Historia Szweda w polskich rozgrywkach rozpoczyna się ponad dekadę temu. Rozpoczął ją od krótkiego epizodu w barwach ekstraligowej Unii Tarnów, gdzie w dwóch biegach nie zdobył punktu. 21-latek wiedział, iż to na razie poziom, który go przerasta. Wybrał więc drugi poziom rozgrywkowy oraz jazdę dla ówczesnego Startu Gniezno. Również i tam nie zdołał on wywalczyć stałego miejsca w składzie, ale wystąpił w trzech spotkaniach osiągając w piętnastu biegach średnią 1,533. Doświadczenie powoli jednak miało przynosić korzyści.
Kolejnym klubem który w swojej karierze reprezentował Jacob była ekipa Włókniarza Częstochowa. Tam w 2016 roku zanotował pierwszy, praktycznie pełny, sezon. Okazał się czwartym najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu mogąc uczyć się od takich zawodników jak Rafal Trojanowski, Sebastian Ułamek czy Daniel Jeleniewski. Tułaczka po Polskich klubach trwała jednak w jego przypadku dalej. Przełomowy okazał się sezon 2017 po którym powoli zaczął łapać pewną stabilizację jeżeli chodzi o reprezentowane drużyny.
Kolejne dwa lata spędził bowiem w Ekstralidze w barwach ekipy z Zielonej Góry. Nie był to jednak dla niego szczególnie udany okres. Występował co prawda regularnie, ale jego wyniki nie powalały. Nie zdołał on w tym okresie przebić bariery 1,5 punktu na bieg. Powoli zaczęło panować przekonanie, iż to zawodnik solidny, ale nigdy nie przebije pewnego poziomu. Te argumenty rozwiał nad morzem, gdzie spędził okres 2019-2020. W pierwszym sezonie po raz pierwszy udało mu się przebić barierę średniej 2 punktów, choć drugi był pod tym względem gorszy.
Wiara czyni cuda?
Niemniej dało to jasny sygnał zarówno jemu jak i środowisku, iż drzemie w nim większy potencjał niż prawdopodobnie wielu zakładało. Dało też najpewniej odpowiedź samemu Thorssellowi, iż stać go na jazdę jako lidera a potwierdzenie przyszło w latach 2021-2023 na trzecim poziomie rozgrywek. Najpierw w barwach Kolejarza Opole, później Stali Rzeszów. Oczywiście, to najniższa liga w Polsce, ale również rywalizowali w niej bardzo skuteczni i doświadczeni żużlowcy. Thorssell wcale od nich nie odstawał. Nic więc dziwnego, iż gdy w 2023 roku rzeszowianie awansowali a Szwed zdobył 2,2 punktu na bieg otrzymał szansę na zapleczu elity.
Pierwszy sezon to bardzo pozytywne zaskoczenie. Osiągnął drugi wynik w drużynie zaraz za Nickim Pedersenem. W drugim już tak dobrze nie było i mocno obniżył loty. To spowodowało, iż rzeszowianie mu podziękowali a 32 latek został na lodzie i musiał szukać kolejnej ekipy. Tak właśnie drugi raz trafił nad polskie morze – do drużyny Wybrzeża Gdańsk, które jak tlenu potrzebowało awansu do Metalkas 2. Ekstraligi po finałowym rozczarowaniu w 2025. Zadanie należało do gatunku tych arcytrudnych.
Najlepszy sezon w karierze i powrót na zaplecze?
Jak już wspomnieliśmy, Szwed dostał bojowe zadanie – zastąpić, wydawało się, niemożliwego do zastąpienia, Nielsa-Kristian Iversena. Duńczyk brylował na torach Krajowej Ligi Żużlowej i osiągnął abstrakcyjną średnią ponad 2,4 punktu na bieg. Spore wyzwanie, choćby dla tak doświadczonego żużlowca jak Jacob. Początek był niemrawy, jednak gdy wszedł na odpowiednie „obroty” był niełapalny dla rywali. Szczególnie upodobał sobie gdański owal na którym stracił łącznie dwa punkty w całym sezonie.
Był liderem z krwi i kości, kim na kogo można było postawić w najtrudniejszym momencie i on robił swoje. Stał się jednym z ulubieńców kibiców i wywiązał się ze swojego zadania z nawiązką. Został najlepszym zawodnikiem ligi przebijając wynik popularnego „PUK-a” a Wybrzeże zameldowało się w Metalkas 2. Ekstralidze. Wszystko wskazuje na to, iż to nie koniec jego przygody z Gdańskiem. Klub chce zatrzymać go u siebie a Szwed otrzyma szansę udowodnienia, iż sezon 2025 był wypadkiem przy pracy. Wiele wskazuje na to, iż ta sztuka mu się uda. Pewne jest jedno. Na brak zainteresowania Thorssell nie powinien narzekać.













