To jest wojna. Karaś reaguje po oświadczeniu POLADA. "Gardzę takimi ludźmi"

1 miesiąc temu
Zdjęcie: Robert Karaś tłumaczy się z afery dopingowej. Fot. DDTVN/screen


Sprawa dopingowa Roberta Karasia przerodziła się w spór triathlonisty z Polską Agencją Dopingową, który będzie miał swój finał w sądzie. POLADA podała sporo faktów, które pokazują Karasia w niekorzystnym świetle. Ten postanowił odpowiedzieć i udzielił wywiadu TVN-owi do programu "Dzień dobry TVN". Nie zmienia swojej linii obrony i czuje się niewinny.
Robert Karaś dwukrotnie został złapany na dopingu przy okazji zawodów triathlonowych w Brazylii i USA. Łączna kara za oba incydenty to aż dziesięć lat dyskwalifikacji - dwa za pierwsze wykrycie i osiem za sprawę ze Stanów Zjednoczonych. Tutaj potraktowano go jak recydywistę, do tego startował, będąc zawieszonym, co pogorszyło jego sytuację w oczach sędziów.


REKLAMA


Zobacz wideo Awantura w studiu! Kosecki nie wytrzymał. "Komu to przeszkadza?!" [To jest Sport.pl]


Karaś postawił ultimatum szefowi POLADA, Michałowi Rynkowskiemu. "Publicznie podważał moje tłumaczenia w sprawie drostanolonu, twierdząc, iż maksymalny czas wykrywalności tej substancji to 30 dni. To kłamstwo. Michał Rynkowski, masz 24 godziny na sprostowanie swoich słów. jeżeli tego nie zrobisz, podejmuję kroki prawne za zniesławienie" - ogłaszał w social mediach.
Kilka dni temu POLADA postanowiła wydać oświadczenie ws. Karasia, podając mocne fakty, które podważają wiarygodność narracji triathlonisty. Potwierdziła, iż dwukrotnie przyłapano Karasia na dopingu, a Karaś naruszył przepisy dotyczące zawieszenia. Według agencji Karaś nie złożył odwołania od ośmioletniego zawieszenia nałożonego przez USADA, mimo głośnych zapowiedzi. Termin złożenia apelacji upłynął. Karaś nie stawił się na rozprawie, ale mógł być reprezentowany przez pełnomocnika. Oprócz tego POLADA stwierdziła sprzeczność w tłumaczeniach Karasia i zapowiedziała pozew do sądu o naruszenie dóbr osobistych, rozważa też złożenie oskarżenia o zniesławienie.


Karaś reaguje po oświadczeniu POLADA. Czuje się niewinny
Karaś utrzymuje swoją linię obrony, tj. nie zażywał dopingu w celu poprawienia wydolności organizmu na zawodach triathlonowych. Ale to nie są tłumaczenia wiarygodne dla agencji antydopingowych, skoro przyznał się, iż stosował świadomie substancje zakazane w ramach innej dyscypliny, czyli przed walką na gali Fame MMA. Środki dopingujące wykryto w trakcie zawodów triathlonowych i to w takich ilościach, które mogły wpłynąć na jego organizm.
- Nic nie było drugi raz, nic nie było pierwszy raz. Te środki były w moim organizmie, ale pierwszą rzeczą, jaką chciałbym sprostować, to to, iż jest to przypinane do triathlonu. Branie tych środków było związane z moją walką MMA. W triathlonie nigdy nie brałem żadnych zakazanych substancji w trakcie przygotowań ani żadnym wyścigu. o ile ktoś bierze doping tam, gdzie jest on zakazany, gdzie są testy, a rywalizacja powinna być fair play, to ja gardzę takimi ludźmi. Rozumiem, iż ludzie mogą nie kupować moich tłumaczeń, ale ja jestem z siebie dumny, iż mogłem o tym powiedzieć - tłumaczył w rozmowie z Mariuszem Hładkim do programu "Dzień Dobry TVN".


Karaś korzystał ze współpracy osoby, która nie miała żadnych uprawnień lekarskich, a suplementami zajmuje się hobbystycznie. To ta osoba poleciła mu stosowanie zakazanego drostanolonu. Mimo tego, iż mężczyzna nie miał żadnych kompetencji i wprowadził go w błąd, Karaś mu uwierzył. Dopiero po pierwszym wyniku testu antydopingowego się dowiedział, iż drostanolon jest zakazany.
Zobacz też: Jest porozumienie! Polski miliarder przejmuje klub Ekstraklasy
- Kolega podpowiedział mi, iż powinienem iść do lekarza, bo się sypię. Poszedłem do mężczyzny, myślałem, iż jest lekarzem. To była osoba, która zaczęła mnie suplementować. Nie chcę oceniać jego słów, bardzo go szanuję i wiem, iż chciał mi pomóc, ale popełnił błąd. Kiedy przeczytałem sobie o tych substancjach, wiedziałem, iż nie są one na zrost kości. Chciał mnie wzmocnić. Czytałem, iż jest to substancja dla kulturystów na zbudowanie większej masy mięśniowej. Byłem zapewniony, iż po 72 godzinach tego nie będzie już w moim organizmie. Zawsze patrzę na intencje człowieka. Naprawdę tego nie czułem - komentował.
Triathlonista zapewnia, iż jest niewinny, bo zażył środki nieświadomie, tj. nie wiedział, iż są na liście zakazanych i nie wiedział, jakie jest ich działanie. Uważa, iż nie musiał o tym wiedzieć, bo "nie ma wiedzy w wielu tematach".


- Dla mnie branie dopingu to intencja zrobienia sztucznej przewagi nad innymi, ale wiem, co czułem w sercu, nie chciałem zawieść kibiców. Chciałem wyjść do tej walki. Dla mnie doping to oszustwo, ale o ile wiedziałem, iż to znika po 72 godzinach, to w tym obszarze nikogo nie oszukałem. Wiedziałem, iż są to środki zakazane, ale nie wiedziałem, za co odpowiadają, bo nie czytałem o nich. Zrobiłem to dopiero w momencie, kiedy dostałem pierwsze pismo, iż jestem na dopingu. Nie mam wiedzy w wielu tematach - ocenił.


Co z odwołaniem od decyzji USADA?
Zdaje sobie sprawę, iż PR-owo stracił, ale nie zamierza się tym przejmować. Sponsorzy zostali z nim, zyskał też finansowe od władz Bahrajnu. - Nic nie straciłem sportowo, bo przez cały czas mogę robić sobie wyzwania. Mogę teraz wyjść zrobić 10-krotnego Ironmana i przez cały czas będzie o tym głośno. Mnie wspiera Królestwo Bahrajnu i moi sponsorzy. Im nie zależy, żebym startował w zawodach. Mogę pokazywać sport zupełnie inaczej - stwierdził.
Karaś nie odwołał się od decyzji USADA bezpośrednio w agencji i nie zrobi tego też przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu w Lozannie. Sam nie czuje potrzeby tego robić i nie ma potrzeby startu w kolejnych zawodach.
- Jeden taki proces to 250 tys. zł, ale to by się na tym nie zamknęło. Mógłbym tam walczyć o krótszy wyrok, ale ja nie potrzebuje startować w zawodach. Chciałem to bardziej zrobić, żeby pokazać, iż to jest nieadekwatna kara. Nic złego nie zrobiłem - podsumował.
Idź do oryginalnego materiału