
Francis Ngannou powątpiewa w to, iż UFC kiedykolwiek na poważnie próbowało doprowadzić do jego pojedynku z Jonem Jonesem.
Choć Francis Ngannou wielokrotnie apelował do Jona Jonesa, aby ten zgodził się na walkę z nim, zawsze coś stawało na przeszkodzie. Przez wiele lat większość kibiców żyła w przekonaniu, iż chodziło o wynagrodzenie dla Amerykanina. W mediach pojawiały się różnorodne doniesienia – niektóre informowały, iż 38-latkowi oferowano co najmniej 15 milionów dolarów, podczas gdy inne sugerowały, iż Jon Jones za walkę z Kameruńczykiem zażyczył sobie 30 milionów dolarów.
Z kolei trener Jona Jonesa twierdził, iż walka z Francisem Ngannou jest warta choćby 50 milionów dolarów. Nikt nie chciał dać mu jednak takich pieniędzy, dlatego starcie pomiędzy „Bonsem” a Kameruńczykiem nigdy nie doszło do skutku. Ale czy faktycznie to kwestie finansowe były główną przeszkodą w zorganizowaniu tego pojedynku?
Francis Ngannou uważa, iż nie. Według niego walka z Jonem Jonsem była jedynie kartą przetargową, która miała go zachęcić do podpisania nowego kontraktu z największą organizacją MMA na świecie.
Tak naprawdę nigdy nie wchodziło to w grę, więc nie czuję rozczarowania. Jedyny moment, w którym walka z Jonem Jonesem wydawała się realną opcją, to był ten, gdy użyto jej jako przynęty, żeby mnie na coś nabrać.
Przypomnijmy, iż po starciu Kameruńczyka z Cirylem Ganem rozpoczęły się długie negocjacje dotyczące przedłużenia jego umowy z UFC. Ostatecznie zakończyły się one fiaskiem, a „Predator” rozstał się z amerykańskim gigantem, decydując się na współpracę z Professional Fighters League.
Jednak w szeregach PFL stoczył zaledwie jedną walkę, po czym opuścił drugą co do wielkości organizację MMA w Stanach Zjednoczonych. Niedawno Kameruńczyk dogadał się z Netflixem, ale po swojej kolejnej walce będzie mógł rozejrzeć się za nowymi możliwościami. 39-latek nie wyklucza powrotu do UFC, ale tylko pod warunkiem, iż będzie to korzystne dla obu stron.
Nie mam problemu z kontraktami. Mam problem z tym, w jaki sposób kontrakt jest wykorzystywany. przez cały czas podpisuję umowę, choćby jeżeli nie dotyczy ona walki. Jestem biznesmenem, więc rozumiem ideę kontraktu, czyli porozumienia między dwiema stronami, które muszą zapewnić, iż wywiążą się z tego, co uzgodniły.
Jeśli obie strony dostarczają to, na co się umówiły, nie widzę powodu, żebyśmy nie robili dalej interesów. W rzeczywistości, kiedy podpisujesz dobry kontrakt, chcesz, żeby twój partner był zadowolony – może po to, żeby przedłużył współpracę. Jakby powiedzieć: okej, to było świetne partnerstwo, dlaczego by go nie odnowić? Dlaczego nie zrobić tego jeszcze raz? Razem wygrywamy, więc dlaczego nie kontynuować?
– powiedział Francis Ngannou w rozmowie z ESPN.
Francis Ngannou był wodzony za nos?
Francis Ngannou (18-3) już w połowie maja wystąpi na gali Netflix w Miami, gdzie zmierzy się z Philipe Linsem. Ostatnią walkę „Predator” stoczył w październiku 2024 roku podczas PFL Super Fights. Były mistrz UFC w kategorii ciężkiej znokautował Brazylijczyka już w 1. rundzie, przerywając jego serię czterech wygranych z rzędu.
ZOBACZ TAKŻE: Mateusz Gamrot ma na oku byłego mistrza UFC. Wcześniej w ogóle o nim nie myślał
Mimo iż teoretycznie starcie Francisa Ngannou z Jonem Jonsem może się jeszcze odbyć w przyszłości, szanse na to są praktycznie znikome. Prawdopodobnie będzie to jedna z tych walk, która powinna się odbyć, ale z różnych względów nigdy nie doszła do skutku.

3 godzin temu














