Co tu się najlepszego wydarzyło?! Już jeden medal w skokach na tych igrzyskach był absolutną sensacją i niespodzianką, a mamy dwa! Kacper Tomasiak dokonał czegoś, co zapisze się w historii nie srebrnymi ani brązowymi, ale prawdziwie złotymi zgłoskami.
REKLAMA
W poniedziałek doznaliśmy szoku, gdy Tomasiak wyrwał srebro. Jednak wtedy sygnały sugerujące, iż będzie mocny, wysyłał już na treningach. Ale ten wystrzał na dużej skoczni? Kto by się go spodziewał?! Niesamowite.
Jak to się stało?! Predazzo naszym rajem
Przyjeżdżaliśmy do Włoch z myślą, iż przyjmiemy wszystko. Przecież ten sezon był znów taki trudny, z kiepskimi wynikami. Jak to się przerodziło w dwa miejsca na olimpijskim podium? Jak?! To chyba ta magia Predazzo. To już nie tylko wyjątkowe, piękne miejsce dla polskich skoków. To nasz raj.
No i siła Kacpra - tu przede wszystkim mentalna, a nie fizyczna przy odbiciu jak na normalnym obiekcie. Jest gigantem. Znów jego wzrok mówił: "Co ja narobiłem?". Jakby sam w to wszystko nie wierzył. W końcu po ostatnich dniach był zmęczony, nie miał siły. Brakowało mu też tej adrenaliny, którą wcześniej przyniósł medal. A teraz sobie i nam te emocje przywrócił.
Sztafeta pokoleń znów ożywiła polskie skoki. Znów możemy się cieszyć
Mamy w skokach piękną sztafetę pokoleń. Ona dała nam kolejne igrzyska z więcej niż jednym medalem po Salt Lake City, Vancouver, Soczi i Pjongczangu. Był Małysz, byli Stoch i Kubacki, jest Tomasiak. To dalej brzmi jak jakaś piękna bajka.
Dwa tygodnie temu nie uwierzylibyśmy, iż to wszystko stanie się prawdą. Że to raczej jakaś piękna nierealistyczna bajka, alternatywna rzeczywistość. Nic z tego, to czysta prawda. Pomimo kryzysu, chudych lat ten sukces udowadnia, iż polski system dalej daje nam brylanty. A ten wyjątkowo gwałtownie się oszlifował. I jakże pięknie.
To srebro i brąz przedłużają nam życie. Życie skoków jako dyscypliny w Polsce. Baliśmy się, co będzie, jak medali nie będzie. Czy ludzie przez cały czas będą chcieli oglądać skoki bez Kamila Stocha, z kadrą bez sukcesów i kilkuletnim dołkiem. Jakim dołkiem? Kryzysem, który już nas zadręczył, wydrenował smutkiem i sprawił, iż przestaliśmy wierzyć. Tomasiak w piękny sposób przywraca nam nadzieję.
To nadzieja na to, iż już nie musimy błagać, żebyśmy doczekali się następców. Już nie musimy myśleć nad tym, czy dotrwamy do czasu, kiedy uzdolnionej młodzieży się uda. Niczego nie przykrywamy, ten sezon był i przez cały czas jest okropny. Igrzyska nie zmienią obrazu całości, one nam słodzą to, co się dotychczas wydarzyło. Nie mają niczego odmieniać, nie mają być żadną kołderką. Ale dzięki Tomasiakowi, przy tym jego wielkim, niezwykle szybkim i niebywałym wzroście, możemy się wreszcie cieszyć. Przyszłość jest teraz, polskie skoki żyją! I mogą przeżyć jeszcze wiele - oby tak pięknych chwil.

1 godzina temu











