W poniedziałek nastąpiła pierwsza w tym sezonie tenisowym aktualizacja rankingu Organizacji Kobiecego Tenisa (WTA). Punkty za United Cup straciła Coco Gauff i w tej sytuacji z czwartej na trzecią pozycję wskoczyła Amanda Anisimowa. 24-latka pierwszy raz w karierze jest tak wysoko i pierwszy raz została najwyżej sklasyfikowaną tenisistką z USA.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
Anisimowa przeskoczyła Gauff także dlatego, iż poprzedni rok był dla niej rekordowy. Zaczynała jako 41. na świecie, a zadebiutowała w top 10. W lutym wygrała turniej w Dosze, to był jej pierwszy tytuł rangi WTA 1000. Potem było jeszcze lepiej - doszła do finałów Wimbledonu i US Open, nigdy w Wielkim Szlemie nie notowała takich rezultatów. Jesienią zdobyła kolejny "tysięcznik" - tym razem w Pekinie, a na koniec sezonu zaliczyła półfinał Turnieju Mistrzyń w Rijadzie, pokonując wcześniej w grupie Igę Świątek. Z Polką zwyciężyła również w ćwierćfinale w Nowym Jorku, rewanżując się za klęskę w finale Wimbledonu (0:6, 0:6).
To był rok Amandy Anisimowej
Mecze z naszą tenisistką najlepiej pokazują, jak rozwija się Anisimowa w ostatnich miesiącach. W finale wimbledońskim nie istniała, ale w kolejnych spotkaniach była w stanie zatrzymać Polkę. To zasługa poprawy serwisu Amerykanki oraz niewiarygodnych prędkości, jakie nadaje piłkom. Tylko Aryna Sabalenka uderza dziś mocniej w kobiecym tourze od Amandy Anisimowej. Nic dziwnego, iż Amerykanka triumfowała w plebiscycie WTA 2025 w kategorii "Progres Roku".
Czytaj także: Rewolucja w Legii nabiera tempa
24-latka długo czekała na podobne sukcesy. Pierwszy raz błysnęła w Roland Garros 2019. Wtedy doszła do półfinału, pokonując m.in. Simonę Halep, specjalistkę od kortów ziemnych, która wcześniej rozbiła Igę Świątek. Polka i Amerykanka są rówieśniczkami, ale w tamtym czasie wielu ekspertów wróżyło większą karierę Anisimowej, a nie Świątek. Iga jednak już w kolejnym sezonie zwyciężyła w Paryżu, a Amanda zaczęła popadać w kłopoty: zbyt duże zamieszanie wokół niej w mediach amerykańskich, kolejne kontuzje, spadek formy, śmierć ojca, wreszcie problemy natury mentalnej, w postaci depresji i w konsekwencji przerwana kariera.
Amanda Anisimowa wróciła z dalekiej podróży
Wróciła do gry po ośmiu miesiącach w okresie 2024 i mozolnie starała się odzyskać dawną formę. Mało kto się spodziewał, iż poprzedni rok będzie dla niej aż tak udany. Anisimowa jest dopiero trzecią tenisistką, po Gauff i Świątek, urodzoną po 2000 roku, która znalazła się w pierwszej trójce kobiecego rankingu singlowego.
- Myślę, iż w poprzednich latach trochę wątpiłam w siebie. A w zeszłym roku, pomimo wszelkich wyzwań i przeszkód, wciąż ufałam, iż mogę grać coraz lepiej. To największa zmiana. Im częściej wpadałam w tarapaty, tym lepiej z nich wychodziłam - tłumaczyła kilka dni temu Amerykanka, zapytana o przełom w jej karierze.
Czy Anisimowa może być jeszcze wyżej? Czy na stałe zagrozi Świątek i Sabalence? Na początku 2026 roku, w australijskiej części sezonu, Polka broni 1105 punktów, Białorusinka 1800, a Anisimowa jedynie 125. Amerykanka rok temu doszła zaledwie do drugiej rundy Australian Open, w tej imprezie nigdy nie przeszła 1/8 finału. jeżeli za dwa tygodnie w Melbourne potwierdzi wzrost formy i zajdzie do końcowych faz rywalizacji, zyska punkty do rankingu WTA i zmniejszy stratę do najlepszych. Świątek ma nad nią w tej chwili 1891 punktów przewagi, do Sabalenki traci 4203 "oczka".
Amanda Anisimowa z dnia na dzień nie wskoczy do top 2, ale jeżeli utrzyma powtarzalność na wysokim poziomie, może w kolejnych miesiącach zbliżać się do Igi Świątek i Aryny Sabalenki. Z drugiej strony, pamiętajmy, iż to będzie dla Amerykanki pierwszy sezon, w którym ma do obrony tyle punktów - przede wszystkim za finały wielkoszlemowe. Każde większe potknięcie może sprawić, iż spadnie w zestawieniu najlepszych tenisistek. Nigdy wcześniej nie występowała w największych turniejach z poczuciem presji, iż "rok temu tyle osiągnęła i trzeba to powtórzyć".
Amanda Anisimowa 2026. Szanse, ale i wątpliwości
Od sezonu 2023, gdy rozpoczęła się dominacja Polki i Białorusinki w kobiecym tenisie, tylko Gauff była w stanie wedrzeć się do top 2 rankingu WTA. I to na krótko, zaledwie od maja do sierpnia ubiegłego roku. Przez pozostały okres dwie pierwsze pozycje okupują Świątek i Sabalenka, zamieniając się tylko na prowadzeniu. Trzecie na świecie były już także Pegula i Rybakina, ale nigdy wyżej. Nie jest łatwo przeskoczyć ten poziom, bo trzeba wygrywać przede wszystkim imprezy wielkoszlemowe. Polka ma sześć takich tytułów, Białorusinka cztery, Gauff dwa, a w czołowej "10" tylko Rybakina i Keys zgarnęły po jednym.
Sukcesy Amandy Anisimowej przyczyniły się do nagrody dla jej trenera. W grudniu Hendrik Vleeshouwers został wybrany szkoleniowcem roku w rozgrywkach WTA. Wyróżnienie w pełni zasłużone. Holender prowadzi Amerykankę od sezonu trawiastego 2024, wcześniej trenował m.in. Belgijki Elise Mertens i Janinę Wickmayer, ale żadna nie zbliżyła się do wyników, jakie Anisimowa osiągnęła w ciągu ostatnich 12 miesięcy.
Pytanie tylko, czy Vleeshouwers nie będzie kolejną ofiarą klątwy nagród Organizacji Kobiecego Tenisa. Od lat jest bowiem tak, iż trener roku w kolejnym sezonie traci pracę. Za 2024 wybrano Renzo Furlana, którego Jasmine Paolini zwolniła wiosną 2025 sezonu. W 2023 najlepszy był Tomasz Wiktorowski, który rok później przestał pracować z Igą Świątek. Sezon wcześniej David Witt nie miał sobie równych, by następnie wypaść z teamu Jessiki Peguli. A Piotr Sierzputowski, którego nagrodzono w 2020 roku za pierwszy tytuł wielkoszlemowy Świątek? W grudniu 2021 Polka ogłosiła rozstanie ze szkoleniowcem.
Nowy sezon Amanda Anisimowa rozpoczęła w Brisbane na zawodach rangi WTA 500, ale bardzo mocno obsadzonych. Grają tam także m.in. Aryna Sabalenka, Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Mirra Andriejewa, Madison Keys czy Jekaterina Aleksandrowa. Nowa trzecia rakieta świata w pierwszej rundzie mogła liczyć na tzw. wolny los, z racji rozstawienia. W środę, w drugiej rundzie ograła łatwo reprezentantkę gospodarzy Kimberly Birrell (106. WTA) 6:1, 6:3. Kolejnego dnia nie dała już rady Marcie Kostiuk z Ukrainy (26.), co tylko pokazuje, iż awans w rankingu i występowanie w roli faworytki w prawie każdym spotkaniu to spore wyzwanie, z jakim będzie musiała mierzyć się Anisimowa.

18 godzin temu














