Emocje w żużlu często biorą górę, ale dla Philipa Hellström-Bängsa kilka ostrych słów pod adresem sędziego okazało się wyjątkowo kosztowną lekcją. Szwed, który w Polsce reprezentował ostatnio barwy Włókniarza Częstochowa, w rozmowie ze speedwayfans.se ujawnił, jak mocno dyskwalifikacja uderzyła go po kieszeni.
Początkowo Szwed miał pauzować cały maj, co wykluczyłoby go z ośmiu meczów. Ostatecznie karę skrócono do dwóch tygodni (trzy spotkania), ale finansowy cios i tak jest bolesny. „PHB” przelicza stracone pieniądze na części i przygotowanie do sezonu, co pokazuje, o jakich kwotach mowa w dzisiejszym żużlu.
– Stracę około 100 tysięcy koron (ok. 38 tys. zł). Wcześniej, przy miesięcznym zawieszeniu, byłoby to około 300 tysięcy. To, co tracę teraz, to równowartość stu opon lub od pięciu do dziesięciu serwisów silników. To bardzo dużo pieniędzy – wylicza Philip Hellström-Bängs.
Zawodnik nie ukrywa żalu do systemu kar. Uważa, iż sprawiedliwsza byłaby wysoka grzywna, która pozwoliłaby mu dalej startować i zarabiać na torze. Podkreśla jednak, iż wyciągnął wnioski i drugi raz takiego błędu nie popełni.
Na ten moment Hellström-Bängs nie ma kontraktu poza ojczyzną, gdzie startuje dla Rospiggarny Hallstavik oraz Masarny Avesta. Choć jego team od dawna przebąkuje o lidze brytyjskiej, na razie nic z tego nie wyszło.
W Częstochowie również nie zostawił po sobie najlepszego wrażenia. Przed rokiem niektórzy eksperci i zawodnicy, w tym Krzysztof Kasprzak, wróżyli mu wygryzienie ze składu Wiktora Lamparta, ale rzeczywistość okazała się brutalna. Szwed wskoczył do zestawienia „Lwów” dopiero przy pladze kontuzji. W 24 biegach wykręcił średnią na poziomie 0,708 pkt/bieg. Najbardziej zapadł w pamięć nie dzięki punktom, a przez groźny karambol w 14. biegu meczu z Betard Spartą Wrocław, gdy wjechał w tył motocykla Macieja Janowskiego.
Maciej Janowski (B), Phillip Hellstrom-Bangs (N)
















