Tomasiak nie mógł skoczyć drugi raz! Wstrząs dla Polski na igrzyskach

2 godzin temu
To nie tak miało wyglądać. Kacper Tomasiak skoczył bardzo dobrze, osiągnął 100,5 metra. Zabraknie go jednak w drugiej serii olimpijskiego konkursu drużyn mieszanych w Predazzo, choć indywidualnie miał piąty wynik. Polska nie weszła do top 8. Nasz zespół kończy rywalizację na dopiero 11. miejscu, tylko przed Rumunią. To wielkie rozczarowanie, aż trudno powstrzymać się przed mocniejszymi słowami.
W poniedziałek w Predazzo Kacper Tomasiak zachwycił, zdobywając srebrny medal olimpijski w konkursie na skoczni normalnej. We wtorek na tym samym obiekcie był liderem naszej drużyny mieszanej. Ale, choć zrobił swoje, drużyna kompletnie zawiodła.

REKLAMA







Zobacz wideo Damian Żurek gotowy na walkę o wszystko. "Treningi pokazują, iż jestem na wysokim poziomie"



Pola Bełtowska skoczyła 82 metry i była najgorsza w 48-osobowej stawce. Zaledwie 75,5 pkt wniesione przez 19-latkę do dorobku polskiej ekipy od razu ustawiło nas pod ścianą. Skaczący w drugiej grupie Paweł Wąsek spisał się dobrze – uzyskał 102,5 metra (indywidualnie miał 15. notę). Startująca w trzeciej grupie Anna Twardosz wypadła poniżej oczekiwań pamiętając, iż w konkursie indywidualnym na tym obiekcie była dziesiąta. Teraz skoczyła 92 metry (indywidualnie 37. wynik).
To wszystko złożyło się na taki wynik po trzech seriach, iż lider polskiej drużyny musiał szarżować. Przed ostatnią grupą skoczków Polska była dopiero 11. Do ósmych wtedy Włochów traciliśmy aż 19,7 pkt. To bardzo dużo, zwłaszcza na małej skoczni. Gdy Davide Bresadola skoczył 95,5 metra, stało się jasne, iż Tomasiak będzie musiał błysnąć niemal tak samo, jak to zrobił w drugiej serii konkursu indywidualnego. Wtedy skokiem na aż 107 metrów i w genialnym stylu (noty od sędziów 19,5, 19,5 i 19) Kacper przesunął się z miejsca czwartego na drugie. I w nagrodę odebrał srebrny medal. Teraz, gdy Tomasiak siadł na belce startowej, wyświetlono nam, iż będzie musiał skoczyć aż 108 metrów, żeby wyprowadzić Polskę z opresji. Niestety, do rekordu obiektu Kacper choćby się nie zbliżył. W trudnych warunkach uzyskał 100,5 metra. I widzieliśmy, jak bardzo był rozczarowany.
Tomasiak znów walczył o medal. Ale co z tego?
Tak naprawdę Tomasiak nie zawiódł. Skaczący chwilę po nim mistrz olimpijski Philipp Raimund skoczył 98 metrów. Wicemistrz olimpijski miał wyższą notę od mistrza. W sumie Tomasiak miał indywidualnie piąty rezultat. Gdyby to były zawody indywidualne, znów walczyłby o medal. Ale co z tego, iż on się spisał, skoro Polska zajęła przedostatnie, 11. miejsce?
Nasz mikst wygrał tylko z Rumunią. Do ósmego miejsca (po pierwszej serii zajmowała je Francja) straciliśmy 11,1 pkt. Do ósemki weszli m.in. Chińczycy, a my zostajemy z niczym.



Celem minimum dla Polski był awans do drugiej serii. Czyli uzyskanie wyniku, który dałby całej czwórce stypendium z ministerstwa sportu. Tomasiak już je sobie wywalczył, reszta będzie miała z tym problem. A szkoda, bo takie stypendium pozwala spokojnie skupić się na treningach.


Ale zostawmy kwestie finansowe. Sportowo to bardzo przykre, iż w drugim w historii występie w konkursie drużyn mieszanych Polska spisała się aż tak źle. Cztery lata temu w Pekinie zajęliśmy szóste miejsce w gronie 10 ekip. Wtedy nie umieliśmy wykorzystać mnóstwa dyskwalifikacji za nieprzepisowe stroje. Z zazdrością patrzyliśmy, jak srebrne medale odbierają zawodnicy skaczący pod flagą Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, a brązowe – Kanadyjczycy. Teraz pozostało gorzej. Dziś pozostaje nam patrzeć, jak inni walczą o medale, a Polaków już nie ma w konkursie.
Idź do oryginalnego materiału