Nazywam się Darek Korzeniowski i gdy dziś myślę o starcie w Tokyo Marathon, który domknie moją drogę po legendarny medal Abbott World Marathon Majors, mam w głowie jedną myśl: ta historia w ogóle nie miała tak wyglądać.
Nie zaczynałem swojej przygody z maratonami z myślą o Koronie Maratonów Świata. Ba, w 1999 roku sama idea przebiegnięcia 42 kilometrów była dla mnie czymś na pograniczu fantazji i sportowej ciekawości. Chciałem po prostu sprawdzić, czy dam radę. Bez planu, bez większych przygotowań, bez technologii, bez ambicji wykraczających poza jedno: dotrzeć do mety.
Medal Abbott World Marathon Majors – Eliuda Kipchoge po maratonie w Nowym Jorku 2025To były zupełnie inne czasy. Bieganie nie było stylem życia, nie było globalnej mody, a słowo „major” nie miało jeszcze tej symboliki, którą dziś zna każdy maratończyk. Nie było zegarków z GPS-em, aplikacji treningowych, platform społecznościowych ani gotowych planów do pobrania. Był dres, para butów dalekich od ideału i głowa pełna wątpliwości. Czy organizm wytrzyma? Czy to ma sens? Czy nie porywam się z motyką na słońce. Wytrzymał. A potem… wciągnęło.
Dziś, po latach biegania, tysiącach kilometrów na liczniku i startach rozsianych po całym świecie, stoję u progu prawdopodobnie ostatniego wyzwania – Tokyo Marathon 2026, który domknie jeden z najważniejszych projektów mojego sportowego życia. Projekt, który zaczął się niewinnie, a przerodził w drogę, z której nie da się zejść obojętnie.
Maraton jako droga, nie cel
Z perspektywy czasu widzę wyraźnie, iż maraton bardzo gwałtownie przestał być dla mnie jednorazowym sprawdzianem. Stał się procesem. Nauczycielem cierpliwości, pokory i konsekwencji. Każdy kolejny start dokładał cegiełkę nie tylko do formy sportowej, ale także do życia poza bieganiem: pracy, rodziny, codziennych obowiązków.
Co ważne, nauczyłem się patrzeć na sukces szerzej. Nie zawsze był nim życiowy czas. Czasem zwycięstwem było samo ukończenie biegu. Innym razem – powrót na linię startu po kontuzji, kryzysie albo trudniejszym okresie. Maraton uczy, iż wygrana ma wiele definicji, a każda z nich jest równie wartościowa.
London Marathon – 2022 r.Apetyt rośnie w miarę jedzenia
Gdy kolejne maratony zaczęły układać się w spójną całość, pojawiła się myśl, która na początku brzmiała jak luźny żart rzucony po treningu w gronie znajomych biegaczy:
A może Korona Maratonów Świata?
Abbott World Marathon Majors – wtedy sześć (Boston, Chicago, Nowy Jork, Londyn, Berlin, Tokio) dziś już siedem (+ Sydney) – najbardziej prestiżowych maratonów na świecie. Starty, o których się marzy. Starty, które dla większości biegaczy pozostają jedynie punktami odniesienia w tabelach wyników elity.
Kiedy marzenie stało się projektem
Decyzja o tym, by realnie spróbować zdobyć Koronę, nie przyszła w spektakularnych okolicznościach. Przyszła… w nocy. A adekwatnie nad ranem, polskiego czasu, wraz z telefonem z banku i pytaniem, czy autoryzuję transakcję z Nowego Jorku.
Półprzytomny, zaskoczony, przez moment nie do końca wiedziałem, co się dzieje. Ale wystarczyła sekunda. Gdy zrozumiałem, iż chodzi o pakiet startowy na New York City Marathon, odpowiedź była natychmiastowa i bardzo głośna: „Tak, oczywiście!”
Na tyle głośna, iż postawiła na równe nogi wszystkich domowników.
To były jedne z najbardziej entuzjastycznie wydanych pieniędzy w moim życiu. Niemałe pieniądze, zapłacone po trzech latach nieskutecznych losowań. Z dzisiejszej perspektywy widzę wyraźnie, iż właśnie wtedy Korona Maratonów Świata przestała być marzeniem. Stała się projektem życia.
Sprawdź nasz reportaż z Nowego Jorku
Kolejne Majorsy – zbieranie doświadczeń, nie tylko medali
Każdy Major to inny świat. Inna kultura biegania, inna publiczność, inne emocje.
Europa nauczyła mnie szacunku do historii i tradycji biegów ulicznych.
Stany Zjednoczone pokazały, czym jest sportowe święto i energia kibiców, która potrafi nieść zawodnika przez najtrudniejsze kilometry.
Boston Marathon 2022 r.Z każdym kolejnym startem coraz mocniej docierało do mnie, iż maraton to nie tylko dystans 42,195 km. To suma wszystkich wcześniejszych kilometrów: porażek, kontuzji, powrotów, małych zwycięstw i chwil zwątpienia. Coraz wyraźniej czułem, iż to już nie tylko sportowe wyzwanie, ale droga, którą idę konsekwentnie, krok po kroku – niezależnie od tempa.
Sydney – coś więcej niż maraton
Szczególne miejsce w tej historii zajmuje Sydney. Dla wielu był to po prostu kolejny start. Dla mnie – moment przełomowy.
Maraton w Sydney był jednocześnie Mistrzostwami Świata Masters w Maratonie. Sam fakt kwalifikacji miał dla mnie ogromne znaczenie. Przepustką okazała się Walencja 2023 – mój najlepszy maratoński start w życiu. Bieg, który udowodnił mi, iż doświadczenie, mądre przygotowanie i cierpliwość potrafią przynosić efekty choćby po wielu latach biegania.
Sydney Marathon – 2025 r.Sydney było potwierdzeniem, iż wiek w maratonie nie musi być ograniczeniem. Może być atutem. Dodatkowym „bonusem” była informacja, iż maraton w Sydney oficjalnie dołącza do grona Majorsów. Tym sposobem miałem na koncie sześć gwiazdek. Ale wciąż brakowało tej jednej.
Tokio – ostatni rozdział… i najtrudniejszy
Zostało Tokio. Ostatni brakujący element układanki i jednocześnie najtrudniejszy do zdobycia.
Przez lata próbowałem wszystkiego: losowań, kwalifikacji czasowych, ścieżek charytatywnych, programów challenge i alternatywnych dróg znanych tylko maratończykom z długim stażem. Bez skutku. Tokio konsekwentnie pozostawało poza zasięgiem – jakby chciało sprawdzić, jak bardzo naprawdę mi zależy. Aż w końcu pojawił się happy end, który w amatorskim sporcie zdarza się naprawdę rzadko.
Wsparcie, które zmieni wszystko
Dzięki wsparciu ASICS Polska oraz za sprawą Redakcji Bieganie.pl, która otrzymała pakiet startowy na Tokyo Marathon 2026, mogę dziś napisać zdanie, które jeszcze niedawno wydawało się nierealne: moja historia zmierza do pełnego finału.
Za to wsparcie chcę powiedzieć jedno, bardzo głośne:
DZIĘKUJĘ!
To jeszcze nie koniec. To początek nowej opowieści
Ten tekst nie jest tylko podsumowaniem. Jest zapowiedzią.
Przed Tokio 2026 chcę krok po kroku pokazywać kulisy przygotowań do ostatniego z Majorsów: trening biegowy, jednostki siłowe, testowanie sprzętu, podejście do diety i regeneracji oraz pracę nad mentalem. Wszystko w realiach codziennego życia – rodziny, pracy, obowiązków i zmęczenia, które zna każdy amator próbujący pogodzić sport z normalnością.
Bo maraton, choćby ten największy i najbardziej prestiżowy, wciąż zaczyna się od porannego wyjścia na trening, gdy reszta domu jeszcze śpi.
Zachęta na koniec
Zachęcam do śledzenia dalszej części tej drogi. Bo jeden cel można realizować na wiele sposobów. A w mojej historii – podobnie jak w maratonie – najważniejsze momenty często zaczynają się… po trzydziestym kilometrze.
Sprawdź nasz reportaż z Londynu

17 godzin temu














