Starcia Atletico Madryt z FC Barceloną to gwarancja piłkarskiego show i futbolowych fajerwerków. Ale dziś te fajerwerki były puszczane tylko przez jedną stronę. Dla "Blaugrany" to był jeden z najtrudniejszych i najgorszych wieczorów w sezonie.
REKLAMA
Zobacz wideo Legia na dnie. Kosecki nie wytrzymał: Panowie piłkarze, nie przychodźcie do tego klubu
Nokaut w Madrycie, Barcelona zmiażdżona
Tak szalonego początku meczu na Riyadh Air Metropolitano w Madrycie absolutnie nikt się nie spodziewał. Ale po kolei. Atletico chciało od razu atakować, rzuciło się w pressingu na graczy Barcelony. Zmuszało ich do asekuracyjnego grania piłką w obronie i częstego wycofywania do bramkarza.
W szóstej minucie to jedno podanie do Joana Garcii dało kuriozalnego gola dla Atletico. Eric Garcia wycofał piłkę, a ta zaczęła podskakiwać na murawie i przeszła pod stopą bramkarza. Piłka została wybita zza linii bramkowej przez Pau Cubarsiego. Atletico nie było tego świadome, kontynuowało akcję po przejęciu, piłkę do siatki wbił Ademola Lookman. Ale ostatecznie to był gol samobójczy Erika Garcii.
Po niecałym kwadransie było już 2:0 dla Atletico. Gospodarze rozmontowali obronę Barcelony w kontrataku, który z zimną krwią płaskim strzałem wykończył Antoine Griezmann. Francuz wbiegł niepilnowany w pole karne, nikt nie zdołał do niego doskoczyć.
Barcelona nie była w stanie nic zrobić. Bardzo gwałtownie została odarta z pewności siebie. Nie była w stanie wykreować sobie żadnej dogodnej okazji na gola. Raz Fermin Lopez trafił w poprzeczkę, ale to był strzał sytuacyjny, kiedy powstało zamieszanie po stałym fragmencie gry. Dani Olmo i Ferran Torres praktycznie nie istnieli na boisku. Lamine Yamal nie był w stanie dzisiaj ciągnąć tej drużyny samodzielnie.
Za to Atletico bawiło się z wysoko grającą defensywą "Dumy Katalonii". Regularnie kontrowała, wykorzystywała całą szerokość boiska. Lookman, Julian Alvarez i Giuliano Simeone byli niechwytni. Dwie bliźniaczo wyglądające kontry zamknęli najpierw Nigeryjczyk płaskim strzałem, a w doliczonym czasie do pierwszej połowy Alvarez huknął z 16 metrów pod poprzeczkę.
W efekcie do przerwy Barcelona była położona na deski, do tego w kawałkach. To było najgorsze 45 minut "Blaugrany" za kadencji Hansiego Flicka.
Robert Lewandowski wszedł w 37. minucie za Marka Casado, który grał bardzo słabo i było ryzyko, iż dostanie czerwoną kartkę. Polak nie pomógł w pierwszej połowie. Flick liczył, iż będzie lepiej w drugiej.
Barcelona z tylko jedną dobrą sytuacją po przerwie. Całkowita niemoc
Na początku drugiej połowy Barcelona próbowała podkręcić tempo. Bardzo aktywny był Fermin Lopez, który miał trzy okazje w ciągu kilku minut. Ale tylko jedna była warta uwagi, kiedy z 16 metrów zmusił Juana Musso do wykonania efektownej parady.
W 52. minucie Barcelona zaczęła remontadę, a przynajmniej tak się wydawało. Pau Cubarsi trafił do siatki z kilku metrów, najlepiej odnalazł się w zamieszaniu po strzale Fermina. Ale okazało się, iż był na spalonym - ale nie przy uderzeniu Fermina, tylko chwilę później, kiedy piłka odbiła się od nogi Lewandowskiego. Wtedy to piłka wyznaczała linię spalonego, czubek buta Cubarsiego był wtedy bliżej bramki Atletico niż piłka. VAR sprawdzał sytuację dość długo, dobre kilka minut.
W kolejnych minutach Barcelona mozolnie budowała ataki pozycyjne, ale zagrożenia w ogóle nie tworzyła. Miała spory problem z wejściem pod bramkę i oddaniem dobrego strzału. Atletico było za to groźne w kontrach, ale Joan Garcia wszystko bronił i łapał. Raz Matteo Ruggeri próbował go przelobować, ale Hiszpan nie dał się zaskoczyć.
W końcówce meczu Eric Garcia zobaczył czerwoną kartkę. Spóźniony kopnął w nogi Aleksa Baenę, gdy ten rozpędzał się z piłką i mógł wyjść sam na sam. Początkowo zobaczył żółtą kartkę, ale została zamieniona na czerwoną po interwencji VAR-u.
Zobacz też: Polka powinna mieć olimpijski medal. Koszmar
W 90. minucie Atletico mogło mieć piątą bramkę, ale Alexander Sorloth nie trafił do pustej siatki z czterech metrów. Nie trafił czysto w piłkę, w porę utrudnił mu zadanie Jules Kounde.
W doliczonym czasie gry wreszcie dogodną sytuację miał Ferran Torres, ale przestrzelił głową z bliska.
Atletico w pełni zasłużenie wygrało z Barceloną 4:0 i jest w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem na Camp Nou. choćby jeżeli "Blaugrana" jest zdolna do odrobienia takich strat, bo wrócą Pedri, Raphinha i Marcus Rashford, to będzie to piekielnie trudne zadanie.
Robert Lewandowski nie pomógł w odrabianiu strat, był mało widoczny po wejściu na boisko.

3 godzin temu
















