Iga Świątek jest już w trzeciej rundzie Australian Open 2026. W drugiej rundzie pokonała Czeszkę Marie Bouzkovą 6:2, 6:3. Dzięki temu w kolejnym spotkaniu będzie rywalizować z Rosjanką Anną Kalińską, która ograła Austriaczkę Julię Grabher 6:3, 6:3. To trzeci mecz między Świątek, a Kalińską a nasza zawodniczka prowadzi w bezpośredniej rywalizacji 2:1.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
Ich spotkania nigdy nie układały się łatwo dla Świątek. Podobnie było ostatnim razem, gdy rywalizowały w trzeciej rundzie US Open 2025. Wówczas to wiceliderka rankingu wygrała po horrorze 7:6 (2), 6:4. Polka wyszła z niebywałych tarapatów. Rosjanka po meczu nie wytrzymała, co wyłapały kamery znajdujące się na kompleksie wielkoszlemowym.
Zaczęło się dobrze dla Świątek, która wygrała łatwo swojego gema i miała dwa break pointy na 2:0. Od tego momentu jednak stanęła, popełniała sporo błędów, a rywalka grała gwałtownie i skutecznie. Sporo ryzykowała, zmuszała Polkę do defensywy, nie oddawała pola. Do tego mogła liczyć na pomyłki faworytki - jak chociażby kolejne podwójne błędy serwisowe. W ten sposób Iga straciła podanie na 1:2, a następnie na 1:4. Świątek musiała ryzykować, bo po drugiej stronie widziała świetnie returnującą tenisistkę, a każdy słabszy drugi serwis mógłby skończyć się łatwo przegranym punktem.
Mogło być 2:0, było 1:5
Kalińska grała jak w transie, podwyższyła na 5:1. Kamery pokazały wtedy zmartwionych członków teamu naszej zawodniczki, którzy siedzieli na trybunach nowojorskiego stadionu tenisowego. Świątek rozkładała szeroko ręce, okazując irytację. Pokazywała rakietą zagrania, które nie wchodziły. Współpracownicy udzielali jej podpowiedzi, ale obraz meczu nie ulegał zmianie. Ale w końcu nastąpił zwrot, i to jaki!
Od stanu 1:5 Iga Świątek zdobyła sześć z siedmiu rozegranych gemów. Obroniła cztery piłki setowe, naciskała na Kalińską w wymianach. To Rosjanka zaczęła psuć, w tym także z serwisu. Zaczęła popełniać podwójne błędy, zwolniła w uderzeniach. - Zmieniło się tempo gry Kalińskiej, bo wynik jest stykowy i ona już nie chce ryzykować. A Iga już się tak nie spieszy - wskazywał Lech Sidor, który komentował ten pojedynek w Eurosporcie.
Co za powrót Polki
Nasza tenisistka doprowadziła do stanu 5:5. Za moment znów została przełamana, ale i tego nie wykorzystała Kalińska. Ponownie serwowała na zamknięcie seta i ponownie nie dała rady. Forhend zawodził Rosjankę w najważniejszych momentach i pozwolił doprowadzić do tie-breaka. Ten był już formalnością, bo poddenerwowana Kalińska miała problem z odpowiednim ustawieniem się do piłek - podejmowała złe decyzje na korcie, a rozpędzona Polka zdobywała punkt za punktem. I wygrała tego szalonego seta po 69 minutach 7:6 (2).
W drugiej partii trwała wyrównana walka. Świątek przełamała Kalińską, w której głowie wciąż mogło być wiele myśli po zmarnowanej szansie na prowadzenie. Jednak za moment Polka jej pomogła, popełniając kolejne błędy. Na tablicy wyników kolejne remisy: 2:2, 3:3, 4:4. W końcówce faworytka jeszcze raz przyspieszyła - przełamała rywalkę na przewagi, a przy swoim serwisie wykorzystała już pierwszą piłkę meczową. Cieszyła się niezmiernie po tym trudnym meczu, który trwał dwie godziny bez dwóch minut.
Gdy Rosjanka schodziła z kortu, jedna z kamer w tunelu zarejestrowała, jak zasłoniła twarz i zaczęła płakać. To najlepszy dowód, ile kosztował ją ten pojedynek i jak bardzo żałowała szansy na zwycięstwo. Przegrać seta mimo prowadzenia 5:1 i czterech piłek setowych musi boleć. Jej trenerka Patricia Tarabini próbowała w trakcie gry reagować, uspokajać Kalińską, ale na kilka to się zdało.
Teraz spotkają się w Australii
Jak będzie tym razem w Melbourne? Los sprawił, iż Świątek i Kalińska znów zmierzą się na poziomie wielkoszlemowym. Rosjanka w ostatnich miesiącach nie błyszczała - odpadała m.in. po drugim meczu z Adelajdy, Brisbane, w ćwierćfinale w Hongkongu, po pierwszych spotkaniach w Wuhanie i Pekinie. To jednak nie powinno nas zmylić, bo Kalińska wciąż potrafi grać niezwykle mocno i podejmować ogromne ryzyko w wymianach.
To może być dużo trudniejszy sprawdzian dla Polki niż poprzednie starcia w tegorocznym Australian Open z Yue Yuan i Marie Bouzkovą. Z drugiej strony nie wiadomo, czy Rosjanka będzie w stanie wyrzucić z pamięci ich ostatni pojedynek, tak dla niej bolesny. Początek meczu Świątek - Kalińska w sobotę od godziny 9:00 rano czasu polskiego, relacja w Sport.pl, transmisja w Eurosporcie oraz na platformie Max.

1 godzina temu










