Sebastian Szostak ma za sobą przełomowy sezon w swojej karierze. Żużlowiec skończył bowiem wiek juniora i w 2025 roku pierwszy raz startował jako senior w rozgrywkach ligowych. Dla jego macierzystej Moonfin Malesy Ostrów Wielkopolski zaliczał raz lepsze, raz gorsze występy. Szczególnie udana w jego wykonaniu była końcówka sezonu. W ostatnich meczach kampanii był istotną postacią drużyny prowadzonej przez Kamila Brzozowskiego, notując kilka okazałych występów.
Jego dobra forma miała przełożenie na kolejny kamień milowy w jego żużlowym życiu. Sebastian Szostak odszedł bowiem z Ostrowa Wielkopolskiego i zasilił szeregi Krono-Plast Włókniarza Częstochowa, w składzie którego zastąpił Wiktora Lamparta. 22-letni żużlowiec ponownie trafił więc pod skrzydła swojego wieloletniego trenera Mariusza Staszewskiego.
Trener wierzy w Szostaka
Wychowanek Moonfin Malesy otrzymał ogromną szansę w postaci transferu do najlepszej żużlowej ligi świata. W tym roku będzie więc stawać pod taśmą często przeciwko najlepszym zawodnikom. Jego punkty dla ekipy z Częstochowy mogą okazać się najważniejsze w wielu przypadkach. W swojego podopiecznego wierzy trener Włókniarza, który nie ukrywa, iż Częstochowianie mogą mięć dzięki niemu wiele radości.
– Sebastian jest moim wychowankiem, prowadziłem go w Ostrowie Wielkopolskim od początku jego przygody z żużlem. To bardzo utalentowany zawodnik, o ile bardziej uwierzy w siebie, jestem pewien, iż zobaczymy u niego duży progres. W drużynie zastąpi na pozycji zawodnika do lat 24 Wiktora Lamparta. Sebastian miał bardzo dobrą końcówkę sezonu w Metalkas 2 Ekstralidze i liczę na to, iż podobną dyspozycję przeniesie na warunki ekstraligowe. Oby tylko omijały go kontuzje, których trochę już miał w swojej karierze, a jestem pewien, iż będziemy mieli z niego dużą pociechę – mówił Staszewski cytowany przez klubowe media Włókniarza.
Ekipę spod Jasnej Góry czeka trudny sezon. Ich skład na papierze nie należy do najlepszych, przez co są skazywani na walkę o utrzymanie. Dobre występy Sebastiana Szostaka i jego kolegów z zespołu mogą jednak utrzeć nosa ekspertom. O tym, czy tak się stanie, przekonamy się jednak dopiero w trakcie rozgrywek.
















