Wydawało się, iż Jan Ziółkowski stracił miejsce w składzie AS Romy po powrocie Evana Ndicki z Pucharu Narodów Afryki. Ponad tydzień temu dostał tylko dwie minuty z Sassuolo, a w zeszły weekend przesiedział cały mecz z Torino na ławce rezerwowych. W pucharowym spotkaniu z turyńczykami został zmieniony w przerwie. Prosiło się, by na bardzo ważne starcie z VfB Stuttgart, który jest dużo silniejszym zespołem niż ostatni przeciwnicy Romy, wystawić najsilniejszą defensywę. Ale Gian Piero Gasperini postanowił wyraźnie namieszać, z korzyścią dla Polaka.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki o relacjach z Urbanem: Czasami bałem się do niego podchodzić
Jan Ziółkowski dostał szansę gry z niemieckim zespołem od pierwszej minuty. To jego trzeci występ w Lidze Europy, drugi od początku. Ale dotychczas nie zagrał choćby pełnej połowy - zanotował pół godziny z Viktorią Pilzno i dziesięć minut po wejściu z ławki z Celtikiem Glasgow.
To była dla młodego polskiego obrońcy doskonała okazja na poprawę swoich notowań u wymagającego trenera. Mógł dać sygnał, iż rośnie, dojrzewa, notuje progres i nie boi się coraz większych wyzwań i trudniejszych rywali.
Wielka szansa Ziółkowskiego. Był jak ściana
Było jasne, iż Ziółkowskiego będzie czekać sporo pracy w defensywie. Stuttgart lubi grać szybko, ofensywnie. W Bundeslidze jest na drugim miejscu pod względem liczby oddanych strzałów, ale wykazuje się dużą nieskutecznością. Pewnie gdyby nie to, byłby poważniejszym konkurentem dla Bayernu Monachium w lidze, a tak jest tylko na czwartym miejscu.
W każdym razie Polak nie mógł dzisiaj w żadnym momencie meczu przestraszyć się wejść i rajdów Deniza Undava, zagrań Jamiego Lewelinga i Maximiliana Mittelstaedta w pole karne oraz przeszywających podań Chrisa Fuericha. I Ziółkowski nie pękał, przez długi czas był praktycznie ścianą nie do przejścia, mądrze pilnował linii i pozycji, zachowywał koncentrację. Wywierał skutecznie presję na Undavie, gdy miał piłkę w okolicach pola karnego. Potrafił też wybić trudne piłki spod własnej bramki, jak np. w 33. minucie. Gdyby nie jego wybicie dośrodkowania "szczupakiem", Stuttgart miałby bardzo dobrą sytuację na strzelenie pierwszego gola.
Podobny poziom do Ziółkowskiego prezentował dzisiaj Daniele Ghilardi, który grał po lewej stronie naszego reprezentanta. Trochę problemów z rywalami miał z prawej strony Zeki Celik, ale był asekurowany przez kolegów, w tym przez Ziółkowskiego.
Pewna gra Ziółkowskiego z tyłu pozwalała Romie podkręcić tempo swoich akcji, narzucić większą intensywność, wykreować sytuację dającą prowadzenie do przerwy.
Jedyny błąd w meczu, kilka chwil później zmiana
Tuż po przerwie Undav wreszcie znalazł sposób na przepchnięcie i minięcie Ziółkowskiego. Niemiec wygrał pojedynek fizyczny z Polakiem o górną piłkę, potem znalazł się w sytuacji sam na sam, ale nie zdołał pokonać Mile Svilara. To był pierwszy błąd Ziółkowskiego w tym meczu.
Chwilę później polski stoper wreszcie pokazał się w ofensywie. Doskoczył do główki przy rzucie rożnym, był niepilnowany, ale uderzył niecelnie. Ale warto docenić fakt, iż odważnie poszedł na piłkę, nie było go wcześniej pod bramką Stuttgartu.
Przez kolejne kilka minut Ziółkowski pilnował pozycji i nie pozwalał Undavovi się rozpędzić. W końcu przyszła 60. minuta i niespodziewana zmiana. Ndicka wszedł za Polaka na środek obrony.
Zobacz też: Lewandowski ogłosił to w szatni! W Barcelonie już wiedzą
Bardzo dobry Ziółkowski zmieniony dość szybko. Dlaczego?
Zejście Ziółkowskiego jak najbardziej może zaskakiwać, bowiem grał niemalże bezbłędnie. Po co zatem zmieniać bardzo dobrze grającego obrońcę? Na pierwszy rzut oka to może wyglądać bez sensu, a choćby kuriozalnie, abstrakcyjnie, jakby Gasperini wykazał się brakiem szacunku do pracy Polaka na wysokim poziomie.
Ale po chwili zastanowienia możemy dostrzec konkretne, racjonalne powody. Przede wszystkim wpływ na zmianę miał przebieg początku drugiej połowy, w której Stuttgart był stroną wyraźnie lepszy. Gasperini musiał obawiać się, iż Niemcy wrzucą wyższy bieg i zdołają wyrównać. Trener "Giallorossich" uznał, iż potrzeba odświeżyć środek defensywy, by całkowicie wyłączyć Undava z gry.
Gasperini chciał zminimalizować ryzyko wypuszczenia skromnego prowadzenia. Wpuścił dużo bardziej doświadczonego zawodnika, by podnieść poziom w defensywie w newralgicznym momencie i spowolnić Stuttgart. To był też sygnał, iż Roma skupia się na defensywie i ogranicza się do kontrataków.
Zadecydowały zatem względy taktyczne, Ziółkowski nie może być o to zły. Co najwyżej jego ambicja została podrażniona, bo pewnie czuł, iż poradziłby sobie w kolejnych 30 minutach meczu.
Ze swojego występu Ziółkowski może być naprawdę zadowolony. Pokazał dużą pewność siebie, opanowanie, przewidywał wydarzenia boiskowe. Zanotował kilka udanych interwencji. Na pewno zyskał u Gasperiniego i powinno to zaprocentować w kolejnych występach. Będzie podwójnie zmobilizowany, by udowodnić, iż jest w stanie zagrać na wysokim poziomie przez 90 minut.
AS Roma wygrała z VfB Stuttgart 2:0, miejsce w TOP 8 na koniec fazy zasadniczej LE ma na wyciągnięcie ręki. Wejście Ndicki z ławki można uznać za udane. Przede wszystkim zaliczył jedną bardzo istotną interwencję, wybijając piłkę po niewykorzystanej sytuacji sam na sam przez Ermedina Demirovicia.

2 godzin temu











