Kiedy Jordan Stolz stał na linii startowej, Damian Żurek, faworyt do medalu, ba, do zwycięstwa, siedział cztery metry od niego na bandzie. Miał startować tuż po nim.
REKLAMA
Zobacz wideo Wojciech Fortuna o wielkim sukcesie Władka Semirunnija! "Ja najeździłem się do sowietów i widziałem, iż to dobrzy ludzie są"
Kiedy Stolz – mistrz olimpijski na 1000 m - i Jenning de Boo bili rekordy olimpijskie, Polak patrzył na to z najbliższej odległości, niemal z linii startowej. W hali panowała piekielna wrzawa, bo jechali Holender i Amerykanin, a trybuny - jak i sama dyscyplina - były zdominowane tymi dwoma nacjami.
– To nie było dobre. Nie wiem, ale coś takiego nie sprzyja dobremu nastawieniu – mówił nam Roland Cieślak, trener Władimira Semirunnija. – Damian miał cholernego pecha w losowaniu na 1000 i na 500 m. A mimo to pobiegł świetnie.
– U mnie byłoby to inaczej, ja nie wiem, czy by mi się nogi nie zatrzęsły – przyznał Piotr Michalski, olimpijczyk po raz czwarty. – Ja specjalnie tak zaplanowałem starty w Pucharze Świata, żeby nie jeździć w końcowych parach – z kolei przyznał Kania, olimpijczyk po raz drugi.
Żurek był przygotowywany do takich sytuacji przez psychologa. – W tym sezonie przegrywałem głową. Teraz głową nie przegrywam – stwierdził.
Pojechał dobre, ale nie rewelacyjne otwarcie - 9,65 s. A potem zabrakło mu 0,09 s do medalu. Zajął po raz drugi na tych igrzyskach czwarte miejsce. Poprzednim razem, na 1000 m, zabrakło 0,07 s. W sumie mniej niż mgnienie oka od dwóch medali. Podwójnie najgorsze miejsce dla wszystkich zawodnika. Wyprzedzili go nie tylko Stolz, ale również de Boo, który zdobył srebrny medal, i Kanadyjczyk Laurent Dubreuil.
Żurek faktycznie miał nie najmocniejszego rywala w parze, młodego Holendra Sabasa Diniza, siódmego w klasyfikacji PŚ, no i tuż przed swoim startem Stolza i de Boo.
Starał się odciąć od zawodów, od ich otoczki, ale i od statusu faworyta tak, jak tylko mógł. Gdy Kanadyjczyk Dubreuil biegł (jako pierwszy pobił rekord olimpijski, który później przesunęli de Boo i Stolz), on jeździł z nogi na nogę po wewnętrznym torze, w słuchawkach i czerwonej czapeczce reprezentacji Polski. Klepnął tylko z szacunkiem Marka Kanię po jego fantastycznym biegu – ten wysoki, duży mężczyzna kończył świetnie na wewnętrznym torze, co jest cholernie trudne – i był zaledwie 0,02 s wolniejszy od piątego Diniza, szóstego Tatsuyo Shinahamy i o 0,01 od siódmego Chińczyka Gao Tingyuo i zakończył dzień na kapitalnym ósmym miejscu.
Nieudaną próbę Damiana obserwowali z bliska rodzice. Bo to jest ten przypadek, iż syn wkręcił ojca do sportu, a nie odwrotnie, jak to bywa najczęściej. Najpierw dzieciak chciał wrotki, potem łyżwy, a później zaczął uprawiać sport na poważnie na otwartym stadionie w Tomaszowie Mazowieckim. No a potem wszystko nabrało tempa: stadion zadaszono, ojciec został sędzią w zawodach i teraz pracuje na torze przy zamrażaniu lodu. Rodzice oglądali zaskakujące dla nich rozstrzygnięcie, prawdopodbnie rozczarowujące, bo tuż przed igrzyskami Żurek dwukrotnie pokonał Stolza, fenomenalnego łyżwiarza, bijąc przy okazji rekord toru w Inzell.
Ale na 500 m stawka była szalenie wyrównana. A świadczy o tym, iż aż dziesięciu łyżwiarzy z listy startowej stało na podium Pucharu Świata, w tym mistrz olimpijski i medalista olimpijski sprzed czterech lat. Ten ostatni – Dubreuil, czyli brązowy medalista - nie był choćby w trójce PŚ w tym sezonie. Jednak ktoś, kto rozumie łyżwiarstwo, wiedział, iż Kanadyjczyk jest szybki. Gdy startował na 1000 m, pojechał pierwsze 600 m rewelacyjnie, miał trzeci czas. Zaledwie 0.15 s gorszy niż drugi na tym pomiarze czasu Żurek. Dlatego o tym piszę, bo 600 m jest zwykle świetnym testem formy sprinterskiej. Żurek mówił, iż dzięki znakomitemu otwarciu i czasowi na 600 m poczuł się pewnie przed startem. Sprawdziło się to tylko przy Kanadyjczyku. W swoim biegu ustawił się w pozycji zawodnika do pobicia, jeżeli ktoś marzył o medalu.
To się nazywa wyrównana stawka! Nic dziwnego, skoro na 500 m o sukcesie lub porażce może zadecydować jeden krok. Żurek powiedział dzień po czwartym miejscu na 1000 m, iż uwielbia sprint właśnie dlatego, iż popełnienie najmniejszego błędu kosztuje. Trzeba ich nie popełniać.
Złoto Jordan Stolz, 33,77 s. Srebro Jenning de Boo, 33,88 s. Brąz Laurent Dubreuil 34,26 s. 4. Damian Żurek 34,35. 8. Marek Kania 34,48 s. 24. Piotr Michalski 35.10.

2 godzin temu















