Te słowa Don Diego chwytają za serce. Powinien usłyszeć je każdy młody człowiek

2 godzin temu


Ostatnie słowa „Don Diego” chwytają za serce internautów. Powinien się z nimi zapoznać każdy młody człowiek, który jest w pogoni za szczęściem.

Mateusz „Don Diego” Kubiszyn był jedną z postaci turnieju zorganizowanego podczas gali FAME 29. Zawodnik znany kibicom sportów walki przede wszystkim z walk na gołe pięści oraz startów w formułach uderzanych wszedł do świata freak fightów już lata temu z opinią twardego i doświadczonego fightera.

Jego kolejny udział w turnieju K-1 w małych rękawicach wzbudzał spore zainteresowanie, bo wielu fanów zastanawiało się, czy i tym razem – tak jak przy okazji zmagań na FAME 26: Gold – dotrze on do finału rywalizacji. Przypomnijmy, iż teraz, a w zasadzie to 24 stycznia do czynienia mieliśmy z „S-Class Tournamentem”. Tym razem na szali nie było 25 sztabek o złota, ale tuningowany Mercedes Klasy S warty około 800 tysięcy złotych.

Kubiszyn trafił w ćwierćfinale na Izu Ugonoha, czyli zawodnika dysponującego bardzo dobrymi warunkami fizycznymi oraz sporym doświadczeniem w sportach uderzanych. Od początku ich potyczki było widać różnicę w gabarytach i zasięgu ramion, co miało duże znaczenie w przebiegu pojedynku. „Don Diego” starał się skracać dystans i wywierać presję, szukając mocnych uderzeń z bliska. Ugonoh natomiast walczył spokojniej, kontrolując tempo i korzystając z kolan w klinczu, którymi ustawił tak naprawdę pojedynek. W związku z jego siłą – mistrz GROMDY pozostawał bezradny w klinczu, do którego często doprowadzał reprezentant „WCA Fight Team”.

ZOBACZ TAKŻE: Michał Oleksiejczuk gotowy na kolejną walkę w UFC. „To jest mój czas”

Walka była intensywna, ale to właśnie precyzja i warunki fizyczne Ugonoha robiły większą różnicę. Kubiszyn pokazał charakter, nie odpuszczał i do końca próbował odwrócić losy starcia, jednak nie był w stanie przełamać przewagi rywala. Co prawda pod sam koniec pojedynku miał swój moment, jednakże ostatecznie sędziowie wskazali zwycięstwo przeciwnika, a dla Kubiszyna oznaczało to koniec przygody w turnieju.

Mimo porażki dla wielu kibiców był to dowód, iż potrafi odnaleźć się on także w starciach nie na własnych warunkach. Co prawda nie pokazał on w tym starciu zbyt wiele, jednakże rywalizował ze znacznie większym rywalem i to nie w swojej formule. Oczywiście „Diego” ma na koncie sporo tytułów i cennych zwycięstw, jednakże część fanów freak fightów postanowiła wykorzystać jego porażkę.

Słowa Don Diego chwytają za serce

Mianowicie niekwestionowany mistrz GROMDY mierzy się ostatnio z czymś w rodzaju hejtu. Co prawda mało osób decyduje mu się ubliżać, jednakże liczniejsze grono dyskredytuje go, stosując się do zasady – „jesteś tak dobry, jak twoja ostatnia walka”. Warto odnotować, iż mowa nie jest tylko o konstruktywnej krytyce, ale również o szyderstwach czy innych przykrościach, do których zdecydował się ostatnio odnieść Kubiszyn.

ZOBACZ TAKŻE: Wasilewski wbija szpilkę w Khalidova. „Każdy kto ma ambicje to chce być w UFC”

Mianowicie „Don Diego” opublikował krótki, ale za to bardzo wymowny film na swoim Instagramie, dodając przy tym poniższy wpis:

Internet? To tylko narzędzie do przekazywania swojej energii… Masz jej w sobie wiele, to zmień myślenie! Marzenia z dzieciństwa nie sięgały tak wysoko… Nie zapominam skąd pochodzę i kim chcę być!

– napisał Mateusz Kubiszyn w serwisie Instagram.

Nie zapominajmy, iż każdy z nas niegdyś marzył o sięgnięciu gwiazd. Nie poddawajmy się i stale walczmy o własne cele, o to, aby ten dzieciak, którym byliśmy lata temu, szczerze się uśmiechnął.

Idź do oryginalnego materiału