Trener ujawnia zaskakującą prawdę o Tomasiaku. To był temat tabu

1 godzina temu
O tym w polskiej kadrze zbyt wiele się nie mówi, a dla wielu kibiców to temat numer jeden po srebrnym medalu Kacpra Tomasiaka na normalnej skoczni w Predazzo. Kto stoi za tym wyczynem? Z kim trenuje polski skoczek i kogo należy upatrywać w roli autora jego sukcesu? Odpowiedzi na te pytania mogą być bardziej zaskakujące niż się tego spodziewamy.
Tomasiak wyskakał srebro, a szkoleniowiec kadry Maciej Maciusiak, który oficjalnie nie jest jego trenerem, wypiął pierś po medal - taki przekaz płynie z wielu ust po olimpijskim konkursie na normalnej skoczni.


Po pierwsze: to nieprawda, wcale jej nie wypiął. A na pewno nie robi tego kosztem innych, którzy także pracują z Kacprem. W tym tekście znajdziecie też wyjaśnienie, czy aby na pewno Maciusiak nie powinien być uważany za jednego z tych, którzy pod sukcesem Tomasiaka powinni się podpisać tuż za samym zawodnikiem.

REKLAMA







Zobacz wideo Wszyscy mówią o Tomasiaku! "Taki skoczek nam się jeszcze nie trafił"



Maciusiak potraktowany niesprawiedliwie. O nikim nie zapomniał, a i tak mu się obrywa
Jakim wyczynem jest olimpijskie srebro Tomasiaka obrazuje fakt, iż skoczek oficjalnie przez cały czas jest członkiem polskiej kadry B. A to oznacza, iż jego trenerem faktycznie nie jest szkoleniowiec kadry A Maciej Maciusiak, a zajmujący się kadrą B Wojciech Topór. I wiele osób w środowisku z tego faktu wyciąga daleko idące wnioski.
Przede wszystkim pojawiają się fałszywe oskarżenia, iż Maciusiak chce cały splendor po sukcesie Tomasiaka zgarnąć dla siebie. A to nieprawda i jest niesprawiedliwe wobec trenera Polaków.
Pierwsze, o czy wspomniał Maciusiak po konkursie? Że to nie tylko jego zasługa jako głównego trenera kadry. - Po pierwsze podziękowania dla całego teamu, dla wszystkich trenerów, zawodników, bo to jest nasz wspólny sukces. Oczywiście sezon jest, jaki jest, ale przyszła najważniejsza impreza i mamy kolejny medal - komentował Maciusiak. W rozmowie z Eurosportem dodatkowo wymieniał, komu dziękuje: wspominał o trenerach ze szkół i kadr, z którymi współpracuje. Nie zapomniał o nich, ani nie próbował ich pominąć.
A nie zawsze tak było. O tym, z kim kto trenuje i jak rzeczywiście wyglądają relacje wewnątrz kadry tej zimy się nie dyskutuje. To temat tabu i wywołujący zdenerwowanie u naszych rozmówców. W trakcie sezonu wyglądało czasem, jakby zawiązali swego rodzaju zmowę milczenia. A Maciusiak bardzo często powtarzał, iż w polskich skokach wszyscy są jedną drużyną - razem trenują, pracują i wspierają się poradami. Nam przypominał, iż sami widzieliśmy, iż w kadrze nie ma podziałów podczas treningów w Zakopanem, na których pojawiliśmy się choćby na wieży trenerskiej - powstał wtedy reportaż opublikowany przed sezonem na Sport.pl.



Tak, rzeczywiście dało się odczuć, iż każdy pracuje tu na wspólny rachunek kadry. Jednak przytaczanie tego wszystkiego przez Maciusiaka zwykle brzmiało dość dziwnie. Wyciągał ten temat, gdy pytaliśmy o reakcje na zarzuty, iż Tomasiak "nie jest jego", a kibice "odejmują" zawodników trenujących z innymi szkoleniowcami z jego kadry. To budziło porównania do czasów, gdy to Maciusiak był po drugiej stronie barykady i sam nienawidził, gdy inni trenerzy "zabierali" mu zawodników do swojej ekipy, a potem nie potrafili okazać wdzięczności i powiedzieć, kto realnie prowadzi danego skoczka.
Wtedy można było mieć pewne wątpliwości. Jednak na igrzyskach, w kluczowym momencie i po wielkim sukcesie Tomasiaka, Maciusiak zachował się w porządku. Z szacunkiem wobec tych, którzy powinni zostać wspomnieni przy okazji olimpijskiego sukcesu.



To on oficjalnie jest trenerem Tomasiaka. Teraz mówi szczerze: "Nie ma się co wtrącać z boku"
Sam wątek, kto i jak adekwatnie współpracuje z Tomasiakiem, warto jednak wyjaśnić. Okazuje się, iż nic w tej sprawie nie jest czarno-białe, a odcieni szarości możemy wyodrębnić co najmniej kilka.
Zacznijmy od tego, iż przed sezonem pytaliśmy Tomasiaka, z kim chciałby trenować i jak pracować zimą, jeżeli przyjdzie mu "zmienić" kadry i więcej jeździć na zawody Pucharu Świata niż Kontynentalnego. - Trenerzy mają między sobą bardzo dobry kontakt, więc tak naprawdę ich uwagi są cały czas podobne. Może mają wizje minimalnie inne. A może choćby nie inne, a tylko one w detalach się różnią - oceniał Tomasiak. Był ostrożny, ale przekazał najważniejsze: trenerzy potrafią ze sobą o nim rozmawiać.



Teoretycznie najwięcej do ugrania w sprawie Tomasiaka miałby Wojciech Topór. Bo skoro skoczek jest w jego kadrze, trener mógłby przecież domagać się większego docenienia w obliczu sukcesu. A tymczasem to, co mówi, może zmienić nieco perspektywę wielu kibiców i komentujących sprawę.
- Z Kacprem mamy kontakt, ale tak naprawdę już odkąd zaczęła się kręcić karuzela Pucharu Świata, jesteśmy w rozjazdach w zupełnie innych kierunkach. Dlatego tak naprawdę ostatni raz większy kontakt mieliśmy na Pucharze Świata w Saporo, gdzie zastępowałem Maćka Maciusiaka. Poza tym tyle czasu jesteśmy na wyjazdach, iż też nie wydzwaniam, nie zawracam głowy Kacprowi. Jest w dobrych rękach i nie ma potrzeby, żebym się wtrącał teraz - wskazuje Topór w rozmowie ze Sport.pl.
Czy szkoleniowiec jest w stanie ocenić, ile w Tomasiaku jest "jego ręki"? - Nie jestem w stanie, ani nie zamierzam tego robić. Cieszę się, iż mogłem mieć udział w jego przygotowaniach do tego sezonu. I to też nie jest tak, iż to tylko zasługa kadry B, bo był wspaniale prowadzony w szkole i w kadrze juniorów. A teraz mieliśmy przyjemność wznieść go na wyższy poziom i cieszę się, iż mogłem w tym uczestniczyć - mówi trener zaplecza polskich skoków.
- Czy są pewne różnice w wizji mojej i Maćka Maciusiaka? Tak, ale to naturalne. W momencie, kiedy Kacper przechodził do Pucharu Świata, też byłem z Maćkiem w kontakcie i moje spostrzeżenia przekazywałem. A bezpośredni kontakt to już miał z Kacprem Maciek, bo ja zawsze wychodzę z założenia, iż nie ma się co wtrącać z boku. Ważne, żeby zawodnik dostawał informacje z jednego źródła - tłumaczy Wojciech Topór.



Zatem jasno i wyraźnie słyszymy: zimą Tomasiaka prowadzi Maciusiak.
Kto odpowiada za sukces Tomasiaka? "Nawet" Maciusiak
Podkreślmy: niczego Toporowi nie zabieramy i trzeba jasno wskazać, iż całe przygotowanie do sezonu to robota sztabu kadry B, z Toporem i jego asystentem, Robertem Mateją, na czele. A podstawy, które doprowadziły Tomasiaka do sukcesu, zawdzięcza także trenerom ze szkoły w Szczyrku, gdzie pracowali z nim Sławomir Hankus i tata skoczka, Wojciech Tomasiak. Do klubu LKS Klimczok Bystra przyjmował go Jarosław Konior. Każdy do tego sukcesu dołożył mniejszą lub większą cegiełkę.





Skupmy się jednak przede wszystkim na tym, co działo się niedawno, przed zimą. Mateja został ściągnięty do sztabu kadry B między innymi ze względu na Tomasiaka. To miała być decyzja Maciusiaka, który jest sąsiadem Matei i namówił byłego skoczka reprezentacji Polski. A to z tego powodu, iż w ostatnim czasie pracował on w szkole w Szczyrku - przez dwa lata miał oko właśnie na Tomasiaka. Stał się dla niego zaufaną osobą, więc naturalne wydawało się, iż może mu pomóc.
Dlaczego Maciusiak nie wziął Tomasiaka do siebie, do kadry A? Dziś taka decyzja wydaje się czymś naturalnym, a jego brak w głównym zespole Polaków dziwny. Ale wiosną nikt nie przypuszczał, co stanie się z naszym juniorem. Jego talent "wystrzelił" latem, a rozwój, który pozwolił mu dostać się do Pucharu Świata, przypadł na jesień. Gdyby Maciusiak dał mu szansę w kadrze A już kilka miesięcy wcześniej, byłby krytykowany za rzucenie młodego zawodnika na zbyt głęboką wodę. To byłaby bardzo ryzykowna decyzja, który wcale nie musiałaby dla Tomasiaka skończyć się dobrze.



Dodajmy, iż przed tym sezonem Maciusiak dopilnował też, żeby ujednolicone zostały plany treningowe polskich skoczków. Dlatego wszystkimi w konsultacji z trenerami zajmuje się Michał Wilk, trener ds. przygotowania motorycznego - przypisany także jako współpracujący z kadrą B, nie tylko kadrą Maciusiaka.
Ostatecznie Tomasiak dostał miejsce w kadrze, gdzie nie był na świeczniku, w dobrym miejscu do rozwoju i z bliskimi osobami, które wiedzą, jak mu pomóc. Wyszło dobrze, choć wizerunkowo Maciusiak dziś za tę decyzję nieco cierpi. Trener nigdy nie koncentrował się jednak w pełni na sobie, chodzi mu o dobro zawodników. A taki "wyskok" Tomasiaka pewnie i jego nieco zaskoczył. Choć dobrze wiedział - jak większość trenerów w polskich skokach - na co stać naszych juniorów.
Medal Tomasiaka na igrzyskach jest dowodem, iż nieważne, jak i przez kogo, ale skoczek został poprowadzony adekwatnie. To może być trudna do zaakceptowania, niespodziewana, a może i nudna odpowiedź. Jednak faktycznie: autorami sukcesu Tomasiaka są wszyscy, którzy byli przy nim w ostatnich latach.


Tak, choćby trener Maciusiak. I tego "nawet" nie powinniśmy tam już dodawać. Najważniejsze, iż Tomasiak udowodnił, jak polscy trenerzy, pracujący w polskim systemie i stosujący metody z polskiej myśli szkoleniowej - choćby jeżeli różnili się pomiędzy sobą wizjami czy detalami w pracy - potrafili doprowadzić do erupcji talentu kolejnego polskiego zawodnika. Znów mamy skoczka, który daje nam radość. I ma ją dawać jeszcze długo. Przed tymi, którzy się do tego przyczynili, czapki z głów. A z samego Kacpra po prostu trzeba i warto być dumnym.
Idź do oryginalnego materiału