"Pracowaliśmy krótko, ale to była prawdziwa przyjemność grać dla ciebie i uczyć się od ciebie. Dzięki za zaufanie od pierwszego dnia współpracy. Będę cię wspominał jako trenera z jasnymi pomysłami" – napisał Kylian Mbappe, zaraz po tym, jak Real Madryt wydał komunikat o rozstaniu z trenerem Xabim Alonso.
REKLAMA
Zobacz wideo Jak zagra Legia na wiosnę? Papszun: Będziemy walczyć o życie
44-letni Bask pracował w królewskim klubie zaledwie siedem miesięcy. Zastąpił Carlo Ancelottiego – trenera-legendę, który jednak z Realem przegrał wszystkie cztery klasyki z Barceloną w poprzednim sezonie. Dla Królewskich rok bez trofeum był głębokim upokorzeniem, Xabi Alonso miał wykorzystać ostatnią deskę ratunku, jaką był klubowy mundial w USA.
Czy Real musi przegrywać z Barceloną?
Po porażce na wszystkich frontach prezes Florentino Perez przeznaczył na transfery nowych graczy Realu 167,5 mln euro. Z czterech zawodników, których dostał na start Xabi Alonso (Trent Alexander-Arnold, Alvaro Carreras, Franco Mastantuono, Dean Huijsen), tylko lewy obrońca Carreras gra na miarę oczekiwań. W doliczonym czasie niedzielnego finału Superpucharu Hiszpanii z Barceloną w Dżuddzie miał znakomitą okazję na gola na 3:3, ale ją zaprzepaścił. Gdyby Real tego meczu nie przegrał, dziś jego trenerem pewnie wciąż byłby Xabi Alonso. Choć jego pozycja na Santiago Bernabeu wciąż byłaby niepewna.
Kiedy wyrzucają trenera z klubu takiego jak Real, komentarze zawsze są dość podobne. Były zawodnik Królewskich, Guti, ogłasza, iż po piłkarzach z Madrytu widać było niezadowolenie z pracy z Xabim Alonso. – To zawsze rzuca się w oczy podczas treningów i meczów – przekonuje. Choć przyznaje, iż nie obserwował "z wewnątrz" relacji zawodników Realu z ich trenerem. Po prostu wyczuł to, patrząc na ich grę.
Po dymisji Alonso nie tylko największa gwiazda drużyny, Mbappe, ale niemal wszyscy gracze pożegnali ciepło byłego już szkoleniowca. Kurtuazja? Możliwe. Głosu nie zabrał Brazylijczyk Vinicius Junior, według relacji hiszpańskich mediów od dawna obrażony na Xabiego. Trener nie traktował go z jakąś szczególną atencją, zdejmował z boiska za każdym razem, gdy grał źle. To oczywiście piłkarz o wielkim potencjale, ale kapryśny. Zachowuje się prowokacyjnie wobec sędziów i rywali. Zupełnie inny typ charakterologiczny niż Xabi Alonso – wzór dżentelmena jako piłkarz i trener.
Powie ktoś, iż takt i dobre maniery to nie są najważniejsze zalety w pracy trenera. Zgoda. Choć akurat kibice reprezentacji Polski przekonują się właśnie, ile może zmienić człowiek z klasą na stanowisku selekcjonera. Kilka miesięcy temu opanowany i patrzący na futbol pozytywnie Jan Urban zastąpił Michała Probierza, który przewrócił szatnię kadry do góry nogami konfliktem z Robertem Lewandowskim o opaskę kapitana drużyny. Z niemal tymi samymi piłkarzami, z którymi Probierz przegrał z Finlandią w Helsinkach, Urban dokończył eliminacje bez porażki. A przecież poprowadził drużynę m.in. w dwóch meczach przeciw Holandii.
Zostawmy jednak wątki polskie. Co takiego przegrał Xabi Alonso, iż doczekał się zwolnienia z pracy w Madrycie? Jego Real dotarł do półfinału mundialu klubów, gdzie odbił się od Paris Saint Germain – zwycięzcy Ligi Mistrzów. Czy to coś szokującego, iż drużyna przegrywa z lepszymi od siebie? Dziś paryski zespół jest od Realu mocniejszy, tak jak w Hiszpanii przewyższa go Barcelona. Obie porażki Xabiego Alonso – z PSG i Barceloną w niedzielę w Superpucharze Hiszpanii - były więc logiczną konsekwencją obecnej klasy i formy graczy Realu. A przecież Xabiemu udało się wygrać z Barceloną 2:1 jesienny mecz ligowy na Santiago Bernabeu, przerywając passę zwycięstw zespołu Hansiego Flicka.
Jak Real się wzmocnił po zatrudnieniu Alonso? Królewscy kupili stopera Deana Huijsena z Bournemouth za 62,5 mln euro, Carrerasa z Benfiki za 50 mln, młodego argentyńskiego skrzydłowego Franco Mastantuono z River Plate za 45 mln i Trenta Alexandra-Arnolda z Liverpoolu za 10 mln. Tylko Carreras gra regularnie, reszta się leczy lub zawodzi na boisku. Być może 18-letni Mastantuono będzie kiedyś doskonałym graczem, póki co jego początki w Realu są trudne. W tym sezonie w 17 meczach zagrał 780 minut, strzelił jednego gola i zaliczył jedną asystę.
Piątego gracza, młodego napastnika Gonzalo Garcię, który zdobył gola w Superpucharze Hiszpanii z Barceloną (i był królem strzelców klubowego mundialu, z 4 golami) Alonso wyciągnął z drużyny rezerw i dał mu życiową szansę.
Spójrzmy jednak na linię pomocy obecnego Realu, bo to klucz do rozwiązania zagadki. W Hiszpanii nazywają ją "sala de maquinas", czyli maszynownią lub pomieszczeniem, w którym znajduje się silnik urządzenia. To oczywiście przenośnia wykorzystywana w piłce nożnej, bo to pomocnicy decydują o jakości gry zespołu. Przez dekadę o sile drugiej linii Realu decydowali Kroos i Modrić. Z nimi Królewscy dominowali w Europie. Od 2014 roku wygrali Ligę Mistrzów sześciokrotnie, zmienili najbardziej prestiżowe rozgrywki w rywalizację Real kontra reszta Europy. Przez kilka lat idealnym dopełnieniem Chorwata i Niemca był Brazylijczyk Casemiro, którego Manchester United wykupił za ponad 70 mln euro w 2022 roku. Teraz, bez Kroosa i Modricia, defensywny pomocnik cierpi katusze w Premier League.
W plebiscycie na najlepszą drugą linię w historii Realu, organizowanym w hiszpańskich mediach, Kroos, Modrić i Casemiro zajęli pierwsze miejsce. A przecież w madryckiej "sala de maquinas" grali Raymond Kopa, Zinedine Zidane, Luis Figo, Fernando Redondo, Clarence Seedorf i wielu innych wybitnych piłkarzy z całego świata.
Wraca otwarty konflikt Realu z Barceloną?
Kiedy siedem miesięcy temu Xabi Alonso przybywał na Santiago Bernabeu jako trener Realu, Modrić właśnie opuszczał klub jako ostatni z wielkiego trio. Pomoc Królewskich trzeba było zbudować od nowa, tymczasem pozostali w kadrze Francuzi Aurelien Tchouameni i Eduardo Camavinga oraz Anglik Jude Bellingham. To piłkarze dobrzy, silni, ale żaden z nich nie potrafi grać regularnie błyskotliwych, prostopadłych podań do napastników, jak robią to Pedri czy Frenkie de Jong z Barcelony.
Trio pomocników Realu nie umie dominować, długo utrzymać piłki, opanować środek boiska. W starciach z Barceloną czy PSG Real skazany jest więc często na granie długich piłek od bramkarza lub obrońców do napastników. W niedzielnym finale Superpucharu Hiszpanii drużyna Xabiego była zepchnięta pod własne pole karne, akcje ofensywne zaczynała od dalekiego wykopu piłki Thibauta Courtoisa do Viniciusa Juniora. Żeby odwołać się znów do piłkarskiej reprezentacji Polski, była to popularna kiedyś "laga na Robercika", tylko w wydaniu madryckim.
Jedyny z zarzutów stawianych Xabiemu Alonso, który może przekonywać, to ten związany z plagą kontuzji w kadrze Realu. Było ich w tym sezonie już 32, więcej niż w Barcelonie (23) i Atletico Madryt (21). Być może spec od przygotowania fizycznego w sztabie Xabiego popełniał za dużo błędów? Tyle iż w zeszłym sezonie kadrę Królewskich przetrzebiły 63 urazy, z którymi Alonso i jego ludzie nie mieli nic wspólnego.
Xabi przybywał do Realu osławiony sukcesami z Bayerem Leverkusen. W Bundeslidze stworzył zespół, który przerwał 11 lat hegemonii Bayernu Monachium. To był wieki wyczyn, bo Bayer grał fenomenalnie, przegrał w całym sezonie 2023-2024 jeden mecz – w finale Ligi Europy z Atalantą Bergamo. Bundesligę wygrał bez porażki. Oczywiste było jednak, iż w Leverkusen nie ma tyle pieniędzy, by zatrzymać takiego trenera i piłkarzy. Xabi pracował jeszcze kolejny rok w Niemczech, po czym przyjął ofertę Realu Madryt, która była nie do odrzucenia. Każdy były piłkarz Królewskich o niej marzy.
Marzył o tym także Alvaro Arbeloa, który jako zawodnik przybył do Realu z Liverpoolu razem z Xabim Alonso, latem 2009 roku. Obaj mieli pomóc zakończyć dominację Barcelony, prowadzonej przez Pepa Guardiolę. Było to ekstremalnie trudne zadanie. W 2010 roku na ławce Realu usiadł trener Jose Mourinho. Drastycznie zaostrzył rywalizację z Barceloną na boisku i poza nim. Podczas awantury po jednym z klasyków Mourinho... wsadził palec w oko Tito Vilanovy – wtedy asystenta Guardioli, potem pierwszego trenera Barcy (zmarł na nowotwór w 2014 roku).
To były złe czasy dla kibiców, którzy cenią w piłce nie tylko zwycięstwa, ale i klasę. Mourinho deptał tradycję "senorio", czyli klubu dżentelmenów. Arbeloa czuł się w tym jak ryba w wodzie, Xabi Alonso - źle. Ten pierwszy był ostatnio trenerem rezerw Realu, z którymi radził sobie bardzo dobrze. Zastąpi Alonso, w czym niektórzy komentatorzy w Hiszpanii widzą powrót do metod stosowanych przez Mourinho, czyli ostrej rywalizacji Realu z całym światem, byle "dopaść" Barcelonę.
Część dziennikarzy z Madrytu widzi w Arbeloi "nowego Zidane’a". Francuz też miał niewielkie doświadczenie jako trener, gdy w 2016 roku przejmował Real. Pozbierał rozbitą drużynę i wygrał z nią Ligę Mistrzów trzy razy, w trzech kolejnych sezonach - od 2016 do 2019 roku. Czyli dokonał rzeczy wielkich. Co Arbeloa ma z nim wspólnego? niedługo się przekonamy.

2 godzin temu















