Tak trener potraktował Zielińskiego. To mówi więcej niż tysiąc słów

4 godzin temu
To był najważniejszy test dla Piotra Zielińskiego, który wrócił do łask całego Interu Mediolan. Polak był dotychczas chwalony przez włoskie media, ale dopiero we wtorkowym starciu z Arsenalem kibice mogli sprawdzić, czy będzie on tak samo dobry, jak na włoskim podwórku. Inter ostatecznie przegrał 1:3, a 31-latek nie zanotował ani gola, ani asysty. Mogłoby się wydawać, iż ta próba będzie niezaliczona. Ale czy aby na pewno?
Kiedy Joao Pinheiro rozpoczął mecz Interu z Arsenalem, Piotr Zieliński od razu musiał głęboko cofnąć się do defensywy, bo rywale ruszyli do zmasowanego ataku i bardzo gwałtownie znaleźli się w polu karnym Interu. W pierwszej minucie Kanonierzy oddali dwa strzały, oba zablkowane - jeden z nich odbił Piotr Zieliński. W drugiej minucie Polak ponownie pomógł swoim defensorom, gdy przejął prostopadłą piłkę do jednego z napastników. Napór rywali jednak trwał.

REKLAMA







Zobacz wideo Legia straciła swoją markę? Kosecki: W tej chwili jest rozpoznawalna tylko dzięki nim!



Już pierwsze akcje meczu pokazały, jakie to będzie spotkanie w wykonaniu Zielińskiego. W 9. minucie Polak chciał wyprzedzić Eze i ruszyć z kontrą. Nie udało się - Zieliński wbiegł w nogi rywala, którego sfaulował. Daleko od własnej bramki, choć we wtorek grał zdecydowanie bliżej swojej. Chwilę po tym faulu już tylko patrzył na sędziego, czy był spalony, gdy Gabriel Jesus dopadł do bezpańskiej piłki w polu karnym i na wślizgu wbił ją do bramki. To był gol na 1:0 dla Arsenalu.
Kanonierzy musieli wyciągnąć wnioski z ostatnich meczów Interu, bo "Zielek" we wtorek był cały czas kryty - może nie był do niego oddelegowany jeden konkretny zawodnik, ale rywale próbowali odcinać go od podań i od możliwości rozprowadzania piłki. Najczęściej oglądaliśmy go walczącego z Eze. Mimo to 31-latek był w stanie czasem się urwać, znaleźć nieco przestrzeni, by rozegrać piłkę.
Kiedy już Inter atakował, Zieliński nie biegł jednak za akcją do przodu. Był łącznikiem między ofensywą i defensywą. A jak już ruszał za piłką do przodu, robił to najczęściej w drugie tempo. Mimo to był aktywny - pokazywał się do gry. choćby przy wysokim pressingu na Yanna Sommera, cały czas dawał swojemu bramkarzowi opcję podania piłki.
Dzięki takiej grze Zielińskiego we wtorek korzystali inni. Najczęściej jego koledzy z linii pomocy - Petar Sucić i Nicolo Barella - którzy mogli grać wyżej i pomagać Lautaro Martinezowi i Marcusowi Thuramowi. To opłaciło się w 18. minucie. Inter doprowadził wtedy do wyrównania. A strzelcem gola był właśnie Sucić, któremu asystował - a jakże - Barella. Chorwat idealnie nabiegł na piłkę i huknął niemal w samo okienko. Zieliński, który obserwował tę akcję z dystansu, tylko wzniósł ręce i po chwili podbiegł do cieszących się kolegów.



Zieliński aż złapał się za głowę
Przed tym meczem włoscy dziennikarze obawiali się stałych fragmentów w wykonaniu Arsenalu. "Każdy zamieniają w złoto" - trąbiła "La Gazzetta dello Sport". I jak się okazało, obawy były słuszne. W 31. minucie Gabriel Jesus strzelił drugiego gola. Znowu z bliska - znowu bez większego udziału Zielińskiego - zrobiło się 2:1 dla Arsenalu.
Dopiero przy wznowieniach gry od środka można było dostrzec znaczenie Zielińskiego w układance Christiana Chivu - pierwsze piłki od razu wędrowały do Polaka, który był odpowiedzialny za rozgrywanie. choćby gdy nie było gdzie zagrać, bo Arsenal we wtorek atakował wysokim i agresywnym pressingiem, zawsze można było podać do "Zielka".
Akcentów ofensywnych we wtorek w jego wykonaniu było mało. Najbardziej konkretny pojawił się pod koniec pierwszej połowy. Zieliński ruszył wtedy odważniej do przodu. Przedryblował trzech rywali, zagrał piłkę w kierunku Sucicia, a po chwili tylko złapał się za głowę, gdy Sucić został skutecznie zablokowany przez Salibę.
Tak Chivu potraktował Zielińskiego
Zieliński we wtorek był może mniej widoczny w ofensywie niż jego koledzy z linii pomocy, ale to przez to, iż grał bardzo nisko - momentami choćby niżej od Bastoniego, który jako lewy środkowy obrońca czasem podłączał się do ataku. Wtedy Polak zajmował miejsce jako środkowy obrońca, Acerbi przechodził na lewą stronę, a Dimarco stawał się skrzydłowym. Takie roszady widzieliśmy zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie.



Oczywiście były sytuacje, gdy Polak podłączał się do ataku i rozgrywał piłkę w ofensywie. Jednak przy stracie piłki stawał się pierwszym zawodnikiem, który ruszał do kontrpressingu. Myślał przede wszystkim o defensywie.
Warte odnotowania jest jednak to, iż w 63. minucie Chivu zdjął jednego z liderów drugiej linii Interu - Nicolo Barellę i wpuścił Davide Frattesiego. Ta zmiana nie zmieniła położenia Zielińskiego na murawie, który cały czas orbitował między obroną a linią pomocy, co pozwalało mu zbierać drugie piłki, kiedy Arsenal zaczął grać dalekim podaniem. Jednak to, co zrobił trener Interu, ma zupełnie inne znaczenie - pokazuje aktualną hierarchię w linii pomocy Nerazzurrich. Trener dał jasny sygnał Polakowi, iż wierzy w jego umiejętności i jest istotną postacią w jego układance. Chyba choćby ważniejszą od Barelli. I to choćby w momencie, gdy Polak nie strzela goli ani choćby nie asystuje.
Renesans Piotra Zielińskiego w Interze
Zieliński wrócił do łask tenera, ale też włoskich kibiców. 31-latek latem 2024 roku odszedł z Napoli do Interu i przez to kibice tych pierwszych go znienawidzili, a ci drudzy patrzyli na niego ze sporymi oczekiwaniami. Niestety w pierwszym sezonie nie dał rady ich spełnić, bo jak wspominał w kilku wywiadach - trapiły go kontuzje i nie mógł pokazać pełni swoich możliwości.
Mówiło się nawet, iż w letnim okienku transferowym jest na wylocie z klubu, ale trudno było znaleźć chętnych przejąć przede wszystkim jego kontrakt i wysoką pensję. - Od początku miałem drobne kontuzje, które nie pozwoliły mi wejść na najwyższy poziom, a gdy wreszcie nabierałem pewności siebie, znów musiałem pauzować. To odbiło się na moim pierwszym roku w Interze, ale ogólnie jestem zadowolony. W tym sezonie chcę pokazać, iż jestem zawodnikiem na miarę Interu i mogę wnieść wiele do drużyny - mówił w wywiadzie dla Mediaset (cyt. za fcinter.pl).



- Chcę zostać, chcę dać z siebie wszystko i pokazać Zielińskiego z dawnych lat - dodawał.
Jak powiedział, tak zrobił, co wyszło na dobre samemu zawodnikowi, jak i klubowi. W ostatnim czasie zmieniły się okoliczności, trener, "Zielek" się w końcu odrodził. 3 grudnia wskoczył do podstawowego składu zespołu prowadzonego przez Chivu i od tamtej pory tylko raz (w meczu z Parmą 7 stycznia) zasiadł na ławce rezerwowych, choć i tak pojawił się wtedy w końcówce. Włoskie media zaczęły się rozpisywać, iż pod wodzą nowego trenera "jego uśmiech powrócił, a nogi zaczęły poruszać się jak dawniej, bo nowy trener rozpalił iskrę w jego umyśle" - pisało "Corriere dello Sport".


We wtorek Zieliński może nie zagrał na miarę swoich możliwości, ale jego koledzy też nie. Mimo to w 68. minucie mógł mieć udział w akcji bramkowej. To on zagrywał wtedy do Esposito, gdy po chwili w bramkę nie trafił Thuram. Aż przypomniał się mecz rewanżowy Napoli - Arsenal w Lidze Europy z sezonu 2018/19. Wtedy Zieliński dwoił się i troił, rozgrywał piłkę, podawał i kreował okazje kolegom. Był niemal wszędzie. Dzięki niemu napastnicy Napoli dochodzili do sytuacji, w tamtym meczu oddali aż 19 strzałów.
We wtorek aż tak wielu okazji Zieliński nie kreował - w 82. minucie opuścił boisko (zmienił go Andy Diouf). Po chwili u rywali na murawie pojawił się Viktor Gyokeres, który ustalił wynik meczu na 3:1 dla Arsenalu. Dla Kanonierów było to siódme zwycięstwo w siódmym meczu tej edycji Ligi Mistrzów. Dla Interu trzecia porażka, która zepchnęła ich na dziewiąte miejsce. W ostatniej kolejce fazy ligowej zespół Zielińskiego za tydzień zmierzy się na wyjeździe z Borussią Dortmund.
Idź do oryginalnego materiału