W poniedziałek o g. 19 rozpoczną się zawody na skoczni normalnej w Predazzo. Przy okazji odżywają wspomnienia z niezapomnianego konkursu na skoczni normalnej w Pragelato. Pierwsze skokowe zawody igrzysk Turyn 2006 zapamiętaliśmy przede wszystkim za sprawą Dmitrija Wasiljewa.
REKLAMA
Zobacz wideo Mamy wróciły na igrzyska
27-letni wówczas Rosjanin startował w Turynie jako zawodnik z drugiego szeregu. W całej swojej karierze nigdy nie wygrał konkursu Pucharu Świata. Do tamtego momentu miał wywalczone zaledwie jedno podium – 1 stycznia 2001 r. był drugi w Garmisch-Partenkirchen. I nagle, pięć lat, po tamtym sukcesie, Dima stanął przed szansą na sprawienie jednej z największych sensacji w historii igrzysk.
Startujący z numerem 25 Wasiljew kapitalnie wyszedł z progu, idealnie złożył się do lotu i osiągnął aż 104,5 metra. Prowadzący go Niemiec Wolfgang Steiert niemal eksplodował z radości. Trener od razu wiedział, iż ten skok da miejsce w ścisłej czołówce. Okazało się, iż na półmetku zawodów dał prowadzenie!
Rosyjski komentator nie mógł wytrzymać
Wasiljew był pierwszy z notą 135 pkt. Za nim na drugim miejscu wspólnie znaleźli się Thomas Morgenstern i Janne Ahonen. Austriak i Fin tracili do lidera tylko 0,5 punktu. Czwarty Andreas Kuettel był o 1,5 punktu za Rosjaninem, a nas najbardziej interesowało czy Adam Małysz z notą 130 pkt zdoła się przesunąć z miejsca ósmego na pozycję medalową.
Niestety, najlepszy z polskich skoczków w rundzie finałowej awansował tylko o jedno miejsce. Małysz skoczył w tamtym konkursie 101,5 i 102,5 m. Mógłby być wyżej, gdyby dostawał lepsze noty za styl. Ale co ma powiedzieć Wasiljew?
- Trzyma się! Trzyma! Trzyma! Trzyma! Uff, dzięki Bogu, ustał – krzyczał komentator rosyjskiego Eurosportu, gdy Wasiljew walczył najpierw o odległość, a później o to, żeby nie upaść po osiągnięciu 100,5 metra. – Sto i pół. Co mu to da? Na ile wystarczy przewaga po pierwszej serii? Wszystko w rękach sędziów. Wolfgang Steiert jest na skraju omdlenia, stojąc obok dyrektora zawodów Waltera Hofera – emocjonował się komentator. A po chwili podkreślał, iż "ten przysiad oczywiście nie pozostanie bezkarny". Złe lądowanie Wasiljewa dało mu noty od sędziów tylko 17 oraz dwa razy po 17,5 pkt. I zepchnęło go z miejsca pierwszego na dziesiąte. Do zwycięzcy stracił zaledwie 8 pkt. To tylko cztery metry (na skoczni normalnej metr ma wartość dwóch punktów).
Wasiljew nie zgadzał się z tym, co o nim powtarzano
W zgodnej opinii fachowców i kibiców Rosjanin nie wytrzymał wtedy ogromnego napięcia. Ale Wasiljew nigdy się z tym nie zgodził. - W drugiej serii nie miałem szczęścia do wiatru. Ludzie mówią, iż nie wytrzymałem presji, ale ja psychicznie poradziłem sobie bardzo dobrze. Nie wyszło mi lądowanie, bo do końca walczyłem o metry i nie dałem rady zrobić telemarku. Przez to dostałem niskie noty i skończyłem na dopiero dziesiątym miejscu, chociaż odległości uzyskałem takie same, jak mistrz olimpijski – mówił Wasiljew jeszcze wiele lat później rosyjskim mediom. – Prawda jest taka, iż zawaliłem tylko lądowanie – przekonywał.
Fakty są takie, iż Wasiljew rzeczywiście miał sumę odległości identyczną jak mistrz olimpijski. A został nim kompletnie niespodziewanie Lars Bystoel. Po pierwszej serii Norweg ze skokiem na 101,5 metra był szósty. W finale uzyskał 103,5 m w dobrym stylu i to dało mu złoto. Razem z nim na podium stanęli Matti Hautamaeki i Roar Ljoekelsoey.
Mistrz olimpijski utopił swój talent w alkoholu
Srebrny i brązowy medalista tamtego konkursu zrobili w skokach duże kariery. Natomiast Bystoel zdecydowanie nie wykorzystał ogromnego talentu, jaki miał. Na tamtych igrzyskach wywalczył jeszcze brąz na skoczni dużej i brąz z kolegami w drużynie. A później poczuł się królem życia i bawił się zdecydowanie za mocno.
Już wcześniej Bystoel nie zawsze prowadził się wzorowo. W 2000 roku został zatrzymany za prowadzenie auta po pijanemu. W 2007 roku znów się to stało. A norweskie media informowały też o tym, iż Bystoel był uczestnikiem awantury na łodzi, gdzie miał pijany wypaść za burtę. Podobno kilka brakowało, a utopiłby się.
W 2009 roku mistrz olimpijski został zdyskwalifikowany przez Norweską Komisję Antydopingową, bo testy wykazały obecność narkotyków w jego organizmie. Również w 2009 r. Bysteol skończył karierę. Zrobił to w wieku dopiero 30 lat. Ale wtedy już długo czekał na jakikolwiek wynik godny mistrza olimpijskiego. Po wygraniu igrzysk już nigdy nie wskoczył na podium zawodów międzynarodowych. W Pucharze Świata w dwóch sezonach po igrzyskach uciułał w sumie tylko 108 punktów.
Rosjanin stracił nie tylko złoto olimpijskie. Uciekł mu też rekord świata
Wasiljew po igrzyskach w Turynie skakał jeszcze długie lata. Ze skokami pożegnał się dopiero w 2020 r. A rok po turyńskich igrzyskach przeżył swój najlepszy sezon w karierze – był wówczas piątym zawodnikiem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i piątym zawodnikiem Turnieju Czterech Skoczni, a na podium skończył wtedy sześć konkursów (jeden na drugim miejscu i pięć na miejscach trzecich).
O Wasiljewie niemal tak głośno jak na igrzyskach Turyn 2006 było jeszcze w 2015 roku, gdy w Vikersundzie poleciał aż 254 metry. Niestety, Rosjanin tamtego kapitalnego lotu nie ustał. A byłby to nowy rekord świata (należał wówczas do Petera Prevca i wynosił 250 metrów).
W poniedziałek na igrzyskach olimpijskich Mediolan/Cortina 2026 odbędzie się konkurs skoków narciarskich mężczyzn na obiekcie normalnym. Polskę będą reprezentowali: Kacper Tomasiak, Kamil Stoch i Paweł Wąsek. Początek o godzinie 19. Transmisja w TVP, Eurosporcie i na platformie HBO MAX. Relacja na żywo na Sport.pl

1 godzina temu















