsamia się z polityką Kremla. Swoją przyszłość wiąże z naszym krajem, a mieszka i trenuje w Tomaszowie Mazowieckim. W barwach polskiej reprezentacji w Mediolanie startuje także łyżwiarka figurowa Jekaterina Kurakowa, która urodziła się w Moskwie, ale od czerwca 2019 występuje dla Biało-Czerwonych.

2 godzin temu














